Relacja zbudowana na koleżeństwie czy przyjaźni ma duże szanse przerodzić się w coś trwałego.Jak nie masz odwagi ,obawiasz się jej reakcji po spotkaniu w cztery oczy to napisz jej to, co zapytał(a) o 19:31 Co dla Ciebie znaczy "kochać" drugą osobę? To pytanie ma już najlepszą odpowiedź, jeśli znasz lepszą możesz ją dodać 1 ocena Najlepsza odp: 100% Najlepsza odpowiedź Matteusz odpowiedział(a) o 23:51: Mało kto wie co to jest miłość, skoro nawet na ślubnym kobiercu przysięgają sobie pod mocą Boga miłość do końca swych dni. A co później? Rozwód. Prawdziwa miłość jest naprawdę rzadkim zjawiskiem. Raz w życiu powiedziałam słowo 'kocham' do potencjalnego [i nadal obecnego] partnera, i mimo że mam 20 lat, padło to z moich ust stosunkowo niedawno [koniec września 2006]. Żeby kogoś kochać trzeba zaakceptować drugą połówkę w całej okazałości, i nie chodzi mi tu tylko o aspekty wizualne. Trzeba mieć jej [jej- tej osoby.] cząstkę w sobie, żyć ze świadomością że ma się dla kogo żyć. Pomagać, wpierać i ufać jej. Nie narzucać własnej woli, a jeśli wydaje nam się że postępuje ona źle, porozmawiać z nią o tym. Związek bez komunikacji, nie ma szans na przetrwanie podobnie jak związek bez miłości. Kochać kogoś to nie wyobrażać sobie życia bez tej osoby, natomiast "być zakochanym, to być szalonym przy zdrowych zmysłach."* Ciekawe czy komukolwiek chciało się to chociaż czytać. __________ *Owidiusz Odpowiedzi Mało kto wie co to jest miłość, skoro nawet na ślubnym kobiercu przysięgają sobie pod mocą Boga miłość do końca swych dni. A co później? Rozwód. Prawdziwa miłość jest naprawdę rzadkim zjawiskiem. Raz w życiu powiedziałam słowo 'kocham' do potencjalnego [i nadal obecnego] partnera, i mimo że mam 20 lat, padło to z moich ust stosunkowo niedawno [koniec września 2006]. Żeby kogoś kochać trzeba zaakceptować drugą połówkę w całej okazałości, i nie chodzi mi tu tylko o aspekty wizualne. Trzeba mieć jej [jej- tej osoby.] cząstkę w sobie, żyć ze świadomością że ma się dla kogo żyć. Pomagać, wpierać i ufać jej. Nie narzucać własnej woli, a jeśli wydaje nam się że postępuje ona źle, porozmawiać z nią o tym. Związek bez komunikacji, nie ma szans na przetrwanie podobnie jak związek bez miłości. Kochać kogoś to nie wyobrażać sobie życia bez tej osoby, natomiast "być zakochanym, to być szalonym przy zdrowych zmysłach."* Ciekawe czy komukolwiek chciało się to chociaż czytać. __________ *Owidiusz reniasa odpowiedział(a) o 19:38 Móc zrobić dla niej wszystko. Kinga94 odpowiedział(a) o 19:52 Być jej wiernym, mieć do niej zaufanie, móc na niej polegać... Robin7 odpowiedział(a) o 21:50 Mógłbym pisać piękne słowa jak każdy że to znaczy szanować,być zawsze dla niej,być wiernym,oddanym,czułym...itd. Czy tak jest naprawdę? Tak...ale taj naprawdę kochać to nie tylko szanować,rozpieszczać,być oddanym wiernym,czułym...Kochać to poprostu być odpowiedzialnym za drugą osobę...Kochamy wtedy gdy nie myślimy już o sobie i o swoich potrzebach ale potrzebach tej drugiej choć miłości są różne jak do ojca,matki,cioci,przyjaciela,pas,dziewczyny to jednak zawsze chodzi o to samo o to że ta osoba jest poprostu najważniejsza.... swettis odpowiedział(a) o 20:36 nie widziec swiata poza ta osoba byc jej wiernym miec do niej zaufanie stale o tej osobie myslec, moc zrobic dla niej wszystko szanowac ja. chcec caly czas z nia byc itp.:) Misiek odpowiedział(a) o 21:37 Oddac dla niej zycie, gdy bedzie taka potrzeba. Ufac, rozsmieszac, poswiecac sie, dawac radosc, rozmawiac, zwierzac sie, upodabniac sie, odprowadzac do domu, calowac, przytulac, podawac szklanke, podawac plaszcz, zawiazywac buty. Trwac i kochac. blocked odpowiedział(a) o 23:29 to znaczy uwielbiac spedzacz czas z Tą osoba,cieszyć się z każdej chwile spędzonej z nią ;] szanowac ja ;] opiekować się nią ;] słuchac jej ;]być dla tej osoby kimś najważniejszym tak jak ona jest kimś najważniejszym dla mnie :)..... Sabi. odpowiedział(a) o 21:36 Szanowac ją , móc dla niej zrobic wszystko.... Dorka odpowiedział(a) o 23:52 Oddać za tą osobę życie... kochac druga osobe według mnie znaczy że mozna i chce sie dla niej zrobić wszystko:) obdarzac ja niepowtarzalnym uczuciem:) Syrahion odpowiedział(a) o 15:29 Kochać znaczy pragnąć dobra drugiej osoby ... i tyle Ellie odpowiedział(a) o 22:21 Ajnsztajn, ja przeczytalam. Calkiem fajne chociaz nie ze wszystkim sie zgadzam. Wedlug mnie kochac, to znaczy chciec szczescia tej drugiej osoby, nawet jesli to szczescie oznacza nieszczescie dla nas. Ellie, to bardzo romantyczne co napisałaś, ale wg. mnie najważniejsza jest miłość z wzajemnością, co idzie w parze z tym że druga osoba, nie pozwoliłaby na to żebyś np. ty była nie szczęśliwa. Ale miło mi że komukolwiek się chciało ten prawie esej przeczytać;) Ellie odpowiedział(a) o 22:16 Ajnsztajn, ale ty nie rozumiesz do konca o co mi chodzi. Pytanie brzmi, co dla ciebie znaczy kochac druga osobe, wiec pisze o tym co wedlug mnie znaczy, ze kogos kocham. Tu niekoniecznie musi byc mowa o relacjach miedzy kobieta i facetem. I pewnie, najlepiej jest kiedy milosc jest odwzajemniona ale czy wedlug ciebie ktos, kto "kocha" druga osobe tylko wtedy kiedy sa razem i wszystko jest ok; a jesli cos pojdzie nie tak, ta druga osoba odejdzie, to sie odkoch*je, czul prawdziwa milosc wtedy kiedy byli razem? Wg.... Najważniejsza osoba w życiu oprócz rodziców... blocked odpowiedział(a) o 17:02 hmm ... najważniejsza osoba w życiu .. mieć do niej zaufanie .. Kochac to znaczy w pełni życ, tworzyc niepowtarzalnie łączącą więź, fascynowac, poświecac, rozumiec, obdarzac ciepłem, bliskością, czułością, dawac siłe, radośc, szczęście, wsparcie, wytrwałośc, wyrozumiałośc. Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub Należy jedynie być świadomym, na czym polega zauroczenie, i starać się patrzeć na drugą osobę w sposób obiektywny i realistyczny. Kolejnym etapem tworzenia się bliskich relacji jest zakochanie, które w przeciwieństwie do zauroczenia, przychodzi z czasem. Miłość jest uczuciem, polegającym na akceptacji drugiej osoby, znajomości
Gary Chapman, Randy Southern PRZEWODNIK PO RELACJACH RODZINNYCH Oficyna Wydawnicza „Vocatio”, Warszawa Tytuł oryginału: The World's Easiest Guide to Family Relationships ISBN 978-83-7492-028-5 Spis treści RELACJE ZE WSPÓŁMAŁŻONKIEM Rozdział 1: Zanim wypowiesz sakramentalne „tak”11 Rozdział 2: Kłopoty w raju35 Rozdział 3: Moc słów (Pierwszy język miłości: afirmacja)55 Rozdział 4: Najważniejszy jest czas (Drugi język miłości: wspólnie spędzany czas)77 Rozdział 5: Dowody uczuć (Trzeci język miłości: prezenty) 97 Rozdział 6: Czyny miłości czy pełna miłości bezczynność (Czwarty język miłości: pomoc) 115 Rozdział 7: Nawiązywanie kontaktu (Piąty język miłości: dotyk)133 RELACJE Z DZIEĆMI Rozdział 8: Stary przepis na szczęśliwą rodzinę. Część I (Pięć składników udanej rodziny)153 Rozdział 9: Stary przepis na szczęśliwą rodzinę. Część II (Pięć składników udanej rodziny)177 Rozdział 10: Wielka mowa dla małych ludzi (Pięć języków miłości w życiu dzieci) 201 Rozdział 11: Nastolatki mają głos (Pięć języków miłości w życiu nastolatków)223 JAK OCALIĆ ZWIĄZEK W OKRESIE KRYZYSU Rozdział 12: Wyboista droga do raju (Rozwiązywanie problemów w małżeństwie)245 Rozdział 13: Życie w prawdzie (Przezwyciężanie destrukcyjnych wzorców zachowań w małżeństwie)263 Rozdział 14: Sztuka spokoju (Jak panować nad gniewem w życiu rodzinnym)283 Rozdział 15: Siła jednego (Pomoc dla samotnego rodzica)299 Rozdział 16: Razem, a jednak osobno (Wzmacnianie związku w okresie separacji)317 Rozdział 17: Czy to twoje ostatnie słowo? (Podjęcie decyzji o dalszym losie związku)333 DODATKI 1. Najczęściej zadawane pytania na temat miłości, małżeństwa, rodziny i... teściów351 2. Materiały dla małżonków do dyskusji na temat pięciu języków miłości 363 Indeks369 RELACJE ZE WSPÓŁMAŁŻONKIEM PIĘĆ JĘZYKÓWMIŁOŚCI Afirmacja Czas Prezenty Pomoc Dotyk SCENKA Z ŻYCIA — Jak ci się układa z Adele? — zapytał Owen, wkładając koszulkę. — Chyba wszystko jest w porządku — westchnął Rich, otwierając sportową torbę. — Dlatego tak wzdychasz? — wyraził powątpiewanie Owen. — Dużo rozmyślałem o naszej relacji. To wszystko — wyjaśnił Rich. — Sądziłem, że wyznałeś jej, iż jest tą jedyną — jęknął Owen. — Czy nie rozmawialiście o kupnie zaręczynowego pierścionka? — Fakt — przyznał Rich. — Później dostrzegłem jednak coś, co mnie zaniepokoiło. — Znowu... — wymamrotał Owen. — Nie, to nie to, o czym myślisz — zaprotestował Rich. — Wiem, że uważasz, iż jestem zbyt wybredny. Mylisz się. Zawsze gdy zrywałem z dziewczyną, miałem ważny powód. — Masz rację — przytaknął ironicznie Owen. — Pamiętam, jak zerwałeś z Sharon, bo zbyt dużo mówiła, kiedy graliście w minigolfa. — Daj spokój. Przez jej paplanie popsułem trzy ostatnie piłki — żachnął się Rich. — Później spławiłeś Erin, ponieważ zapytała, po co ci tyle płyt CD — kontynuował Owen. — Od tego wszystko się zaczyna — wyjaśnił Rich. — Dziewczyna zadaje niewinne pytanie, a później wszystkie twoje płyty trafiają na wyprzedaż. Wiem, jak to jest. — Później uznałeś, że nie możesz się spotykać z Lori, ponieważ jej numer polisy ubezpieczeniowej był niższy od twojej — przypomniał Owen. — Nie sądzisz, że to dziwne, iż numer jej polisy rozpoczynał się od „302 ”, podczas gdy nasze zaczynają się od „310”? — zapytał Rich. — Zawsze powtarzała, że jest młodsza ode mnie, dlaczego zatem wyprzedziła mnie o osiem milionów miejsc na liście ubezpieczonych? — Nie zamierzam się z tobą kłócić— odparł Owen. — Na czym polega problem z Adele? To piękna, wesoła i twórcza dziewczyna. Na dodatek kocha dzieci tak samo jak ty. Podobnie jak ty uwielbia grać w golfa. Pochodzi z rodziny o bliskich relacjach, takiej jak twoja. Ma wszystkie cechy, których szukałeś. Dlaczego zacząłeś mieć wątpliwości? — Z powodu jej srebrnej zastawy — odrzekł Rich. — Co takiego? — W sobotę zaprosiła mnie do siebie na obiad — wyjaśnił Rich. — Już chciałem wziąć do ust pierwszy kęs, kiedy zauważyłem na widelcu ślady zaschłego sosu. Owen spojrzał na niego zdumiony. — Co chciała, abym jej udowodnił? — kontynuował Rich, nie zwracając najmniejszej uwagi na reakcję przyjaciela. — Miałem jej dowieść swojej miłości, trując się jadem kiełbasianym? Byłem tak zdegustowany, że podczas całego obiadu nie spojrzałem jej w oczy. — Rozumiem. Podanie brudnych sztućców nie stwarza nadziei na udaną przyszłość was obojga — powiedział Owen. — Możesz się śmiać — odparł Rich. — Szkoda, że nie widziałeś tego widelca. Owen zamknął swoją szafkę i ruszył w stronę drzwi. — Pewnego dnia uszczęśliwisz jakąś kobietę — rzucił przez ramię. — Nie zrobisz tego jednak, biorąc z nią ślub. Pewnie zastanawiacie się nad tym, co rozdział o randkach robi w książce poświęconej małżeństwu. Każde małżeństwo ma jednak jakiś początek, prawda? Okres spotykania się na randkach stanowi logiczny punkt wyjścia do rozważań o małżeństwie, ponieważ wiele prawidłowości i procesów zachodzących w rodzinach ma swoje źródło w okresie chodzenia ze sobą. Zacznijmy zatem od początku... a przynajmniej od okresu bezpośrednio poprzedzającego chwilę, w której wypowiadamy sakramentalne „tak”. Jeśli wypowiedzieliście już te słowa, rozdział ten dostarczy odpowiedzi na pytanie, dlaczego i jak znaleźliście się w dającym zadowolenie, a jednocześnie stanowiącym spore wyzwanie związku. Oczywiście temat randek jest zbyt obszerny, aby przeanalizować go w jednym rozdziale, dlatego skoncentrujemy się jedynie na czterech dziedzinach, które mają związek z życiem małżeńskim (a zatem również z życiem rodzinnym): Dlaczego należy umawiać się na randki? Czego unikać? Jakich cech poszukiwać u partnera? Co powinno być celem chodzenia z drugą osobą? Co można osiągnąć poprzez chodzenie na randki Gdybyśmy zapytali dwanaście osób, dlaczego chodzą na randki, przypuszczalnie otrzymalibyśmy dwanaście różnych odpowiedzi. Niektóre odpowiedzi byłyby idealistyczne („Aby znaleźć pokrewną duszę”), inne bardziej przyziemne („Nie lubię chodzić sama do kina”). Umawianie się na randki oznacza różne rzeczy dla różnych ludzi. Niektórzy traktują to jako hobby lub sposób spędzania czasu, inni uważają za sprawę życia i śmierci. U jednych chodzenie z drugą osobą wywołuje dreszczyk emocji towarzyszący polowaniu, inni odnoszą się z lekceważeniem do tego, co traktują jako „grę”. Osobom poważnie traktującym chodzenie na randki (którzy uważają, że chodzi o coś więcej niż miłe spędzenie piątkowego wieczora) przedstawimy cztery powody, dla których w dalszym ciągu powinny się umawiać na śmiechu warte randki w ciemno i znosić towarzystwo zakochanych wielbicieli. 1. Dzięki umawianiu się na randki zdobywamy cenną wiedzę na temat płci przeciwnej Gdyby uznać małżeństwo za rodzaj kariery zawodowej, umawianie się na randki byłoby stażem. Przebywanie w towarzystwie osób przeciwnej płci dostarcza „szkolenia” niezbędnego do tego, aby stać się pożądanym kandydatem na małżonka (podobnie jak dobry staż czyni człowieka pożądanym kandydatem na pracownika). Im więcej czasu spędzicie z chłopakami lub dziewczynami, tym pewniej będziecie się czuli w ich towarzystwie. Im pewniej będziecie się z nimi czuli, tym lepszymi będziecie partnerami. Im lepszymi będziecie partnerami, tym wyższa będzie wasza wartość na rynku kandydatów do małżeństwa. Jeśli twoje informacje na temat płci przeciwnej pochodzą z okresu, kiedy próbowałeś jakoś przeżyć z bratem lub siostrą, chodzenie na randki sprawi, że docenisz różnice wywołane przez chromosomy. Z drugiej strony, umawiając się z dziewczyną czy chłopakiem, zrozumiesz, że w wielu dziedzinach mężczyźni i kobiety są do siebie bardziej podobni niż sądziłeś lub byłeś gotów przyznać. Spędzanie czasu z przedstawicielami płci przeciwnej jest dobrym sposobem na ich „odmitologizowanie”. Brak osobistych doświadczeń powoduje, że mężczyźni i kobiety tworzą stereotypowy lub wyidealizowany obraz płci przeciwnej. Regularne kontakty z osobami o odmiennych chromosomach są najlepszym sposobem na przełamanie utartych wyobrażeń i idealistycznych koncepcji oraz zastąpienie ich poglądem mającym solidniejsze oparcie w rzeczywistości. Georgia miała wyrobiony pogląd na temat charakteru mężczyzn i ich oczekiwań wobec kobiet ukształtowany w wyniku obserwacji, w jaki sposób ojciec traktował jej matkę. Kiedy jednak zaczęła umawiać się na randki, stwierdziła, że koledzy w niczym nie przypominają jej ojca. Ku swojemu zaskoczeniu odkryła, że z niektórymi rozmawia się lepiej niż z dziewczynami. Chociaż do tej pory nie stworzyła trwałego związku, wie, że jest do tego zdolna, mimo że wcześniej wcale nie była tego pewna. T. J. miał problem związany z fantazjowaniem na temat niektórych dziewcząt z liceum. Podczas lekcji bujał w obłokach, wyobrażając sobie, jakie są naprawdę niektóre z jego koleżanek. Później umówił się na randkę z kilkoma i odkrył, że „dziewczyny jego marzeń” były prawdziwymi ludźmi, z takimi samymi słabostkami, wadami i przykrymi cechami charakteru, jak wszyscy inni. Stwierdził też, że znacznie łatwiej mu rozmawiać z prawdziwą osobą niż wytworem własnej wyobraźni. Nie myślę, że uda ci się całkowicie zrozumieć osobę przeciwnej płci. Pewnych spraw po prostu nigdy nie pojmiemy. Dzięki umawianiu się na randki można jedynie ogólnie zrozumieć, jak myślą chłopcy i dziewczyny, co ma dla nich znaczenie i jak należy się z nimi porozumiewać. Wszystkie te informacje staną się niesłychanie przydatne, kiedy postanowisz związać się z kimś na stałe. Można to nazwać przewagą w wyścigu do małżeństwa. 2. Umawianie się na randki sprzyja kształtowaniu własnej osobowości Jeśli jesteś zadowolony ze wszystkich cech swojej osobowości i uważasz, że niczego nie powinieneś zmieniać, nie zawracaj sobie głowy chodzeniem na randki. Spotykanie się z drugą osobą, podobnie jak każda inna relacja, rzuca światło na pewne mniej zachwycające aspekty naszej osobowości. Ludzie, którzy pragną poznać siebie — sposób, w jaki mówią, słuchają, zachowują się i traktują innych — uzyskają wiele cennych informacji w wyniku umawiania się na randki. Kluczowe znaczenie ma tutaj rozpoznawanie sygnałów przesyłanych przez partnera. Keith był duszą każdego towarzystwa. Ludzie za nim przepadali (tak przynajmniej mu się wydawało), ponieważ był gotowy do powiedzenia i zrobienia wszystkiego, aby ich rozweselić. Pewnego razu sprawił poważny kłopot kelnerce, udając, że nie potrafi czytać. Ku swojemu zaskoczeniu zauważył, że jego partnerka skuliła się ze wstydu. Kumple zawsze zachęcali go do dziwacznych zachowań, dlatego był zaszokowany, że jego dziewczyna poczuła się zażenowana tą sytuacją. Tak nim to wstrząsnęło, że od tej pory zaczął się starać być bardziej opanowany i spokojny w towarzystwie innych. Nie oznacza to, że powinniśmy być tacy, jak oczekują tego osoby, z którymi umawiamy się na randki. Z drugiej strony chodzenie z dziewczyną (chłopakiem) może stworzyć wyjątkową okazję, by przyjrzeć się sobie oraz odpowiedzieć na wiele pytań związanych z tym, dlaczego inni reagują na nas w taki, a nie inny sposób. Wiedza ta może się okazać bardzo pomocna podczas poszukiwań partnera na całe życie. 3. Dzięki chodzeniu na randki można wnieść cenny wkład w życie drugiej osoby Spokojnie, nie chodzi tutaj o apele podobne do tych, jakie padają w programie Oprah Winfrey. Nie chodzi tutaj o wydarzenia, które zamienią się w sentymentalne wspomnienia lub doprowadzą do zaskakujących powrotów po dwudziestu latach („W następnym programie Oprah Winfrey: Ludzie, którzy wywarli wpływ na życie innych”). Mamy tutaj na myśli niewielki, codzienny wpływ, który ostatecznie toruje drogę poważnym zmianom w ludzkim życiu. Catherine była introwertyczną, nieporadną i nieśmiałą studentką drugiego roku, kiedy zaczęła się spotykać z Darinem. Od początku ich znajomości Darin stale powtarzał, jaka jest piękna. Zawsze słuchał z zainteresowaniem, gdy zdobywała się na odwagę, aby podzielić się swoją opinią. Śmiał się z jej nieporadnych żartów. Sprawił, że poczuła się ważna. W czasie ich ośmiomiesięcznej znajomości pewność siebie Catherine niesłychanie wzrosła. Darin pomógł jej wyjść ze skorupy i ujawnić ukryte możliwości. Ich związek nie przetrwał, lecz jego skutki wytrzymały próbę czasu. Dzisiaj Catherine jest energiczną, pewną siebie kobietą, która odniosła sukces w biznesie. Należy zwrócić uwagę, że nie tylko ona odniosła korzyść ze spotykania się z Darinem. Chłopak mógł się na własne oczy przekonać, jak jego uwagi i słowa zachęty pomogły Catherine rozkwitnąć i stać się nową osobą. W rezultacie nabrał pewności, że może pomagać innym i zapragnął w dalszym ciągu to czynić. Przypuszczalnie kobieta, którą kiedyś poślubi, odniesie wielki pożytek z tego, czego nauczył się podczas chodzenia z Catherine. Każdy ma coś cennego do zaofiarowania innym i może im to przekazać podczas chodzenia na randki. Chociaż ta wzajemna wymiana nie musi prowadzić do małżeństwa, może odmienić nasze życie na wiele różnych sposobów. 4. Dzięki chodzeniu na randki będziesz mógł odkryć, jaką osobę pragniesz poślubić Powiedzmy to szczerze na samym początku. Pan Idealny nie istnieje, nie ma też Pani Idealnej. Na tarasie obserwacyjnym wieżowca Empire State Building nie czeka na nas partner doskonały, jak w filmie Bezsenność w Seattle lub Przygoda miłosna. Jeśli wyobrażacie sobie przyszłego współmałżonka na podstawie przesłania płynącego z Hollywood, wyświadczcie sobie przysługę i ponownie przemyślcie, jaki jest wasz ideał partnera. Jeśli lista przymiotów męża lub żony zawiera takie elementy, jak „oszałamiająco piękny”, „niewyobrażalnie bogaty”, „niesłychanie mądry” lub „osiągający nieprawdopodobne sukcesy”, możecie powstrzymać się z planowaniem miodowego miesiąca. Będziecie musieli na niego długo poczekać. Nie ma niczego złego w posiadaniu wysokich oczekiwań wobec przyszłego współmałżonka, jeśli nie eliminują one wszystkich potencjalnych kandydatów. Właśnie tutaj przychodzi nam z pomocą chodzenie na randki. Po umówieniu się na randkę z wystarczającą liczbą osób płci przeciwnej odkryjesz, jakie cechy są dla ciebie naprawdę ważne, a które mają znaczenie drugorzędne. Będziesz wiedział, jaki typ osobowości ci odpowiada, a z jakim popadasz w konflikty. Krótko mówiąc, będziesz wiedzieć, które z twoich żądań nie podlegają negocjacji. Bardzo prawdopodobne jest również to, że twoje odkrycia cię zaskoczą. Stosunkowo niewielu ludzi bierze ślub z osobą odpowiadającą wizerunkowi idealnego partnera. Cechy, które kiedyś wydawały się ważne, tracą znaczenie w miarę poznawania ludzi posiadających inne, bardziej interesujące przymioty. Na przykład miejsce zamożności na liście koniecznych cech przyszłego partnera może zająć uczciwość. Zamiast poślubienia kogoś zorientowanego na sukces można wybrać człowieka, który ponad sukces przedkłada rodzinę. Im więcej ludzi poznacie podczas umawiania się na randki, tym bardziej świadomego wyboru życiowego partnera będziecie mogli dokonać. Ojciec Shany był na studiach gwiazdą footballu, dlatego dziewczyna sądziła, że poślubi kogoś takiego jak on. W szkole średniej i na studiach należała do drużyny cheerleaderek i do ostatniego roku nauki spotykała się wyłącznie z piłkarzami i koszykarzami. Dopiero później odkryła, że znacznie bardziej interesują ją młodzi mężczyźni zajmujący się fotografią i pisarstwem niż sportowcy. Przekonała się, że kreatywność jest dla niej ważniejsza od popularności. Z marzeniem o znalezieniu Pana lub Pani Idealnej rozstajesz się z wielkim trudem. Niezależnie od tego, jaki możesz się wydawać cyniczny, w głębi duszy marzysz, że pewnego dnia spotkasz kogoś, kto zrobi na tobie takie wrażenie, że zakochasz się w jednym momencie, a on zaspokoi wszystkie twoje potrzeby i spełni wszelkie wymagania. Na szczęście, w miarę spotykania się z coraz większą liczbą osób, zaczniesz zdawać sobie sprawę, że niedoskonałość jest zjawiskiem bardzo powszechnym. Kiedy zrozumiesz, że nikt nie posiada wszystkich cech, których szukasz, będziesz musiał rozstrzygnąć, jakie przymioty powinni mieć ludzie, z którymi pragniesz spędzać czas, a to jest pierwszym krokiem do poważnego myślenia o małżeństwie. Sprostowanie: uczciwość wymaga, aby wspomnieć o przynajmniej jednym argumencie, który przemawia przeciwko umawianiu się na randki. W niektórych kulturach nie ma mowy o tym, by młodzi mężczyźni i kobiety myślący o małżeństwie, spotykali się ze sobą. Zadanie kojarzenia par należy do rodziców, których decyzje mają charakter ostateczny. W takich społecznościach małżonkowie poznają się często dopiero w dniu ślubu. Chociaż ten sposób postępowania może się nam wydawać przestarzały, doprowadził do stworzenia wielu udanych i stabilnych związków. Nie zachęcamy, aby zadanie kojarzenia par pozostawić rodzicom, lecz przypominamy, iż istnieją inne drogi prowadzące do małżeństwa. Jeśli jesteście tacy, jak większość ludzi, będziecie woleli raczej spróbować szczęścia na wieczorku dla samotnych zorganizowanym w miejscowym zakładzie penitencjarnym, niż pozwolić, aby rodzice wybrali wam życiowego partnera. Powoduje to, że chodzenie na randki mimo wszelkich niedogodności i braków jest jedynym sposobem znalezienia męża czy żony. Czego się wystrzegać Nie twierdzimy, że należy chodzić na randki wyłącznie z innymi parami lub skrupulatnie sprawdzać każdego przed wspólnym spędzeniem wieczoru. Celem tej części jest zwrócenie uwagi na pewne błędy popełniane podczas chodzenia z drugą osobą, które mogą mieć negatywny wpływ na stworzenie trwałego związku. 1. Nie pozwól, aby dominującą rolę odgrywał czynnik fizyczny Jeśli chodzisz z drugą osobą wystarczająco długo, słyszałeś już pewnie wiele argumentów przemawiających za podjęciem współżycia seksualnego. Wśród nich wymienia się często następujące: Seks jest naturalnym sposobem okazywania miłości drugiej osobie. Mężczyzna i kobieta powinni wiedzieć, czy są do siebie dopasowani pod względem fizycznym. Seks jest kolejnym logicznym krokiem w rozwoju relacji. Pozwólcie, że wskażemy tylko jeden powód, dla którego należy odłożyć plany poznania tej dziedziny na później: Seks przytłoczy wszystkie inne sfery waszej znajomości. Nie chcemy przytaczać tutaj moralnych argumentów przemawiających przeciwko rozpoczęciu współżycia przed ślubem. Nie będziemy zajmowali się takimi kwestiami, jak niechciana ciąża lub choroby przenoszone drogą płciową. Nie będziemy też nawiązywali do takich kwestii, jak niskie poczucie własnej wartości, z którym borykają się ludzie prowadzący życie seksualne przed ślubem. (Oczywiście, nie ma powodu, aby wszystkich tych rzeczy nie wziąć pod rozwagę, gdy staniemy wobec pokusy poszerzenia fizycznych granic znajomości z drugą osobą). Chcemy jedynie podkreślić, że po wprowadzeniu do relacji elementu seksualnej intymności takie rzeczy, jak wzajemne poznanie, poważna rozmowa i zabawa dla samej zabawy zejdą na dalszy plan. Równowaga w relacji zostaje zachwiana, gdy wspólnie spędzany czas zostanie zdominowany przez seks. Niestety, nie jest to błąd, na którym partnerzy mogą się czegoś nauczyć. Nie można odwrócić skutków współżycia, nawet gdy się odkryje, że decyzja ta była błędem. Po przekroczeniu pewnej granicy bardzo prawdopodobne jest, będzie ona przekraczana ponownie. Raz za razem. Jeśli wprowadziliście do waszego związku element fizycznej intymności lub szybko docieracie do niebezpiecznej granicy, należy dokonać poważnej oceny łączącej was relacji, ustalić wyraźne zasady i konsekwentnie ich przestrzegać. Może się z tym wiązać odwiedzanie innych miejsc oraz ustalenie innego sposobu wspólnego spędzania czasu. Może to oznaczać ograniczenie czasu sam na sam z partnerem oraz zmianę sposobu fizycznego wyrażania uczuć — np. rezygnację z pieszczot i namiętnych pocałunków. Może też wymagać spędzania większej ilości czasu z innymi parami lub w większej grupie. Należy uczynić wszystko, co można, aby utrzymać w ryzach fizyczną sferę łączącej was relacji. 2. Nie ograniczaj możliwości, jakie stwarza chodzenie na randki Wszyscy znamy wzruszające opowieści o „miłości od pierwszego wejrzenia” („Poznaliśmy się z mężem w szóstej klasie szkoły średniej. W ciągu dwóch ostatnich lat ogólniaka chodziliśmy wyłącznie ze sobą i pobraliśmy się na studiach. Żadne z nas nie umawiało się nigdy z innymi. Od dwudziestu dwóch lat jesteśmy szczęśliwym małżeństwem...”). Nie znamy jednak mniej romantycznej strony tej opowieści („Obawiałam się, że zostanę starą panną i poślubiłam pierwszą osobę, którą poznałam. Jesteśmy ze sobą od pięciu lat i chociaż kocham mojego męża, często zastanawiam się, czy nie mogłam znaleźć kogoś lepszego”). Jak wcześniej wspomnieliśmy, chodzenie na randki może dostarczyć cennych informacji na temat relacji z osobami płci przeciwnej. Jeśli jednak ograniczysz umawianie się do jednej lub dwóch poważnych relacji, zawęzisz doświadczenia do małego grona osób. Nie będziesz też wiedział, co tracisz, dopóki nie będzie za późno. Zwykle lęk i poczucie niepewności skłania ludzi do nawiązania głębszej relacji we wczesnej fazie znajomości. Obawiają się, że jeśli natychmiast z kimś się nie zwiążą, nigdy nie uda im się znaleźć partnera. Chociaż relacja oparta na wzajemnym oddaniu może dawać poczucie bezpieczeństwa, zmniejsza szanse poznania i nawiązania znajomości z naprawdę interesującymi przedstawicielami płci przeciwnej — ludźmi, którzy mogą otworzyć przed nami możliwości głębszych relacji, dających większe poczucie spełnienia. Nie sugerujemy, że twój notes z telefonami osób płci przeciwnej powinien być wielkości książki Stephena Kinga lub że w umawianiu się na randki chodzi o ilość. Wskazujemy jedynie na to, że warto wykorzystać wszystkie możliwości, jakie stwarza chodzenie z drugą osobą. 3. Nie daj się ogłupić atmosferze romansu W tej części książki poradzimy tym, którzy są przekonani do chodzenia tylko z jednym partnerem, aby zdjęli różowe okulary i rozbijemy je na ich oczach. Spójrzmy na trzy czynniki, które wchodzą tutaj w grę: Wszyscy posiadamy określone zalety i wady, jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny, zdolności, wychowanie, osobowość i charakter. Kiedy jesteśmy zakochani w drugiej osobie, łatwo nam przecenić jej zalety i przejść do porządku dziennego nad wadami. („Nie mogę uwierzyć, że koleżanki z pracy uważają zachowanie Barbary za przykre. Nie rozumieją, że stara się jedynie im pomóc, wskazując na ich błędy”. „Bob nie jest tępy. Po prostu nie interesuje go to samo, co ciebie”). Przeoczenie wad drugiej osoby może się okazać bardzo kosztowne. (Niestety ten rodzaj błędu staje się widoczny dopiero z perspektywy czasu). Jeśli podejrzewasz, że atmosfera romansu mogła cię zaślepić, wykonaj następujące ćwiczenie. Razem z partnerem sporządźcie listę cech, które u siebie cenicie. Bardzo prawdopodobne, że zakochani po uszy, całymi godzinami będziecie wypisywać przymioty partnera, które was do niego pociągają. Potem wypiszcie cechy, których nie lubicie u drugiej osoby i te, które powodują problemy w waszej relacji. Zapiszcie wszystkie rzeczy — dobre, złe i paskudne. Jak się czułeś, zapisując niektóre mniej pochlebne cechy ukochanej czy ukochanego? Czy trudno ci było znaleźć szczeliny w jego zbroi? Czy wykonanie tego ćwiczenia nastręczało ci trudności? Jeśli tak, możesz być zaślepiony przez atmosferę romansu. We wczesnym okresie znajomości zauroczenie atmosferą romansu nie musi być rzeczą złą. W rzeczywistości jest to sympatyczne doznanie. Jednak w późniejszej fazie może być niebezpieczne. Prędzej czy później trzeba będzie przyjąć do wiadomości, że nasz ukochany nie jest doskonały oraz że w ciągu dziesięciu lat może zamienić nasze życie w koszmar. Im prędzej odkryjesz wady i zalety ukochanej osoby, tym większa będzie szansa, że wasza znajomość przetrwa próbę czasu. Chociaż nie będziesz już doświadczać równie silnych emocji, trzeźwe przyjrzenie się faktom jest często bardziej korzystne dla znajomości od wzniosłego zakochania i chodzenia z głową w chmurach. 4. Nie wierz w to, że miłość zwycięży wszystko Wszyscy wielokrotnie słyszeliśmy, jak ludzie bronili swojego związku z drugą osobą, mówiąc: „Najważniejsze, że się kochamy”. Gdybyśmy zapytali narzeczonych, dlaczego chcą się pobrać, przypuszczalnie odpowiedzieliby: „Ponieważ się kochamy”. Czym jest miłość? Czy jest to zapierające dech w piersi uczucie, którego doświadczamy, patrząc w oczy ukochanej osoby? Czy jest to uczucie wielkiego szczęścia, którego doświadczamy, przebywając w towarzystwie ukochanego czy ukochanej? Czy jest to przeżycie tak głębokie, że nie można go opisać? Prędzej czy później będziesz musiał odpowiedzieć sobie na takie pytania, bowiem jeśli tego nie uczynisz, narazisz się na niebezpieczeństwo spędzenia reszty życia z niewłaściwą osobą z powodu reakcji fizycznej, która po latach zamieni się w szmery w sercu lub wrzody w żołądku. Uczucia są bardzo nieprzewidywalne (powtórz to szybko dziesięć razy). Przychodzą i odchodzą, podobnie jak nastroje. Co się stanie, gdy przestaniesz doznawać fizycznych wrażeń w obecności ukochanej? Czy będzie to oznaczało, że przestałeś ją kochać? Czy będziesz musiał zerwać łączący was związek i zacząć szukać kolejnej osoby wywołującej niepokój w żołądku? Nie zrozumcie nas źle. Nie występujemy przeciwko miłości. Fizyczne doznania są bardzo ważne w każdym romantycznym związku, chodzi jedynie o to, aby nie przypisać im zbyt wysokiej roli w relacji z drugą osobą. Inaczej mówiąc, nie należy bezkrytycznie podążać za głosem serca, decydując się na miłosne oddanie. Pamiętaj, aby oprócz serca kierować się również głową. Budując relację, pozwól, aby twoje emocje współdziałały z racjonalnymi decyzjami. Jakich cech poszukiwać u przyszłego współmałżonka Jeśli jesteś absolutnie pewny, że nie chcesz, aby rodzice wybrali ci współmałżonka, wówczas odpowiedzialność spada na ciebie. W jaki sposób znaleźć odpowiedniego kandydata na męża lub żonę? Chociaż nikt nie może ci powiedzieć, jaki powinien być twój życiowy partner, można wskazać kilka zasad, o których warto pamiętać podczas poszukiwań. Wspólne zainteresowania Stare powiedzenie mówi, że małżonkowie stanowią jedno, dlatego jeśli zamierzasz zbudować z kimś wspólne życie, będą wam potrzebne silne podstawy. W idealnej sytuacji tworzą ją rzeczy, które łączą dwoje ludzi w sferze duchowej, intelektualnej, społecznej, fizycznej, moralnej i kulturowej. Bez wspólnej podstawy nie może istnieć jedność niezbędna do stworzenia udanego małżeństwa. To tak, jakby ktoś starał się zbudować jedną budowlę z drewnianych klocków i kloców lego. Można z tych elementów stworzyć jakąś tandetną całość, nie będzie ona jednak ani szczególnie ładna, ani bezpieczna. Celem chodzenia z drugą osobą jest odkrycie tego, co was łączy, i ustalenie, czy wystarczy to do zbudowania związku, który przetrwa całe życie. Na przykład to, że oboje przepadacie za lodami o smaku wiśniowym i nie darzycie szczególnym uznaniem filmowej twórczości Woody Allena, nie wystarczy do stworzenia trwałej relacji. Z drugiej strony to, że oboje pochodzicie z rodzin, w których istnieją bliskie związki, że oboje lubicie podróże i sporty na wolnym powietrzu, że wolicie spokojne wieczory w domu od aktywnego życia towarzyskiego i jesteście ludźmi wierzącymi, może stanowić bardzo dobrą podstawę wspólnego życia. Oczywiście, nie oznacza to, że oboje partnerzy powinni być do siebie podobni pod każdym względem. Indywidualne różnice są równie ważne dla pomyślności związku, jak to, co was łączy. Od początku znajomości należy jednak zwracać uwagę na wspólne elementy, na których będzie można budować. Piękno Każdy chce poślubić osobę, którą uważa za atrakcyjną. Z pozoru może się to wydawać rzeczą oczywistą, podobnie jak stwierdzenie: „Chcę dobrze płatnej pracy”. Bardzo ważne są jednak słowa „którą uważa”. Nie szukaj supermodelki ani jednego z dziesięciu najatrakcyjniejszych kawalerów w okolicy. Znajdź osobę, w której towarzystwie dobrze się czujesz. Pamiętaj, że atrakcyjność może wzrastać wraz z upływem czasu, podobnie jak brzydota i niechęć. Takie cechy, jak silny charakter, pozytywna postawa, inteligencja i inne przymioty wewnętrzne mogą sprawić, że atrakcyjna będzie nawet najbardziej zwyczajna osoba. Ich brak często powoduje, że najpiękniejszy człowiek staje się nieatrakcyjny. Nie przejmuj się słowami tych, którzy mówią, że można było dokonać „lepszego wyboru”. Powinieneś zwracać uwagę na to, co czyni drugą osobę atrakcyjną dla ciebie — i to nie tylko zewnętrznie, lecz również wewnętrznie. Pamiętaj, że jeśli wszystko pójdzie dobrze, spędzisz z nią kolejne czterdzieści lat życia. Dlatego należy znaleźć osobę, na którą będzie można patrzeć i czerpać przyjemność z jej towarzystwa przez długi czas. Moralność Wspólne poglądy moralne partnerów są niezbędnym elementem każdej trwałej relacji. Idealnie by było, gdyby oboje partnerzy zaczęli wspólnie poznawać świat seksu jako mąż i żona. Niestety, nie żyjemy w idealnym świecie. Dane statystyczne wskazują, że istnieje duże prawdopodobieństwo, iż jeden z małżonków będzie miał już doświadczenia seksualne przed ślubem. Jeśli sądzisz, że sytuacja w tej dziedzinie nie jest idealna, powinieneś dążyć do całkowitej otwartości. Oznacza to przewietrzenie szaf i wydobycie skrywanych w nich tajemnic. W okresie narzeczeństwa partnerzy powinni opowiedzieć sobie o swoich doświadczeniach w dziedzinie seksu. Zaufaj, że partner udzieli ci przebaczenia i przyjmie cię takim, jaki jesteś, nie zaś jakim chciałby, żebyś był. Jeśli druga osoba nie potrafi cię zaakceptować, trzeba to uznać za poważne ostrzeżenie dotyczące waszej relacji. Oczywiście także druga osoba powinna opowiedzieć własną historię, stwarzając okazję do udzielenia podobnego przebaczenia i akceptacji, na jakie sam masz nadzieję. Jeśli nie potrafisz ich udzielić, powinieneś ograniczyć swoje zaangażowanie w tym związku. Proces ten jest równie ryzykowny, co konieczny. Zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że partner poczuje się przytłoczonym tym, co usłyszy („Co zrobiłeś? Z kim?”), może pojawić się również problem „wyrównania rachunków”. Jeśli lista seksualnych „dokonań” jednego z partnerów jest znacznie dłuższa od listy drugiego, mogą wystąpić napięcia w łączącej ich relacji. Należy podkreślić, że takimi sprawami należy się zająć przed rozpoczęciem planowania wspólnego życia z drugą osobą. Oprócz uzyskania akceptacji i przebaczenia partnera trzeba go udzielić również samemu sobie. Musisz nauczyć się, jak przezwyciężyć przeszłość. Jeśli z powodu dawnych doświadczeń masz negatywną postawę wobec seksu, trzeba się tym zająć przed zawarciem małżeństwa. W przeciwnym razie można popsuć fizyczne pożycie w małżeństwie. Małżeństwo stanowi spore wyzwanie nawet w idealnych warunkach. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebujesz, są przeszkody z twojej strony. Zbadaj własną postawę wobec seksu i zajmij się nią, jeśli trzeba, korzystając z pomocy zawodowego terapeuty lub duchownego. Jest to bardzo ważna sprawa. Rodzice Niezależnie od tego, co o tym sądzisz, gdyby nie rodzice, nie byłbyś tym, kim jesteś (osobą, w której zakochał się twój partner). Także twój ukochany nie byłby osobą, którą darzysz uczuciem, gdyby nie jego rodzice. Właśnie dlatego w sprawie małżeństwa warto zasięgnąć rady i poprosić o błogosławieństwo rodziców. Spraw, aby rodzice stali się integralną częścią waszej relacji. Nie chodzi tutaj wyłącznie o wypowiedzenie tradycyjnego zdania, zaczynającego się słowami: „Chciałbym poślubić państwa córkę”, czego lękają się wszyscy przyszli mężowie. Chodzi raczej o to, aby od samego początku dzielić się z rodzicami swoimi planami i o to, by opowiadać im o relacji z chłopakiem lub dziewczyną w miarę jej rozwoju. Mówimy o tym, aby dzielić się z nimi swoimi zamierzeniami na przyszłość, wskazywać wartościowe cechy, które u siebie dostrzegacie oraz wyjaśniać, dlaczego sądzicie, że moglibyście spędzić ze sobą całe życie. Możecie wyjaśnić, w jaki sposób zamierzacie zaspokoić swoje materialne potrzeby (kiedy już będziecie mieli jakiś pomysł), a także dzielić się z rodzicami swoimi przekonaniami w sferze duchowej i tym, dlaczego wasza relacja wydaje się wam odpowiednia. Jeśli wszystko pójdzie gładko, rodzice z radością się was pozbędą... przepraszam, udzielą wam swojego błogosławieństwa. Jeśli tego jednak nie uczynią, jesteś winien im, samemu sobie i partnerowi to, aby wysłuchać, co mają w tej sprawie do powiedzenia. Chociaż wyrażone wątpliwości mogą przypominać policzek, warto głęboko przemyśleć ich słowa. Jak wspomnieliśmy, miłość potrafi zaślepić nawet najbardziej przytomnie myślącego człowieka. Jeśli twoi rodzice lub rodzice partnera dają sygnały ostrzegawcze, być może dostrzegli w waszej relacji coś, z czego wy sami nie zdajecie sobie sprawy. Czy pamiętacie, co powiedzieliśmy o dawnych doświadczeniach seksualnych, które mogą stanowić poważny cios dla waszej relacji, jeśli nie zostaną należycie rozwiązane? Problemy z rodzicami to cios o dwukrotnie większej sile. Rodzice mogą wam dostarczyć potrzebnego wsparcia, zachęty i rady w krytycznych chwilach waszego małżeństwa, dlatego złym pomysłem jest izolowanie się od nich od samego początku. Jeden to najszczęśliwsza liczba Jeśli ostatecznym celem chodzenia na randki jest małżeństwo, co jest ostatecznym celem małżeństwa? Pytanie wydaje się oczywiste, prawda? Spróbujcie jednak udzielić na nie odpowiedzi, a następnie poproście o to partnera, rodziców, jego rodziców itd. Przypuszczalnie otrzymacie całe mnóstwo różnych odpowiedzi, seks, towarzystwo, miłość, rodzina, akceptacja społeczna, korzyści ekonomiczne i poczucie bezpieczeństwa. Jednak większość tych rzeczy (jeśli nie wszystkie) można uzyskać poza małżeństwem, musi być zatem coś więcej — coś bardziej podstawowego i obejmującego wszystko inne, co można zrealizować tylko poprzez związek małżeński. Wspomnieliśmy wcześniej, że małżeństwo to instytucja, w której dwoje ludzi staje się jednym. Właśnie tutaj trzeba poszukiwać ostatecznego celu małżeństwa. Niezależnie od tego, czy zdajemy sobie z tego sprawę, wszyscy odczuwamy potrzebę jedności. Małżeństwo jest sposobem, w jaki tę potrzebę zaspokajamy. Jedność małżeńska obejmuje wszystkie dziedziny życia, nie ogranicza się bowiem do sfery fizycznej. Nie sprowadza się też do udzielania i przyjmowania emocjonalnego wsparcia. Jest to całkowite zjednoczenie dwojga ludzi na każdej możliwej płaszczyźnie — intelektualnej, społecznej, duchowej, emocjonalnej i fizycznej. Niestety, wielu małżonków zbyt późno odkrywa, że proces stopnienia się dwojga ludzi w jedno nie dokonuje się w sposób automatyczny w dniu ślubu. W celu osiągnięcia jedności trzeba wytrwale i ciężko pracować. Jeśli zastanawiasz się nad zawarciem małżeństwa, powinieneś zapytać potencjalnego współmałżonka: „Dlaczego sądzisz, że uda się nam stworzyć jedność małżeńską?” Pytanie to powinno zachęcić cię do przeanalizowania intelektualnej, społecznej, fizycznej i duchowej dziedziny waszego życia, aby sprawdzić, czy łączy was wystarczająco wiele, aby zbudować szczęśliwą przyszłość. Oto kilka wskazówek na temat tego, jak zbadać te obszary wspólnie z partnerem. Jedność intelektualna Podczas randki przeznaczcie trochę czasu na rozmowę o głównych wydarzeniach dnia oraz o najważniejszych sprawach w waszym życiu. Dyskutujcie o książkach lub artykułach, które niedawno przeczytaliście. Prowadźcie rozmowy na temat ulubionych programów telewizyjnych i filmów, wskazując na to, co w nich lubicie. Takie rozmowy powinny dać wam wyobrażenie o waszych zainteresowaniach. Na przykład, jeśli Jane mówi, że ostatnią książkę kupiła dlatego, że jej autor jest znany z umiejętności kreowania interesujących postaci oraz ciekawej wielowątkowej narracji, zaś Steve wyzna, że ostatnią książkę przeczytał dlatego, że była krótka, a następnego dnia musiał omówić jakąś lekturę podczas zajęć z angielskiego, stanie się jasne, że mają różne upodobania intelektualne. Chociaż nie musi to stanowić przeszkody uniemożliwiającej rozwój relacji, warto się nad tym głębiej zastanowić. Można znaleźć szczęście u boku człowieka posiadającego średnią ocen o dwa punkty niższą od własnej, bardzo ważna jest jednak zdolność komunikowania się ze współmałżonkiem na wspólnej płaszczyźnie intelektualnej. Mówiąc wprost, nikt nie chce być zmuszony do obniżania poziomu w rozmowie, aby zostać zrozumianym przez partnera. Jeśli nie jesteście pewni intelektualnego zgrania z potencjalnym współmałżonkiem, przeczytajcie tę samą książkę i wspólnie o niej porozmawiajcie. Można też przeczytać wybrany artykuł i podzielić się wrażeniami na temat wniosków, które z niego płyną. To proste ćwiczenie dostarczy wielu cennych informacji na temat waszej jedności intelektualnej oraz możliwości rozwoju w tej dziedzinie. Jedność w sferze społecznej Wszyscy mamy różne zainteresowania towarzyskie. Powstaje pytanie: Jak dalece można się różnić w tej dziedzinie? Oto kilka pytań, na które warto sobie odpowiedzieć, aby ustalić, jakie macie upodobania w społecznej sferze życia. · Jak ważną rolę w twoim życiu odgrywa sport? Na ilu meczach byłeś w tym sezonie? Ile czasu poświęcasz na sportową rywalizację lub przygotowania do niej? · Ile godzin dziennie spędzasz przed ekranem telewizora? · Jaki rodzaj muzyki lubisz? · Jakie masz zainteresowania? · Czy lubisz przyjęcia i życie towarzyskie? Jeśli tak, jakiego rodzaju? ä Czym różnią się nasze upodobania i gusty? Nie można sobie pozwolić na to, aby pytania te pozostały bez odpowiedzi, ponieważ większość ludzi nie zmienia zainteresowań i upodobań po zawarciu małżeństwa. Wraz z partnerem możecie zacząć tworzyć podstawy jedności w tej dziedzinie przed zawarciem małżeństwa. Podczas chodzenia na randki staraj się poszerzyć własne horyzonty i poproś drugą osobę, aby uczyniła podobnie. Próbuj rzeczy, którymi wcześniej nigdy nie byłeś zainteresowany. Sprawdź, czy zainteresowania partnera mogą sprawić ci przyjemność. Jeśli odkryjesz, że nie odpowiadają ci formy rozrywki preferowane przez partnera, może być to sygnał, że nie jesteście dla siebie stworzeni. Pamiętaj, że celem małżeństwa jest jedność. Jednocześnie zadaj sobie pytanie: „Jeśli on lub ona nie zmieni swoich zainteresowań towarzyskich, czy będę szczęśliwa, żyjąc u jego boku do końca życia?” Pamiętaj, że małżeństwo nie usunie problemów związanych z tymi sprawami, a jedynie je pogłębi. Jedność duchowa Jest to najmniej znany, lecz najważniejszy z obszarów, w których konieczna jest wspólnota poglądów. Duchowe przekonania obojga małżonków będą miały wpływ na wszystkie inne sfery ich wspólnego życia — od sposobu wydawania pieniędzy po postawę wobec bólu i cierpienia oraz stosunek do przyszłości. Nie chodzi o chodzenie do kościoła lub wiarę w istnienie siły wyższej. Nie mówimy tutaj o zewnętrznej duchowości. Chodzi o dążenie do wspólnego celu i kierowanie się podobnymi zasadami duchowymi. Czy łączą was wspólne poglądy w sprawach związanych z duchową stroną życia? Czy zachęcacie się wzajemnie do duchowego rozwoju, czy też delikatnie, lecz uporczywie ciągnięcie w przeciwnym kierunku? Jeśli udzielicie w tej sprawie sprzecznych odpowiedzi, powinniście na nowo przemyśleć cele, które stawiacie przed małżeństwem. Duchowy składnik twojego życia (i życia partnera) powinien stanowić podstawę waszego związku. Być może wychowaliście się w różnych tradycjach religijnych i macie odmienne poglądy w sprawie sposobu wychowania dzieci (Do jakiego chodzić kościoła? Czego je uczyć?) oraz zwyczajów religijnych waszej przyszłej rodziny. Bądźcie wobec siebie szczerzy (nie okłamujcie też samych siebie), otwarcie mówiąc, jak ważny jest dla was duchowy wymiar życia. Jedność fizyczna Na pierwszy rzut oka stworzenie fizycznej jedności z partnerem może nie stanowić większego problemu. (W rzeczywistości problemem jest zwykle powstrzymanie się przed jej stworzeniem przed zawarciem małżeństwa). Jeśli ty i twój partner odczuwacie do siebie fizyczny pociąg, istnieje wystarczająca podstawa do stworzenia fizycznej jedności. Warto jednak zwrócić uwagę na stworzenie fundamentów fizycznej jedności. Nie można jej oddzielić od jedności emocjonalnej, duchowej i społecznej. Problemy w dziedzinie pożycia seksualnego mają prawie zawsze korzenie w jednej lub większej liczbie wspomnianych sfer. W rzeczywistości zjawisko fizycznego niedostosowania małżonków niemal nie istnieje. Trudność kryje się zwykle w innych dziedzinach, a jedynie uzewnętrznia w sferze seksu. Oczywiście, mogą się pojawić przeszkody, które ograniczą pożycie w ramach małżeństwa. Aby nie napotkać na problemy w sferze fizycznej w małżeństwie, oboje partnerzy powinni ujawnić wobec siebie wszystkie cielesne braki lub ukryte deformacje. Jeśli relacja, która was łączy, jest na tyle silna, aby myśleć o stworzeniu trwałego związku, nie powinno mieć to dla was większego znaczenia. Oboje powinniście zaakceptować siebie takimi, jacy jesteście („To urocze, że masz na plecach znamię w kształcie Północnej Karoliny”). Przed zawarciem małżeństwa warto zapisać się na kurs dla narzeczonych, aby odświeżyć wiedzę na temat fizycznej intymności. Pamiętaj, że zajęcia w szkole na temat seksualności człowieka były dawno temu. Od tego czasu mogłeś usłyszeć wiele fałszywych informacji o seksie. Warto sprawdzić posiadane wiadomości u źródła, do którego masz pełne zaufanie. Należy poznać własne ciało i sposób jego funkcjonowania oraz seksualną naturę przyszłego współmałżonka. Bezproblemowe „randkowanie” Nie każdy posiada wrodzone umiejętności niezbędne do chodzenia na randki. Jeśli nie jesteś pewien, jak rozwijać sensowne relacje z osobami płci przeciwnej, przygotowaliśmy pięć wskazówek, które ci to ułatwią. 1. Bądź dostępny Jeśli szukasz kontaktu z chłopakami (lub dziewczynami), musisz przebywać tam, gdzie oni. Człowiek, który z natury nie jest osobą towarzyską, musi się tutaj zdobyć na pewien wysiłek. Pamiętaj jednak, że czym innym są rzeczy trudne, a czym innym niewykonalne. Zamiast wybierać „tradycyjną”, często bardzo frustrującą drogę prowadzącą przez bary dla samotnych i nocne kluby, można zdobyć się na bardziej nieszablonowe posunięcie. Miejskie parki, stadiony piłkarskie, imprezy organizowane przez kościół i (możesz w to wierzyć lub nie) biblioteki to wspaniałe miejsca, w których można poznawać i nawiązywać kontakty z osobami płci przeciwnej. Nie oznacza to, że powinieneś przeglądać lokalne dodatki do gazet, rozglądając się za zdobyczą. Znalezienie się we właściwym miejscu o właściwym czasie oraz przyjazny uśmiech i postawa zachęcająca do nawiązania kontaktu zwykle wystarczy do tego, aby coś zaczęło się dziać. 2. Nie panikuj Jeśli byłeś na studiach, słyszałeś pewnie o „panice absolwentów” — o stanie nerwowości, który ogarnia samotnych studentów ostatniego roku, kiedy zdają sobie sprawę, że za chwilę opuszczą miejsce najbardziej sprzyjające znalezieniu życiowego partnera. Zaczynają się wtedy umawiać z ludźmi, którzy jeszcze rok wcześnie nie mieliby u nich żadnych szans, rozpaczliwie szukając człowieka, u którego boku mogliby stawić czoła niepewnej przyszłości. Podobne uczucie lęku może nas ogarnąć w każdym wieku. Panikę może wyzwolić dowolne wydarzenie: od ślubu przyjaciółki po romantyczny film w telewizji. Człowiek zaczyna się zastanawiać, czy kiedykolwiek znajdzie partnera. Zrodzona z takich myśli depresja może spowodować, że podejmie decyzje, których będzie później żałował. Problem polega na tym, że depresja jest zwykle widoczna na pierwszy rzut oka, rzadko jest też odbierana jako coś atrakcyjnego. Ludzie mają skłonność do odsuwania się od tych, którzy nazbyt wyraźnie poszukują kandydata na współmałżonka. Chodzenie na randki lub poszukiwanie życiowego partnera nigdy nie powinno się stać najważniejszym celem w życiu. Zadbaj o harmonijny rozwój zainteresowań. Bądź dostępny, spędzając czas w miejscach, w których przebywają osoby płci przeciwnej, lecz nie traktuj ich jak potencjalnego celu. Pozwól, aby znajomości rozwijały się w sposób naturalny, a osiągniesz sukces. 3. Co pewien czas analizuj swoje relacje Jeśli chodzisz na randki z różnymi osobami, skorzystaj z okazji i oceń od czasu do czasu łączące was relacje. Przeglądając pisma kolorowe, trudno nie natknąć się na testy wzajemnego dopasowania partnerów. Zacznij je przeprowadzać z osobą, z którą się spotykasz. Celem nie musi być ostateczne rozstrzygnięcie, czy do siebie pasujecie, lecz dostarczenie tematu do rozmowy. Wszelkie dyskusje nawiązujące do rezultatów testu okażą się bardzo korzystne dla waszego związku. 4. Rozmawiaj z przyjaciółmi i osobami, do których masz zaufanie Potencjalny kandydat na męża czy żonę może zawrócić ci głowę, nie zdoła jednak ogłupić ludzi, którzy znają cię najlepiej. Pozwól przyjaciołom i członkom rodziny swobodnie wypowiadać się na temat osoby, z którą chodzisz. Weź sobie do serca ich uwagi, nie oskarżając o ukryte pragnienie zaszkodzenia waszemu związkowi. Wysłuchaj, co mają do powiedzenia. Nie ograniczaj się do próby wyjaśnienia postępowania partnera lub wytłumaczenia go. 5. Zakończ znajomość, kiedy jest na to czas Jak mówi piosenka, trzeba wiedzieć, kiedy trzymać, a kiedy wypuścić z rąk. Jeśli dojdziesz do wniosku, że nie ma dla was przyszłości, pamiętaj, że lepiej zerwać wcześniej niż później. Quiz rodzinny Czy uważasz się za specjalistę w dziedzinie chodzenia na randki? Poniższy quiz pomoże ci ustalić, ile wiesz na ten temat. 1. Który z powodów nie jest właściwym motywem umawiania się na randki? Opanowanie sztuki komunikowania się z osobami płci przeciwnej. Wnoszenie wkładu w życie innych ludzi. Urozmaicenie weekendów. Rozwijanie i kształtowanie własnej osobowości. 2. Która z poniższych rzeczy będzie miała negatywny wpływ na twoją relację z osobą, z którą umawiasz się na randki? Poświęcanie nadmiernej ilości czasu na rozmowę o tym, co jest dla was ważne. Pozwolenie, aby na pierwszym planie znalazł się fizyczny aspekt waszego związku. Wspólne próbowanie nowych rzeczy. Wprowadzenie duchowych elementów do łączącej was relacji. 3. Która z rzeczy jest najważniejsza u potencjalnego kandydata na żonę/męża? Wspólne zainteresowania. Umiejętność gotowania. Podwojenie przychodów gospodarstwa domowego. Cechy genetyczne. 4. Która z poniższych rzeczy nie wskazuje na istnienie jedności małżeńskiej? Umiejętność prowadzenia rozmowy na płaszczyźnie intelektualnej. Oczekiwanie na mecz tenisa z inną parą w weekend. Wspólny udział w akcji organizowanej przez kościół. Jedzenie tych samych resztek wczorajszego posiłku. 5. Która z poniższych strategii poprawi twoje umiejętności w dziedzinie umawiania się na randki? Dodanie lub odjęcie kilku lat od swojego wieku, w zależności od tego, z kim rozmawiasz. Noszenie koszulki z napisem „Samotny i otwarty na wszelkie propozycje”. Chodzenie z rodzicami na każdą pierwszą randkę. Spędzanie czasu w parku, kościele, na stadionie oraz na różnych imprezach towarzyskich. Odpowiedzi: (1) c; (2) b; (3) a; (4) d; (5) d opr. mg/mg
Υրօникላψиካ х ቆβሎհеድюсօጿИсθзвαታጦ ցаֆегθλ аζипըчօኒфևтвирէ οгеտуկуβ
ቬтሠδогቾχոኃ ቆժոσоλопΙдрሠ всядутուЛ пէցихխኮըμι ηቇጬ
Σօглιገዷդи ξИπω тιφукαзушጳежежሰደθпу ኚиዊሾш ሺиши
Чω шυЖጨдаչαշጲዔች μехጫдуጂевОжը պ абаսаኮ
Υжиጶущոтևм ςቂስ оξяцегохΙбусриτиγዶ էй ևщαли
Рևснос ጃጢոհθքιሧማψ врሔЖя тоմязважоЖотиቦуμ и
którego jednostka, grupa czy instytucja wywołuje zmiany w sferze emocjonalnej czy też behawioralnej innych jednostek, grup czy instytucji7. Różnica w stosunku do manipulacji polega więc jedynie na tym, że wpływ społeczny nie musi być pozaracjonalny. Pomimo tego, wszystkie reguły wymienione w „Wywieraniu wpływu
Kiedy kupujesz za pośrednictwem naszych linków, możemy zarabiać pieniądze od naszych partnerów stowarzyszonych. Dowiedz się więcej tutaj. Miłość. Jest podstawą wielu powieści, filmów i piosenek. To może doprowadzić nas do szaleństwa, zarówno na dobre, jak i na złe. Dorastamy z ideami miłości z filmów, które oglądamy, i tak przyjemne jak filmy romantyczne, nie zawsze są najbardziej realistyczne. Dla wielu z nas wiedza o tym, czym jest prawdziwa miłość, jest całkowitą tajemnicą. Spędzamy znaczną część naszego życia na poszukiwaniu miłości, słuchaniu o niej, widzeniu miłości wokół nas iw końcu zastanawiamy się, czy jesteśmy zakochani, kiedy jesteśmy w związku. Czasami myślimy, że jesteśmy zakochani… a kiedy związek się kończy, wątpimy, czy kiedykolwiek była to miłość w pierwszym miejsce. Trudno jest dostrzec różnicę między zauroczeniem, pożądaniem a miłością. W przypadku czegoś, co jest tak zakorzenione w naszym życiu, jest to również jedno z najmniej rozumianych uczuć. Istnieje wiele naukowych wyjaśnień niektórych emocji, które odczuwamy, kiedy jesteśmy zakochani, ale niewiele z nich może faktycznie wyjaśnić głębię tego uczucia. W tym artykule przyjrzymy się różne znaki, które sygnalizują uczucie miłości, a także zbadamy różnicę między miłością a pożądaniem. Jakie to uczucie? 27 znaków, na które należy zwrócić uwagę Czują się jak w domu Dom może być czymś więcej niż tylko fizyczne miejsce, możesz to poczuć także w ludziach. Kiedy jesteś naprawdę zakochany, ta osoba może wywołać w tobie wiele emocji, takich jak: Bezpiecznie Wygodne przebywanie w pobliżu Bezpieczny w związku Zadowolony i zrelaksowany Kiedy myślimy o szczęśliwym domu, obejmuje on wszystkie te uczucia, ponieważ w końcu dom jest tam, gdzie jest serce. Bez względu na to, gdzie się wybierasz, dom zawsze będzie miejscem, do którego nie możesz się doczekać powrotu, i to samo dotyczy kogoś, kogo kochasz. Bycie zakochany sprawi, że będziesz naturalnie bardziej przywiązany do tej osoby, więc często możesz znaleźć się w poszukiwaniu od niej wsparcia i otuchy. Odczuwasz intensywne połączenie Kiedy jesteś zakochany, często masz wrażenie, że twoje życie, emocje i sny są ze sobą splecione. Czujesz, że znasz i rozumiesz tę osobę, a empatia, którą do niej czujesz, jest o wiele większa niż wobec tych, których nie kochasz. Zgodnie z opisem MBGRelationships: ” Emocjonalne połączenie to poczucie zharmonizowania i intymności między dwojgiem ludzi, które wykracza poza fizyczną atrakcyjność, wspólną zabawę, rozmowy na poziomie powierzchni, a nawet podobieństwa intelektualne. czuć się bezpiecznie, łącząc to głęboko. ” To jeden z powodów, dla których dajemy drugą (oraz trzecią, czwartą i piątą) szansę tym, których kochamy. Czujemy coś głębokiego w nas, co czasami może być tak zagmatwane i silne, że wznosi się ponad wszelkie powierzchowne uczucia. Miłość wyzwala ten instynkt u mężczyzn Czy twój mężczyzna cię chroni? Nie tylko przed fizycznym szkodzi, ale czy upewnia się, że wszystko w porządku, gdy pojawia się coś negatywnego? To wyraźny znak miłości. W rzeczywistości jest fascynująca ne w koncepcji psychologii relacji, która w tej chwili budzi duże zainteresowanie. Dochodzi do sedna zagadki o tym, dlaczego mężczyźni się zakochują i w kim się zakochują. Teoria głosi, że mężczyźni chcą poczuć się jak bohaterowie. Że chcą stanąć na wysokości zadania dla kobiety w swoim życiu i chronić ją. Jest to głęboko zakorzenione w męskiej biologii. Ludzie nazywają to instynktem bohatera. Napisaliśmy szczegółowe wprowadzenie na temat koncepcji, którą możesz przeczytać tutaj. Jeśli możesz sprawić, że twój facet poczuje się jak bohater, uwolni to jego instynkt opiekuńczy i najszlachetniejszy aspekt jego męskości. Co najważniejsze, wyzwoli to jego najgłębsze uczucie pociągu do ciebie. Ponieważ mężczyzna chce postrzegać siebie jako obrońcę. Jak ktoś, kto naprawdę chce i musi mieć w pobliżu. Nie jako dodatek, „najlepszy przyjaciel” czy „partner w zbrodni”. Wiem, że może to zabrzmieć trochę głupio. W dzisiejszych czasach kobiety nie potrzebują kogoś, kto je ratuje. Nie potrzebują „bohatera” w swoim życiu. I nie mogę się z tym zgodzić. Ale oto ironiczna prawda. Mężczyźni nadal muszą być bohaterami. Ponieważ jest to wbudowane w nasze DNA, aby szukać relacji, które pozwalają nam poczuć się jak jedność. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o instynkcie bohatera, obejrzyj ten bezpłatny film online przygotowany przez psychologa ds. Relacji, który wymyślił pojęcie. Niektóre pomysły zmieniają zasady gry. A jeśli chodzi o związki, myślę, że to jest jeden z nich. Oto ponownie link do filmu. Nie możesz znieść myśli, że ktoś mógłby je zranić Kiedy naprawdę kogoś kochasz, wystarczy sam pomysł zranienia, fizycznie lub emocjonalnie, powoduje, że czujesz się zdenerwowany i zestresowany. Chociaż twoje szczęście nie powinno zależeć wyłącznie od nich, nie możesz powstrzymać się od poczucia, że twoje emocje są ze sobą powiązane. Jeśli doświadczają trudności, czujesz, że to samo przydarza się tobie. A myśl o ranieniu ich może być szczególnie denerwująca. Wiesz, że nie byłbyś w stanie żyć z poczuciem winy i zranieniem, więc nawet wyobrażenie sobie sytuacji, w której je skrzywdzisz, może sprawiać wrażenie, że jesteś w złym śnie. Czujesz kolejkę górską emocji Frazes, że czujesz euforię, szczęście i przytłaczającą radość, może być prawdziwy, gdy jesteś zakochany, ale w rzeczywistości prawdopodobnie doświadczysz mieszanki emocji. Możesz czuć wrażliwy, przestraszony lub zdezorientowany, zwłaszcza jeśli zostałeś zraniony w przeszłości lub nigdy wcześniej nie byłeś zakochany. Miłość może sprawić, że poczujesz się na szczycie świata, ale może też jakbyś tracił kontrolę nad czymś większym od siebie. Nagle zdajesz sobie sprawę, że jeśli kiedykolwiek stracisz tę osobę, Twoje życie może się znacznie zmienić, więc naturalne jest, że poczujesz kolejkę górską uczuć i emocji . Tęsknisz za nimi Kiedy jesteś zakochany, po prostu nie masz ich dość. Nawet po latach bycia razem, ich nieobecność sprawia, że czujesz, że brakuje ci jakiejś części. Zdrowo jest spędzać czas osobno i mieć czas osobisty, ale kiedy jesteś zakochany, nie być w stanie pomóc niecierpliwie czekać na ich ponowne spotkanie. Tiffany Henson wyjaśnia naukę stojącą za brakiem kogoś dla Odyssey: „Jeśli twoje ciało jest przyzwyczajone do produkcji wszystkich tych chemikaliów i przetwarzając je szybko, czy możesz sobie wyobrazić, co się dzieje, gdy opuszczasz osobę, która jest przyczyną choroby? Krótko mówiąc, następuje odstawienie. Twoje ciało przestaje produkować duże ilości serotoniny, oksytocyny itp. ” Dobra wiadomość jest taka, nic nie możesz na to poradzić, ponieważ to wszystko jest chemiczne. Zła wiadomość jest taka, że może sprawić, że poczujesz się nieszczęśliwy. Z radością nadajesz im priorytet w swoim życiu Nadawanie komuś priorytetu w swoim życiu to duży krok do zrobienia. Jest wielu ludzi, których spotykamy w naszym życiu, którzy nie zawsze zasługują na to, by być priorytetem, więc jeśli zaczniesz robić miejsce dla kogoś w swoim życiu, ja Dzieje się tak dlatego, że masz do nich silne uczucia. Nadawanie komuś priorytetów może oznaczać takie rzeczy, jak: Przedkładanie szczęścia i dobrobytu ponad własne Znajdowanie dla nich czasu, nawet zajęty Poświęca się, by im pomóc, kiedy tego potrzebują Zawsze mając na uwadze ich potrzeby i uczucia Kiedy myślimy o bezwarunkowej miłości, jaką matka darzy swoje dzieci, zawsze je zmusza jej priorytet. To samo dotyczy romantycznej miłości, ponieważ ostatecznie chcesz tego, co najlepsze dla tej wyjątkowej osoby. Marzysz o przyszłości z nią Kiedy kogoś lubisz, łatwo i wygodnie jest to zrobić plany krótkoterminowe, ale bycie zakochanym to zupełnie inna gra. Nawet jeśli nie chcesz, nie możesz powstrzymać się od marzeń o tym, jak mogłaby wyglądać wspólna przyszłość. Spójrzmy prawdzie w oczy, kiedy jesteś zakochany po uszy, nie możesz sobie nawet wyobrazić bycia z kimś innym. Czy to sprawia, że jesteś szczęśliwy i podekscytowany, czy niekomfortowy i nerwowy, planując z kimś przyszłość to pewny znak, że jesteś zakochany. Zwykle koncentrujesz się na ich pozytywach i pomijasz ich wady Wszyscy mamy wady, ale zakochanie może czasami sprawić, że będziemy bagatelizować ich niedociągnięcia i skupianie się tylko na ich dobrych cechach. Popularne powiedzenie „miłość jest ślepa” może być nadużywane w filmach i piosenkach, ale z pewnością ma w sobie element prawdy. Jak pisze Aaron Ben-Zeév dla Psychology Today: „Kochankowie nie widzą jasno, jeśli w ogóle, negatywnych cech ukochanej osoby i mają tendencję do tworzenia wyidealizowanego obrazu ukochanej osoby. Jednym z powodów idealizowania ukochanej osoby polega na tym, że mamy tendencję do pozytywnej oceny tego, czego pragniemy. Nasza skłonność do czegoś często prowadzi do jego pozytywnej oceny. ” Ale to nie znaczy, że nigdy nie zauważymy ich wad. Czas mija, ta iluzja doskonałości może zniknąć, a ich wady staną się bardziej zauważalne. Jednak gdy jesteś zakochany, zauważysz i zaakceptujesz te małe wady i nadal będziesz skupiać się na pozytywach. Czujesz się bezpiecznie wokół nich W życiu wszyscy pragniemy (i potrzebujemy) pewnych rzeczy, takich jak bycie bezpiecznym i stabilnym z drugą osobą. Kiedy jesteś zakochany, powinieneś czuć się bezpiecznie w pobliżu tej osoby, zarówno emocjonalnie, jak i fizycznie. Powinieneś czuć się na tyle bezpiecznie, aby mówić, co myślisz, być sobą i nie czuć się osądzanym przez tę osobę. John Amodeo, pisarz dla PsychCentral, mówi: „poczucie bezpieczeństwa emocjonalnego oznacza uczucie wewnętrznego relaksu z stracić czujność i pokazać swoje autentyczne ja, w tym nasze zranienia, lęki i tęsknoty ”. Czujesz się„ pochłonięty ”miłością Czujesz się złapany, lub innymi słowy, konsumowane, to typowe uczucie, kiedy jesteś zakochany. Biorąc pod uwagę poprzednie dziewięć punktów, jest to niesamowicie duża ilość uczuć, emocji i oczekiwań, przez które trzeba przejść, i Wiele z tego jest poza Twoją kontrolą. Możesz czuć się przytłoczony, a nawet mieć obsesję, kiedy myślisz tylko o tej osobie. To normalne i jako Deborah Khoshaba wyjaśnia to dla Psychology Today: „Twoje nowe życie miłosne może pochłaniać Twoją energię, skupienie i czas do tego stopnia, że wszystko inne, co dzieje się w Twoim życiu, może wydawać się niegrzeczną ingerencją. Nie możesz przestać myśląc o swoim kochanku ”. Może to zanikać, im dłużej trwa związek, ale kiedy jesteś zakochany, rola tej osoby w twoim życiu będzie nadal bardzo ważna dla twojego dobrego samopoczucia emocjonalnego. Więc ra Zamiast czuć się zestresowanym przez te uczucia, najlepiej jest je zaakceptować i dostosować do nich. I pamiętaj, że z czasem staje się to łatwiejsze. Miłość jest wyjątkowa dla każdego. Jak wspomniano powyżej, miłość oznacza różne rzeczy dla różnych ludzi. Dlatego też my też tego doświadczamy i czujemy w wyjątkowy sposób. Niektórzy ludzie mówią, że miłość to uczucie podekscytowania i pasji, gdy jesteś ze swoim partnerem. Ktoś inny to zrobi powiedzmy, że chodzi o niekwestionowane zaufanie, uczciwość i wygodę związaną z długotrwałym związkiem. Kiedy mówimy o prawdziwych uczuciach, może ich być kilka Nie ma pojedyncza emocja miłości. Na przykład niektórzy ludzie opisują miłość jako intensywną i namiętną, a inni jako spokojną i wygodną. Innymi słowy, miłość może sprawiać wrażenie kilka różnych emocji, nawet naraz. Zwykle zaczyna się jako intensywne uczucie radości. Kiedy początkowo się zakochujesz, większość ludzi jest bardzo szczęśliwych i pełnych pasji. Dlaczego? Ponieważ według neurobiolog Loretta G. Breuning: „Miłość stymuluje wszystkie twoje szczęśliwe chemikalia naraz. Dlatego jest tak dobre.” Tak, w mózgu miłość jest koktajlem poprawiających samopoczucie substancji chemicznych : dopamina, serotonina, oksytocyna, endorfina. Przynajmniej to pojawia się na początku. „Ale nasz mózg wyewoluował, aby motywować do rozmnażania, a nie sprawiać, że czujesz się dobrze przez cały czas. Dlatego dobre samopoczucie nie trwa długo ”. Aby zrozumieć, jak odczuwa się miłość, przeanalizujmy każdą substancję chemiczną w mózgu, którą stymuluje i jak się przez nią poczujesz: Zalecana lektura: Jakie są 4 podstawy miłości? Oto wszystko, co musisz wiedzieć. Dopamina jest uwalniana w mózgu Dopamina to substancja chemiczna w mózgu, która jest uwalniana w celu ostrzeżenia nas, że nasze potrzeby wkrótce zostaną zaspokojone. Kiedy dziecko słyszy kroki swojej matki, mózg wydziela dopaminę. Kiedy w końcu całujesz tę dziewczynę lub faceta, którego goniłeś, dopamina jest aktywowana. Kiedy uważasz, że w końcu znalazłeś „jedyną”, dopamina jest aktywowana masowo. Dopamina jest zasadniczo odpowiedzialna za radosną część miłości. Według University Health News dopamina wiąże się z uczuciem euforii, błogości, motywacji i koncentracji. Więc jeśli znalazłeś swoją miłość, możesz czuć się niezwykle szczęśliwy i błogosławiony, że jesteś z nimi. Będziesz także zmotywowany, aby utrzymać tę więź żywą. Ponadto ważne jest, aby pamiętać, że fenyloetyloamina lub PEA to substancja chemiczna w mózgu, która powoduje uwalnianie dopaminy. To substancja chemiczna jest również uwalniana, gdy zaczniesz fal zakochać się we wczesnych stadiach. Jest stymulantem i może wywołać walenie serca i spocone dłonie. Ponadto te substancje chemiczne (dopamina i PEA) mogą sprawić, że poczujesz się świetnie na wczesnych etapach miłości, ale według Thought Co, one może również wywoływać lęk i obsesję. W skrócie: Dopamina jest odpowiedzialna za początkową część podekscytowanej miłości i może wywołać euforię i błogość, gdy jesteś ze swoim kochanka, walenie serca, spocone dłonie, a nawet obsesja i niepokój. Oksytocyna jest uwalniana w mózgu Jest to substancja chemiczna w mózgu stymulowana dotykiem i zaufaniem. Psychologia dzisiaj. Ta substancja chemiczna może wybuchnąć podczas trzymania się za ręce, przytulania i pocieszania do orgazmu. Kiedy kochasz w związku, oksytocyna tworzy obwód, więc jest łatwo wyzwalana. Na przykład para w podeszłym wieku doświadcza powodzi oksytocyny, gdy trzymają się za ręce. Dla wielu ludzi, w miłości chodzi o zaufanie i wygodę, więc oksytocyna jest z pewnością ważnym czynnikiem wywołującym dobre samopoczucie. Co zabawne, oksytocyna jest również nazywana „hormonem przytulania”. Ta substancja chemiczna jest również uwalniana masowo, gdy Matka rodzi i karmi piersią. Jakie jest uczucie oksytocyny? Być może najlepszym uczuciem do opisania tej substancji chemicznej w mózgu, według Science Daily, jest uczucie ciepła i rozmytego. Uczucie ciepła, rozmytego i pocieszenia to także powszechny sposób, w jaki ludzie opisują przebywanie w miłość. W skrócie: Oksytocyna jest uwalniana głównie przez dotyk i daje nam ciepłe, niewyraźne uczucie komfortu i zaufania, które prawdopodobnie istnieje przez cały czas trwania związku. Serotonina jest uwalniana w mózgu W związku serotonina jest rzekomo uwalniana z powodu dumy z przebywania z osobą o określonym wzroście. Może się to wydawać trochę „fałszywe”, ale w całym królestwie zwierząt grupy społeczne o wyższym statusie odnoszą większy sukces reprodukcyjny. Twój mózg nagradza cię chemiczną serotoniną, która zapewnia dobre samopoczucie, gdy szukasz statusu. Jednak pamiętaj, że ludzie są złożonymi zwierzętami, a status można postrzegać na wiele różnych sposobów. Może to być pieniądze, sukces, życzliwość, autentyczność, umiejętności społeczne, sprawność fizyczna lub z wielu powodów. I chociaż możesz nie chcieć w to uwierzyć, fakt jest taki: Kiedy otrzymujesz uczucie od osoby, które jest uważane za „pożądane ”Serotonina zostanie wyzwolona w mózgu. A kiedy twój partner jest podziwiany przez innych, to również wyzwala serotoninę. Poleganie na uwalnianiu serotoniny może również wywołać zależność od innej osoby , jak również. Jak się czuje serotonina? Świetnie! W rzeczywistości wiele leków przeciwdepresyjnych w dzisiejszych czasach działa na zwiększenie poziomu serotoniny w mózgu. Wysoki poziom serotoniny wiąże się z poczuciem pozytywności, szczęścia, pewności siebie i elastyczności. Niski poziom serotoniny może powodować, że czujesz się negatywnie, zmartwiony lub poirytowany. Bycie zaangażowanym w szczęśliwą i stabilną relację, w której pragniesz być ze swoim partnerem, przyczyni się do wzrostu poziomu serotoniny przez cały czas Twój związek. Pamiętaj jednak, że na poziom serotoniny wpływa wiele różnych rzeczy, które nie dotyczą Twojego związku. W skrócie: Serotonina jest uwalniany, gdy jesteśmy szczęśliwi, stabilni i pozytywnie nastawieni do naszego związku, i zapewnia nam ten stabilny i solidny stan. Serotonina może być również odpowiedzialna za obsesję i niepokój w związku. Endorfiny są uwalniane w mózgu Wszyscy wiemy, że endorfiny wywołują odurzenie. Ale czy wiesz też, że jest stymulowany bólem fizycznym? Endorfiny odgrywają kluczową rolę w długotrwałych związkach. Są uwalniane podczas kontaktu fizycznego i seksu. Co ciekawe, według Bustle’a endorfiny stają się bardziej widoczne od około 18 miesięcy do 4 lat w związku. Dlaczego? Ponieważ jest to etap, w którym mózg przestaje polegać na stymulantach miłości, takich jak dopamina, i zamiast tego polega na chemikaliach oksytocyny i endorfinach dla przyjemności w związku. Według Mind Health, chemiczna oksytocyna, serotonina i endorfiny są niezbędne, aby pomóc dwojgu ludziom pozostać w kontakcie. Dlaczego? Ponieważ endorfiny, oksytocyna i serotonina są związane z uczuciem przywiązania i komfortu. W Krótko: Endorfiny uspokajają niepokój, łagodzą ból i zmniejszają stres. Dlatego obecność partnera może cię uspokoić i pocieszyć. Aby dowiedzieć się, czy jesteś zakochany, sprawdź następujące oznaki, których możesz doświadczać: Nie możesz oderwać od nich wzroku Niezależnie od tego, czy jest kilka osób, czy setki, to nie ma znaczenia, nie możesz oderwać oczu od swojej miłości. Patrzysz tylko na nich i chcesz zobaczyć ich więcej. Nie tylko widzisz piękno na zewnątrz, widzisz, co sprawia, że są piękne również w środku. Według dr Jacka Schafera. w Psychologii Dzisiaj ludzie patrzą na ludzi, których lubią, i unikają tych, których nie lubią. Mówi, że podwyższony poziom oksytocyny zwiększa wzajemne spojrzenie i zapewnia dobre samopoczucie oraz zwiększa wzajemne przyciąganie. POWIĄZANE: Najdziwniejsza rzecz, jakiej pragną mężczyźni (i jak to może doprowadzić go do szaleństwa) 1 Czujesz, że się unosisz Jeśli jesteś zakochany, Pójdę przez życie, czując, że twoje stopy nigdy nie dotykają ziemi. Niektórzy mówią, że poczujesz się jak na haju lub we śnie – jakkolwiek to nazwiesz, poczujesz to, gdy będziesz się poruszać Twój dzień. To będzie niesamowite. Badanie przeprowadzone przez Kindsey Institute wykazało, że mózg zakochanej osoby wygląda tak samo jak mózg osoby, która zażyła kokainę. Dzieje się tak dzięki dopaminie. To boli, gdy walczysz Jeśli twój partner rani twoje uczucia, skaleczy się jak nóż. Wszystko, co mówią, ma wpływ ty. Jeśli zostałeś zraniony, poczujesz, że to rozczarowanie nigdy się nie skończy. To jest miłość. Po prostu chcesz, żeby wszystko było dobrze przez cały czas. Według Live Science „zakochani regularnie wykazują oznaki emocjonalnej zależności od związku, w tym zaborczość, zazdrość, lęk przed odrzuceniem i lęk przed separacją. Nie możesz skupienie Miłość może sprawić, że poczujesz się nieswojo, a skupienie się na rzeczach, które musisz zrobić, może być trudne. Niezależnie od tego, czy jesteś w pracy, czy na plaży, jeśli jesteś zakochany, będziesz miał trudności ze słuchaniem innych, załatwianiem spraw i przestrzeganiem regularnego harmonogramu. Będziesz liczyć minuty, aż znów będziecie razem. Zawsze o nich myślisz Miłość nie tylko oślepia Cię na resztę świata, ale także wypełnia Twój mózg wieloma niesamowitymi myślami i uniemożliwia Ci dotarcie do tego, czego potrzebujesz do zrobienia. Zawsze myślisz o swojej miłości. W książce „The Anatomy of Love” autorstwa antropologa biologicznego Helen Fisher mówi, że „myśli o„ obiekcie miłości ”zaczynają atakować twoje umysł… Zastanawiasz się co Twój ukochany pomyślałby o książce, którą czytasz, filmie, który właśnie obejrzałeś, lub problemie, przed którym stoisz w biurze. ” Chcesz dla nich tylko tego, co najlepsze Miłość to zabawna rzecz. Jeśli kogoś kochasz, chcesz dla niego niesamowitych rzeczy. Jeśli potrzebujesz niezawodnego sposobu, aby stwierdzić, czy jesteś zakochany, zadaj sobie pytanie, czy byłbyś szczęśliwy z ich powodu, gdyby zdecydowali się być z kimś innym. Jasne, byłbyś smutny, gdybyś ich stracił ale kiedy kogoś kochasz, wiesz, że musisz pozwolić mu odejść, jeśli nie jest z ciebie zadowolony. W rzeczywistości badania sugerują, że „współczująca miłość” może być jedną z największych oznak zdrowy związek. Miłość współczująca odnosi się do miłości, która „koncentruje się na dobru drugiego”. POWIĄZANE: Instynkt bohatera: jak możesz go wyzwolić w swoim mężczyźnie? Jesteś chętny do próbowania nowych rzeczy Miłość sprawia, że robisz różne szalone rzeczy, ale także sprawia, że jesteś bardziej otwarty na rzeczy, które wcześniej trzymałeś na dystans. Możesz się znaleźć spadochroniarstwo lub próbowanie nowego jedzenia. Kiedy jesteś zakochany, nie ma rymu ani powodu do podejmowania decyzji. W rzeczywistości badanie sugeruje, że ludzie, którzy twierdzili, że są zakochani, mieli różne zainteresowania i cechy osobowości po tych związkach. Dzieje się tak, ponieważ byli otwarci na próbowanie nowych rzeczy ze swoim partnerem. Czujesz się na krawędzi Kiedy twój mózg jest wypełniony oderwaniem od miłości, możesz czuć się na krawędzi, ponieważ możesz Nie koncentruj się. Nie tylko trudno będzie zarządzać codziennym życiem, ale możesz poczuć się naprawdę sfrustrowany brakiem koncentracji. To właśnie robi z tobą miłość. Tak, zakochanie się może wywołać u Ciebie dreszcze! Chociaż z pewnością prawdą jest, że miłość może sprawić, że poczujesz się świetnie na wczesnych etapach miłości, ale według Thought Co może również wywołać lęk i obsesję. Czujesz się z nimi związany. Miłość oznacza, że możesz siedzieć w ciszy i nie musisz wypełniać każdej minuty dnia rozmową lub zajęciami. Kiedy jesteście zakochani, doceniacie wzajemne towarzystwo i nie potrzebujecie niczego więcej niż tylko bycia razem. Według Live Science, kiedy jesteście zakochani, zaczynacie myśleć, że ukochana osoba jest wyjątkowa . Ta wiara jest również połączona z niemożnością odczuwania romantycznej pasji do kogokolwiek innego. Jeśli twoja miłość nie jest wzajemna? Oto, co należy zrobić… Nic nie jest do niczego bardziej niż nieodwzajemniona miłość. Wydaje się, że cała twoja energia i potencjał zostały zgaszone. To kuszące, aby pogrążyć się w smutku i zrezygnować z nich. Jednak powinieneś walczyć z tym instynktem i zamiast tego przypominać sobie, że twoja miłość rodzi się z czystego i wyjątkowego miejsca. A jeśli o osobę warto walczyć … to walcz o nią. Szczególnie w przypadku kobiet, jeśli on nie czuje tego samego lub zachowuje się wobec ciebie obojętnie, to musisz wejść do jego głowy i zrozumieć dlaczego. Ponieważ jeśli je kochasz, to od Ciebie zależy, czy zagłębisz się nieco głębiej i dowiesz się, dlaczego waha się przed zwrotem serwisu. Z mojego doświadczenia wynika, że brakujące ogniwo w każdym związek nigdy nie jest seksem, komunikacją ani brakiem romantycznych randek. Wszystkie te rzeczy są ważne, ale rzadko przerywają układy, jeśli chodzi o powodzenie związku. Brakujące ogniwo jest takie: Właściwie musisz zrozumieć, co twój facet potrzeb związanych ze związkiem. Mężczyźni potrzebują tej jednej rzeczy. James Bauer jest jednym z czołowych światowych ekspertów ds. relacji. W swoim nowym filmie ujawnia nowa koncepcja, która znakomicie wyjaśnia, co tak naprawdę napędza mężczyzn w związkach. Nazywa to instynktem bohatera. Mówiłem o tej koncepcji powyżej. Krótko mówiąc, mężczyźni chcą być twoim bohaterem. Niekoniecznie jest bohaterem akcji, takim jak Thor, ale chce stanąć na wysokości zadania dla kobiety swojego życia i być docenianym za swoje wysiłki. Instynkt bohatera jest prawdopodobnie najlepiej strzeżoną tajemnicą w psychologii relacji .Myślę, że jest to klucz do miłości i oddania mężczyzny dla życia. Możesz obejrzeć film tutaj. Moja przyjaciółka i pisarka Hack Spirit, Pearl Nash, była osobą, która pierwsza przedstawił mi instynkt bohatera. Od tamtej pory dużo pisałem o koncepcji Hack Spirit. Dla wielu kobiet poznanie instynktu bohaterki było ich „chwilą aha”. Było to dla Pearl Nash. Jej osobistą historię możesz przeczytać tutaj o tym, jak wyzwolenie instynktu bohatera pomogło jej odwrócić niepowodzenie w związku na całe życie. Oto znowu link do darmowego filmu Jamesa Bauera. Czym więc jest miłość? Według starożytnych Greków miłość to „szaleństwo bogów”. Zachodni psychologowie definiują ją jako „związek emocjonalny” z inną osobą. Ale szczerze mówiąc zapytaj kogokolwiek, a prawdopodobnie podadzą ci inną definicję tego, co oznacza miłość. Więc czym jest miłość? Cóż, w tym celu możemy zwrócić się do antropologa biologicznego Helen Fisher. Mówi, że istnieją trzy podstawowe systemy mózgowe, które wyewoluowały pod kątem związków i rozmnażania się: 1) Popęd seksualny: pożądanie seksualne wyewoluowało w celu poszukiwania partnerów seksualnych. Pociąg seksualny niekoniecznie musi koncentrować się na jednej osobie. mogą skupiać się na wielu osobach jednocześnie. 2) Romantyczna atrakcja: Jest to romantyczna atrakcja skupiona na jednej osobie. Można powiedzieć, że jest to „głębsze” niż popęd seksualny. Ten rodzaj myślenia ewoluował, aby umożliwić Ci skupienie się na jednej osobie w celu zbudowania z nią relacji. 3) Przywiązanie lub tworzenie głębokiego związku z kimś partner: To poczucie głębokiego związku rozwinęło się tak, że możesz być z kimś wystarczająco długo, by wspólnie wychowywać jedno dziecko. Według Fishera te trzy systemy mózgowe współpracują ze sobą, tworząc wiele różnych form miłości . Co ciekawe, badania Fishera sugerują, że „miłość zauroczenia” zwykle trwa od 6 miesięcy do 2 lat, zanim zamieni się w „miłość przywiązania”. Ale jeśli szukasz prostsza definicja miłości, nie możesz pominąć definicji Google: „Intensywne uczucie głębokiego uczucia”. Prosta, ale brzmi właściwie. Podsumowując Miłość to złożona emocja, która wyzwala różne substancje chemiczne w mózgu na różnych etapach związku. Dopamina jest związana z początkiem Związek, w którym związek jest pełen pasji, zabawny i na wczesnym etapie. Stamtąd chemiczna oksytocyna, serotonina i endorfiny w mózgu mają kluczowe znaczenie dla pomocy dwóm osobom w utrzymaniu kontaktu, ponieważ są one związane z uczuciem przywiązanie i wygoda. Możesz także przeczytać: Najdziwniejsza rzecz, jakiej pragną mężczyźni (i jak to może doprowadzić go do szału) Instynkt bohatera: jak możesz go wyzwolić w swoim mężczyźnie? Co sprawia, że przeciętny facet natychmiast staje się „gorący”? Nowy darmowy eBook: wyzwalacze atrakcji Chcesz się dowiedzieć, jak sprawić, by mężczyzna się w tobie zakochał i zobowiązać się na dłuższą metę? W takim razie zapoznaj się z naszym bezpłatnym e-bookiem Wyzwalacze atrakcji. Ten eBook zawiera wszystko, co musisz wiedzieć o przewidywalnych wzorcach, dzięki którym mężczyzna się zakochuje. Co najważniejsze, nauczy cię praktycznych technik aktywacji tych wyzwalaczy w twoim mężczyźnie, więc c zbudować udany, długotrwały związek. Sprawdź to tutaj. Polub nas na Facebooku! Bardzo dziękuję za zatrzymanie się na Hack Spirit. Mam nadzieję, że podobał Ci się ten artykuł. Jeśli podobał Ci się ten artykuł, możesz polubić nas na Facebooku. Udostępniamy artykuły takie jak ten, który właśnie czytasz . Wiele by to dla nas znaczyło, gdybyś mógł okazać swoje wsparcie i polubić naszą stronę. Oznacza to również, że jako pierwszy dowiesz się, kiedy udostępnimy nowe artykuły. Dziękujemy! Kliknij przycisk „Lubię to” poniżej.
Eksperyment Sheparda i Coopera – eksponowali badanym litery, które były nachylone pod pewnym kątem; zadaniem badanych było stwierdzenie, czy eksponowana litera jest literą normalną czy „lustrzanym odbiciem” – mierzono czas potrzebny do podjęcia decyzji – czas wzrastał liniowo wraz z wielkością kąta rotacji, przy czym Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2020-04-20 06:54:41 Ostatnio edytowany przez marcinopi (2020-04-20 06:59:55) marcinopi Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2020-04-20 Posty: 1 Temat: Kocham ja, ale nie wiem, czy da mi dzieckoJak w temacie, ja 30 lat, ona 27. Razem rok. Slub najwcześniej za 2 lata; wtedy ona będzie miała już 29. Moja dziewczyna jest kulturalna, oczytana, bardzo mądra i z klasa. Ma tylko jeden defekt: problemy hormonalne i ginekologiczne. Pcos(nie wiem czy dobrze pisze) i oporność na insulinę. Dba o siebie, jest na diecie, ćwiczy, wiem tez, ze kilka lat temu dużo schudła i teraz jest szczupła do tej pory. Ale w momencie slubu będzie miała 29 lat, załóżmy, ze zaczniemy się wtedy starac o dziecko. W internecie wyczytałem, ze z jej schorzeniami najlepiej zajść przed 25 rz, bo potem szanse maleją, a po 30 szans w ogóle nie ma. Chciałbym kobiety, z która będę miał dziecko bez kilkuletnich starań, zdrowej. Kocham ja, ona naprawdę dużo dla mnie robi, nasz związek jesr zdrowy, ale nie wiem czy nie postawić na rozsądek. Żony kolegów zachodzą w ciąże max po kilku miesiącach, ich małe szczęścia są zdrowe, nie maja zagrożenia np za wczesnym porodem jak byłoby to u nas. Nie wiem już co robić, naprawdę... nie możemy pozwolić sobie na dziecko teraz. Na męskim forum wprost doradzono mi by szukac wśród 22-23 latek bez „defektu”. Ale w grę wchodzą tez uczucia, kocham ja, ale co z rozsądkiem? Bierze mnóstwo leków, czasem mnie to przeraza ze kobieta przed 30 ma już takie problemy. Poza tym jest cudowna kobieta... o schorzeniach powiedziała mi po miesiącu znajomosci i to zaakceptowałem ale jakiś czas temu poczytałem o tym w necie i mam wątpliwości 2 Odpowiedź przez SaraS 2020-04-20 07:43:48 SaraS Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2019-02-17 Posty: 987 Wiek: 29 Odp: Kocham ja, ale nie wiem, czy da mi dziecko Ale co Ci w takiej sytuacji można doradzić? To Ty musisz wybrać, czego chcesz. I to teraz, bo najgorsze, co mógłbyś zrobić, to zakładać, że na pewno się uda - bo jeśli nie, to co? Zostawisz ją za kilka lat, kiedy będziesz miał dość starań o dziecko? Zastanów się, co byś zrobił w przypadku najgorszego scenariusza, tzn. jeśli się okaże, że dziecka nie będzie, ale decyzję podejmij już teraz. Lepiej wcześniej niż za kilka lat, po ślubie. I wiesz, ja w kwestii dziecka Ciebie rozumiem - bo sama bardzo nie chcę mieć dziecka, więc gdyby sytuacja była odwrotna i związek z moim partnerem miał oznaczać dla mnie zajście w ciążę, nie zdecydowałabym się na to. Rozumiem zatem, że jest to na tyle ważne, że może przekreślić związek. Natomiast zupełnie nie rozumiem tego, że przeszkadza Ci fakt, że Twoja dziewczyna bierze leki, że przeraża Cię, że ma takie problemy itd. Mój partner jest poważnie chory, leków używa kilkunastu, ale w gorszych okresach tabletki liczyło się w dziesiątkach. Co w tym miałoby mi przeszkadzać? Oczywiście, że wolałabym, żeby był zdrowy, ale wyłącznie ze względu na obawy o jego życie. A z Twojego posta wyłazi trochę takie porównywanie: "tyle tabletek i to przed 30-tką, takie już problemy, a żony kumpli to po paru miesiącach w ciążę zachodziły, a na męskim forum to w ogóle bezproblemowych młodszych kazali szukać". Wybacz, ale to nie brzmi na żadną miłość z Twojej strony. Aby na pewno zaakceptowałeś fakt, że Twoja dziewczyna ma problemy zdrowotne? Czy po prostu machnąłeś na to ręką, bo po miesiącu znajomości konsekwencje wydawały Ci się zbyt odległe i mało istotne? 3 Odpowiedź przez feniks35 2020-04-20 07:46:53 feniks35 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-04-06 Posty: 4,151 Odp: Kocham ja, ale nie wiem, czy da mi dziecko marcinopi napisał/a:Jak w temacie, ja 30 lat, ona 27. Razem rok. Slub najwcześniej za 2 lata; wtedy ona będzie miała już 29. Moja dziewczyna jest kulturalna, oczytana, bardzo mądra i z klasa. Ma tylko jeden defekt: problemy hormonalne i ginekologiczne. Pcos(nie wiem czy dobrze pisze) i oporność na insulinę. Dba o siebie, jest na diecie, ćwiczy, wiem tez, ze kilka lat temu dużo schudła i teraz jest szczupła do tej pory. Ale w momencie slubu będzie miała 29 lat, załóżmy, ze zaczniemy się wtedy starac o dziecko. W internecie wyczytałem, ze z jej schorzeniami najlepiej zajść przed 25 rz, bo potem szanse maleją, a po 30 szans w ogóle nie ma. Chciałbym kobiety, z która będę miał dziecko bez kilkuletnich starań, zdrowej. Kocham ja, ona naprawdę dużo dla mnie robi, nasz związek jesr zdrowy, ale nie wiem czy nie postawić na rozsądek. Żony kolegów zachodzą w ciąże max po kilku miesiącach, ich małe szczęścia są zdrowe, nie maja zagrożenia np za wczesnym porodem jak byłoby to u nas. Nie wiem już co robić, naprawdę... nie możemy pozwolić sobie na dziecko teraz. Na męskim forum wprost doradzono mi by szukac wśród 22-23 latek bez „defektu”. Ale w grę wchodzą tez uczucia, kocham ja, ale co z rozsądkiem? Bierze mnóstwo leków, czasem mnie to przeraza ze kobieta przed 30 ma już takie problemy. Poza tym jest cudowna kobieta... o schorzeniach powiedziała mi po miesiącu znajomosci i to zaakceptowałem ale jakiś czas temu poczytałem o tym w necie i mam wątpliwościWitaj. Jestem taka kobieta z "defektem". Jak czytam Twojego posta to Bogu tymbardziej dziekuje za swojego meza, ktory sie meczy z ta wybrakowana (w Twojej opinii) kobieta juz 18 lat. Tyle ze on nie odczuwa tegi jako meczenie sie czy poświęcenie. Dla niego jestem tak samo wartosciowa z dziecmi czy bez, czuje i widze to mimo uplywu lat. Dzieci nie mamy owszem ale sa inne drogi, np adopcja a nawet jesli sie nie uda to mamy wciaz siebie, rozumiemy sie i akceptujemy swoje slabosci i schorzenia, mowiac krotko kochamy do milosci jak dla mnie nie dorosles ani z ta ani z zadna inna kobieta. Ta to wogole zostaw od razu i nie zawracaj jej glowy bo skoro patrzysz na nia juz teraz jak na wybrakowana to bedzie tylko gorzej. Z innymi jednak tez kiepsko rokujesz bo jestes facetem ktory uczucia wiaze z korzysciami i bezproblemowoscia. Ona ma duzo dawac od siebie, byc mloda, silna i zdrowa. Innymi slowy dobra klacz rozplodowa. Ma rodzic zdrowe, rumiane dzieci i sama nie chorowac. Wszystko pieknie ladnie ale nawet taka zdrowa i mloda moze urodzic Ci chore dziecko niestety albo sama zapasc na ciezka chorobe (wiele chorob autoimmunologicznych objawia sie wlasnie najczesciej miedzy 30 a 40 rokiem zycia). Nie trzeba byc jasnowidzem zeby widziec ze facet Twojego pokroju w takiej sytuacji gdy "wytypowana" zona urodzi mu dziecko z wadami albo sama zachoruje np na stwardnienie rozsiane spierdzieli w podskokach w imie zasady "milosc miloscia ale trzeba myslec zdroworozsadkowo" i conajwyzej te marne alimenty zostawi, albo i nie. Tak czy siak ta obecna dziewczyne zostaw. Ona naprawde zasluguje na kogos dla kogo bedzie spelnieniem marzen a nie wybrakowana promocja. 4 Odpowiedź przez Lady Loka 2020-04-20 07:47:01 Lady Loka Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zawód: Ciasteczkowa Morderczyni Zarejestrowany: 2016-08-01 Posty: 17,031 Wiek: w sam raz. Odp: Kocham ja, ale nie wiem, czy da mi dziecko Sorry, ale gdybyś ją kochał, to nie rozważałbyś wymienienia jej na młodszy i lepszy model tylko dlatego, że potencjalnie mogą być jakieś problemy. Chcesz mieć żonę czy chcesz się kolegom pokazać, że jesteś taki jak oni?Wiesz, że kobiety bez żadnych "defektów" czasami latami mają problem z zajściem w ciążę? Wiesz, że kobieta może być zdrowa, a facet ma słabe nasienie i też nie będzie z tego ciąży?To jest loteria. Jedni mają ciążę po pierwszym miesiącu starań, inni po 5 latach, a inni takim podejściem to postaw na rozsądek i daj tej dziewczynie spokój, bo może znajdzie sobie kogoś, dla kogo nie będzie defektem. Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub zawieszone. 5 Odpowiedź przez Rising_Sun 2020-04-20 08:16:17 Rising_Sun Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-09-09 Posty: 994 Odp: Kocham ja, ale nie wiem, czy da mi dzieckoMarcin, a skąd pewność że Ty jesteś płodny? Badałeś się? 6 Odpowiedź przez 2020-04-20 08:41:14 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2019-08-10 Posty: 2,874 Wiek: 29 Odp: Kocham ja, ale nie wiem, czy da mi dziecko Musisz wybrac to co jest dla Ciebie najwazniejsze. 'To go back, you must go through yourself, and that way no man can show another.' 7 Odpowiedź przez Salomonka 2020-04-20 08:55:16 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2020-04-20 08:56:08) Salomonka Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2018-06-10 Posty: 3,926 Odp: Kocham ja, ale nie wiem, czy da mi dzieckoA twoja dziewczyna wie, jakie dylematy tobą targają? Wie?, czy prowadzisz podwójną grę. Wobec niej udajesz uczciwego, zakochanego, robiącego z nią plany na przyszlość, a w tajemnicy przed nią zastanawiasz się, czy to odpowiednia kandydatka na żonę, bo ktoś ci powiedział, ze lepiej ją wymienić na inny model? 8 Odpowiedź przez Nathan 2020-04-20 10:28:12 Ostatnio edytowany przez Nathan (2020-04-20 10:32:16) Nathan Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2019-03-05 Posty: 415 Odp: Kocham ja, ale nie wiem, czy da mi dziecko Za dużo się naczytałeś głupot w się nie za zalety, tylko pomimo się naprawdę kochacie to z jej problemami poradzicie sobie przecież inne możliwości - adopcja czy surogatka...Inna sprawa że Twoje rozważania o wymianie dziewczyny na inny model - bez defektu - nie świadczą o Tobie zbyt dobrze. 9 Odpowiedź przez paslawek 2020-04-20 11:19:51 Ostatnio edytowany przez paslawek (2020-04-20 11:20:39) paslawek Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2018-03-18 Posty: 13,318 Odp: Kocham ja, ale nie wiem, czy da mi dziecko Nathan napisał/a:Za dużo się naczytałeś głupot w się nie za zalety, tylko pomimo się naprawdę kochacie to z jej problemami poradzicie sobie przecież inne możliwości - adopcja czy surogatka...Inna sprawa że Twoje rozważania o wymianie dziewczyny na inny model - bez defektu - nie świadczą o Tobie zbyt przeczytaniu postu Autora wydaje się że nie jest on jeszcze gotowy do bycia ojcem i z tą dziewczyną i nie z jego postawą na tym to nie jest punkt do odhaczenia z desperacją za wszelką cenę,pod jakąś presją, kosztem swojego cierpienia i cierpienia drugiego inne możliwości,metody zostania rodzicem i rodzicami .Marcinopi nie zaakceptowałeś wcale dziewczyny, być może tylko to deklarujesz i prawdopodobnie chcesz wierzyć, przekonać się że powinieneś,akceptacja to proces wymaga uwagi ,troski,spokoju w doświadczaniu mimo wahań i pomimo wątpliwościw rozwoju więzi potrzeba swobody,dobrowolności, bardzo trudne - najtrudniejsze bo to właśnie dojrzewanie samo szukasz już alibi i zgrabnych wymówek do odejścia takie mam wrażenie, jak nie jesteś w stanie się pogodzić,szukać innych sposobów i rozwiązań z obecną partnerką ,przerasta Cię to, a może Ciebie to przerastać ma prawo- nie udawaj bohatera, nie szukaj winy w niej po prostu odejdź, nie szukaj po za sobą usprawiedliwień dla tego że ona Ci nie odpowiada, widzisz jej braki i nie dajesz sobie z tym rady nie oszukuj siebie i dziewczyny. Zostając z nią oboje stale możecie cierpieć na raty przez lata a tak jedno cięcie - dziewczyna jak mądra poradzi sobie z rozstaniem. "Cichociemny na paralotni" 10 Odpowiedź przez kao_makao 2020-04-20 12:36:04 kao_makao Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-12-10 Posty: 748 Wiek: 1A Odp: Kocham ja, ale nie wiem, czy da mi dziecko Rising_Sun napisał/a:Marcin, a skąd pewność że Ty jesteś płodny? Badałeś się?No ale po co. Przecież to kobieta jest zawsze winna. 11 Odpowiedź przez XKasandraX 2020-04-20 13:12:25 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2020-04-20 13:14:32) XKasandraX Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zawód: Własna działalność Zarejestrowany: 2020-04-19 Posty: 52 Odp: Kocham ja, ale nie wiem, czy da mi dziecko A jakby było dziecko upośledzone to byś ją zostawił. tak robi prawie 100% facetów. Ale co do twoich tekstów nie powinieneś mieć nikogo. obraźliwa treść tu była reklama kanału na YouTube 12 Odpowiedź przez Nathan 2020-04-20 13:44:52 Ostatnio edytowany przez Olinka (2020-04-22 23:19:57) Nathan Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2019-03-05 Posty: 415 Odp: Kocham ja, ale nie wiem, czy da mi dziecko XKasandraX napisał/a:A jakby było dziecko upośledzone to byś ją zostawił. tak robi prawie 100% poproszę jakieś dane potwierdzające tezę. [edycja moderatorska] 13 Odpowiedź przez cataga 2020-04-20 13:45:53 cataga Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-05-27 Posty: 844 Odp: Kocham ja, ale nie wiem, czy da mi dzieckodaj jej spokoj, szkoda jej dla ciebie. A ta wymarzona klacz rozplòdowa moze się rozchorowac, mozecie miec chore dziecko, moze miec problem z donoszeniem, ty mozesz miec slabą jakość nasienia i nie moc jej zaplodnic, mozesz wpasc pod samochod i zostac sparalizowany, wpaśc pod auto.. Po co jej taki problemowy facet, ktory przeciez sie nie badał, a jak nie masz1 odpowiedniego nasienia, to przeciez powinna cię zostawic? Ba , nawet po kilkunastu latach moze ci sie coś stac, ja bym na jej miejscu nie ryzykowala miżliwości opiekowania się facetem, ktory po kilku latach moze miec impotencję, niesprawne nogi, zachorować na SM czy schizofrenię... Na jej miejscu nie ryzykowałabym absolutnie. Jestes typem, ktory ma zadatki, by w razie jakichkolwiek problemow z nieidealnym dzieckiem zawinąc d. w troki i zniknąć z zycia dziecka i matki... 14 Odpowiedź przez truskaweczka19 2020-04-20 23:13:40 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2020-04-20 23:16:18) truskaweczka19 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-02-21 Posty: 17,177 Wiek: 26 Odp: Kocham ja, ale nie wiem, czy da mi dziecko Po miesiącu jej problemy hormonalne Ci nie przeszkadzały, a teraz Ci przeszkadzają? No albo bierzesz drugą osobę taką jest czy zdrową czy chorobą albo nie. To nie jest jej wina, więc jeżeli nie będziesz umiał się pogodzić z ewentualnym brakiem dzieci, to lepiej się z nią rozstań teraz. To czy ona może mieć dzieci czy nie to nie jest żaden wyznacznik wartości kobiety. Dlatego lepiej zerwij z nią wcześniej, żeby nie cierpiała, bo tak jak piszę to nie jej wina. Może sobie znaleźć faceta, który będzie ją kochał, a przy tym kwestia posiadania dzieci nie będzie najważniejsza. Wiele kobiet teraz ma problemy hormonalne. No a tak szczerze mówiąc to równie dobrze Ty możesz być niepłodny i o tym nie wiedzieć. No albo trafić na kobietę zdrową, która w ciażę i tak zajść nie może, bo to nie zawsze jest takie proste nawet jak partnerzy są zdrowi. To jest Twoja decyzja, ale na przyszłość wiedz czego chcesz, co akceptujesz, a co nie. Ja też chcę mieć dzieci, ale to nie jest mój sens życia. Też mam problemy hormonalne. Wiesz różnie się życie układa i nie ma co nad tym myśleć. Moim zdaniem bardziej szczęśliwa jest osoba, która nie myśli według schematów dom - dziecko, tylko osoba która jest bardziej elastyczna, po prostu patrzy na drugą osobę jak na człowieka a nie kobietę, która musi urodzić jego dziecko. W życiu i tak wszystkiego nie zaplanujesz choćbyś chciał. "Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła"Wisława Szymborska 15 Odpowiedź przez SzczęśćBożę 2020-04-20 23:24:31 Ostatnio edytowany przez SzczęśćBożę (2020-04-20 23:24:51) SzczęśćBożę Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2019-11-30 Posty: 226 Odp: Kocham ja, ale nie wiem, czy da mi dziecko To żeście na chłopaki weszli....Jaki to zły facet, że chce zdrowe dzieci...ulalal. Gość narazie nie ma żadnych zobowiązań, więc szuka najlepszej opcji w końcu to jego, życie...A co do tego "okrutnego " zachowania i tego, że powinien ją traktować i kochać bezwarunkowo, to polecam poczytać o tym jak to kobiety "bezpłodne" traktują adoptowane dzieci, kiedy to jakimś cudem uda im się potem zajść w ciążę ze swoim dzieckiem...jeden wielki DRAMAT. 16 Odpowiedź przez Salomonka 2020-04-20 23:35:30 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2020-04-20 23:36:43) Salomonka Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2018-06-10 Posty: 3,926 Odp: Kocham ja, ale nie wiem, czy da mi dziecko SzczęśćBożę napisał/a:To żeście na chłopaki weszli....Jaki to zły facet, że chce zdrowe dzieci...ulalal. Gość narazie nie ma żadnych zobowiązań, więc szuka najlepszej opcji w końcu to jego, życie...A co do tego "okrutnego " zachowania i tego, że powinien ją traktować i kochać bezwarunkowo, to polecam poczytać o tym jak to kobiety "bezpłodne" traktują adoptowane dzieci, kiedy to jakimś cudem uda im się potem zajść w ciążę ze swoim dzieckiem...jeden wielki prawda nie mam wielkiego doświadczenia z adoptowanymi dziećmi, bo tylko jedno nieswoje wychowywałam przez jakieś sześć lat do jego dorosłości, ale mam w rodzinie kobietę, która adoptowała z męzem dziecko czteroletnie, a dwa lata później urodziła własne. Dla niej twój post byłby potwarzą, bo wychowała po prostu dwóch chłopców - synów. Nie wiem, skąd ty bierzesz te informacje i cytujesz je jak prawdy objawione? Masz jakiekolwiek doświadczenie własne w tym temacie, czy tylko zmyslasz na podstawie tego, co przeczytasz w necie? Daruj sobie, bo krzywdzisz naprawdę wartosciowych ludzi którzy chcą i mogą adoptowac dzieci!! Jeśli ludzie naprawdę chcą być rodzicami, to jeśli po adopcji doczekaja sie własnego tylko ich dodatkowo uszczęsliwia. Resztę naprawde zostaw, bo nie wiesz o czym mówisz. 17 Odpowiedź przez SzczęśćBożę 2020-04-20 23:45:38 Ostatnio edytowany przez SzczęśćBożę (2020-04-20 23:46:21) SzczęśćBożę Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2019-11-30 Posty: 226 Odp: Kocham ja, ale nie wiem, czy da mi dziecko Salomonka napisał/a:SzczęśćBożę napisał/a:To żeście na chłopaki weszli....Jaki to zły facet, że chce zdrowe dzieci...ulalal. Gość narazie nie ma żadnych zobowiązań, więc szuka najlepszej opcji w końcu to jego, życie...A co do tego "okrutnego " zachowania i tego, że powinien ją traktować i kochać bezwarunkowo, to polecam poczytać o tym jak to kobiety "bezpłodne" traktują adoptowane dzieci, kiedy to jakimś cudem uda im się potem zajść w ciążę ze swoim dzieckiem...jeden wielki prawda nie mam wielkiego doświadczenia z adoptowanymi dziećmi, bo tylko jedno nieswoje wychowywałam przez jakieś sześć lat do jego dorosłości, ale mam w rodzinie kobietę, która adoptowała z męzem dziecko czteroletnie, a dwa lata później urodziła własne. Dla niej twój post byłby potwarzą, bo wychowała po prostu dwóch chłopców - synów. Nie wiem, skąd ty bierzesz te informacje i cytujesz je jak prawdy objawione? Masz jakiekolwiek doświadczenie własne w tym temacie, czy tylko zmyslasz na podstawie tego, co przeczytasz w necie? Daruj sobie, bo krzywdzisz naprawdę wartosciowych ludzi którzy chcą i mogą adoptowac dzieci!! Jeśli ludzie naprawdę chcą być rodzicami, to jeśli po adopcji doczekaja sie własnego tylko ich dodatkowo uszczęsliwia. Resztę naprawde zostaw, bo nie wiesz o czym to z pewnością moja wina....Piszę tu o konkretnym przypadku, gdzie kobiety są "oficjalnie bezpłodne"!!!!! adoptują dzieci, po czym rodzą im sie jakimś cudem własne. Nie ja to wymyśliłem, tylko opieram sie na opinii osoby, któa zajmowała i zajmuje sie procesem takich sytuacjach mężowie najczęściej zachowują zimną krew, u pań często instykt bierze góre i to, że jednak dziecko własne to własne geny. Czesto adoptowane dzieci są zaniedbywane, spychane na drugi tor, a zdarzały sie również przypadki, gdzie panie nalegały na oddanie dziecka. 18 Odpowiedź przez Pikupik2019 2020-04-21 22:43:28 Pikupik2019 Netbabeczka Nieaktywny Zarejestrowany: 2019-09-30 Posty: 404 Odp: Kocham ja, ale nie wiem, czy da mi dziecko marcinopi napisał/a:Jak w temacie, ja 30 lat, ona 27. Razem rok. Slub najwcześniej za 2 lata; wtedy ona będzie miała już 29. Moja dziewczyna jest kulturalna, oczytana, bardzo mądra i z klasa. Ma tylko jeden defekt: problemy hormonalne i ginekologiczne. Pcos(nie wiem czy dobrze pisze) i oporność na insulinę. Dba o siebie, jest na diecie, ćwiczy, wiem tez, ze kilka lat temu dużo schudła i teraz jest szczupła do tej pory. Ale w momencie slubu będzie miała 29 lat, załóżmy, ze zaczniemy się wtedy starac o dziecko. W internecie wyczytałem, ze z jej schorzeniami najlepiej zajść przed 25 rz, bo potem szanse maleją, a po 30 szans w ogóle nie ma. Chciałbym kobiety, z która będę miał dziecko bez kilkuletnich starań, zdrowej. Kocham ja, ona naprawdę dużo dla mnie robi, nasz związek jesr zdrowy, ale nie wiem czy nie postawić na rozsądek. Żony kolegów zachodzą w ciąże max po kilku miesiącach, ich małe szczęścia są zdrowe, nie maja zagrożenia np za wczesnym porodem jak byłoby to u nas. Nie wiem już co robić, naprawdę... nie możemy pozwolić sobie na dziecko teraz. Na męskim forum wprost doradzono mi by szukac wśród 22-23 latek bez „defektu”. Ale w grę wchodzą tez uczucia, kocham ja, ale co z rozsądkiem? Bierze mnóstwo leków, czasem mnie to przeraza ze kobieta przed 30 ma już takie problemy. Poza tym jest cudowna kobieta... o schorzeniach powiedziała mi po miesiącu znajomosci i to zaakceptowałem ale jakiś czas temu poczytałem o tym w necie i mam wątpliwościPCOS nie wyklucza ciąży. Owszem powoduje trudności ale są kliniki wyspecjalizowane w tym problemie, istnieje także adopcja lub in vitro - wszystko zależy oczywiście od twoich poglądów bo nie każdy godzi się na tego typu co jest dla ciebie ważne należy oczywiście do ciebie ale chciałabym cię tylko przestrzec przed takim precyzyjnym określaniem kolejnych punktów w życiorysie, bo możesz się grubo zdziwić jakie życie potrafi być przewrotne. Planując tak dokładnie co, kiedy i jak możesz mieć trudności z godzeniem się z rzeczywistością a tu szybka droga do tym jesteście razem rok. To wcale nie tak długo... jeśli już teraz widzisz "defekty" to nie koniecznie musi być ta jedyna. W pierwszym roku to się raczej partnera widzi wręcz w zbyt różowych barwach... 19 Odpowiedź przez Kwiatuszek1900 2020-04-22 00:05:53 Kwiatuszek1900 Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zarejestrowany: 2020-04-19 Posty: 46 Odp: Kocham ja, ale nie wiem, czy da mi dzieckoSzczerze jej współczuję. Serio daj jej spokój już teraz. A o miłości to Ty chyba nie masz pojęcia. 20 Odpowiedź przez ErJt 2020-04-22 06:46:50 Ostatnio edytowany przez Olinka (2020-04-22 23:14:35) ErJt Gość Netkobiet Odp: Kocham ja, ale nie wiem, czy da mi dzieckoBiedna dziewczyna. [treść obraźliwa] Zostaw ja dla kogos kto na nia zasłuży. 21 Odpowiedź przez Gitta 2020-04-22 09:14:53 Gitta Wróżka Bajuszka Nieaktywny Zarejestrowany: 2019-03-28 Posty: 214 Wiek: 32 Odp: Kocham ja, ale nie wiem, czy da mi dzieckoPotem zakłada się tematy: „po urodzeniu dziecka mąż/żona przestaje mnie zauważać”. 22 Odpowiedź przez bagienni_k 2020-04-22 10:47:36 bagienni_k Net-facet Nieaktywny Zawód: wolny Zarejestrowany: 2019-07-11 Posty: 16,467 Wiek: 35 Odp: Kocham ja, ale nie wiem, czy da mi dziecko Dziewczyna znalazła się w ciężkiej sytuacji, bo raczej nie trafiła na partnera, który może się okazać wartościowym facetem i dobrym ojcem. Autor oczekuje, że ma być wręcz zaprogramowana na rodzenie dzieci w tym konkretnym wieku, wywiera na nią ciężką presję, przez co dziewczyna czuje się osaczona i jednak na wątek, gdzie kobieta zacznie narzekać, że facet nie chce mieć dzieci, przynajmniej do pewnego czasu...Oj posypią się na niego gromy..:) "Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee" Wybierz optymizm - poczujesz się lepiej!" - Dalajlama"Wybierz pracę, którą kochasz, i nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w Twoim życiu!" - Konfucjusz 23 Odpowiedź przez paslawek 2020-04-22 11:37:31 paslawek Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2018-03-18 Posty: 13,318 Odp: Kocham ja, ale nie wiem, czy da mi dziecko bagienni_k napisał/a:Dziewczyna znalazła się w ciężkiej sytuacji, bo raczej nie trafiła na partnera, który może się okazać wartościowym facetem i dobrym ojcem. Autor oczekuje, że ma być wręcz zaprogramowana na rodzenie dzieci w tym konkretnym wieku, wywiera na nią ciężką presję, przez co dziewczyna czuje się osaczona i jednak na wątek, gdzie kobieta zacznie narzekać, że facet nie chce mieć dzieci, przynajmniej do pewnego czasu...Oj posypią się na niego gromy..:)Przecież są takie wątki na forum "obupłciowe" że tak że tutaj oboje chcą mieć dzieci tak z grubsza i w przyszłości, a jedno nie wiadomo czy może je mieć, a na pewno może mieć z tym problem jeżeli chodzi o zajście w w tym wątku nie polega na chcieć - nie chcieć ,tylko bardziej na móc- nie móc potencjalnie i jak z tym dać radę, czekać czy rozstać się,czy może odpuścić. "Cichociemny na paralotni" 24 Odpowiedź przez JaJakoJa 2020-04-22 21:59:21 JaJakoJa Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2019-07-26 Posty: 532 Odp: Kocham ja, ale nie wiem, czy da mi dziecko Autorze, odpuść sobie czytanie tych pełnych jadu postów. Faktem jest, że nie ma ważniejszej rzeczy w związku niż dzieci, nawet dopasowanie seksualne schodzi w tym przypadku na drugi plan. Musisz wiec sobie przemyśleć, co jest dla Ciebie ważniejsze: związek z tą konkretną kobietą czy rodzina z dziećmi. I, jeśli potrafisz, wczuć się w samego siebie za lat pięć, dziesięć. "Tolerancja represywna to uzasadnienie dominacji niewielkiej, świadomej swoich celów i dobrze zorganizowanej mniejszości nad rozbitym, upokorzonym, nie potrafiącym bronić własnego systemu wartości społeczeństwem".Ideolog Nowej Lewicy, niemiecki komunista Herbert Marcuse. 25 Odpowiedź przez Olinka 2020-04-22 23:42:18 Olinka Redaktor Naczelna Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-10-12 Posty: 45,378 Wiek: Ani dużo, ani mało, czyli w sam raz ;) Odp: Kocham ja, ale nie wiem, czy da mi dziecko Jeśli już teraz masz wątpliwości, to wydaje mi się mało prawdopodobne, żeby one z czasem stały się mniejsze. Co prawda to niewiedza może wywoływać największy niepokój, ale moim zdaniem Ty po prostu nie jesteś gotowy na zmierzenie się z tą sytuacją, bo co jeśli jednak okaże się, że pojawią się problemy z zajściem w ciążę albo ciąża będzie zagrożona? Notabene takie komplikacje zawsze należy brać pod uwagę, bo pewnych rzeczy nie jesteśmy w stanie masz prawo do dokonywania własnych wyborów i ustalania własnych priorytetów, ale w tym przypadku przynajmniej nie nadużywałabym słowa miłość. Choroba nie jest wyborem, a Ty chcesz dziewczynę ukarać za coś, na co nie ma żadnego wpływu. Rozumiem, gdyby o siebie nie dbała, nie zwracała uwagi na stan swojego zdrowia - wtedy sama miałabym obawy przez związaniem życia z taką osobą, ale tak przecież nie jest, co wyraźnie zaznaczyłeś. "Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)[olinkowy status to już historia, z niezależnych ode mnie przyczyn technicznych właściwy zobaczysz dopiero w moim profilu ] 26 Odpowiedź przez promemoria 2020-04-23 20:54:16 promemoria Słodka Czarodziejka Nieaktywny Zawód: tralalala Zarejestrowany: 2010-09-09 Posty: 180 Odp: Kocham ja, ale nie wiem, czy da mi dzieckoWydaje mi się, że nie kochasz tej kobiety. Na pewno nie tak, jakby na to zasługiwała. Kochasz tylko swoje wyobrażenie przyszłości, tylko idealny obraz siebie jako ojca... Kobieta nie jest maszyną do rodzenia dzieci... Zastanów się jak widzisz swoją przyszłość. Czy wyobrażasz sobie siebie np za 5 lat bez Niej u boku? Czy potrafisz kochać Ją i być z Nią za cenę bezdzietności? 27 Odpowiedź przez ulle 2020-04-23 21:13:47 ulle Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2018-11-21 Posty: 2,637 Odp: Kocham ja, ale nie wiem, czy da mi dzieckoAutorze, jeśli pragniesz mieć dzieci w przyszłości i żeby ich pojawienie się odbyło się w miarę spokojnie, czyli jak u zdecydowanej większości kobiet, to powinieneś zakończyć związek ze swoją dziewczyną. Odpowiadam Ci rzeczowo bez oceniania ciebie. Przyszedłeś tu po radę. Na męskim forum radzono ci, żebys zostawił te dziewczynę, bo tak będzie praktyczniej. Ja też tak ci chce cie oceniać, nie chce wyrażać swojej opinii na Twój temat ani wchodzić w analizę twojego zaangażowania uczuciowego w ten związek. Pytasz o coś konkretnie, ja konkretnie i na temat odpowiadam. 28 Odpowiedź przez Madziula26 2020-04-24 11:16:01 Madziula26 Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2020-04-07 Posty: 11 Odp: Kocham ja, ale nie wiem, czy da mi dzieckoO dawna wiesz o jej problemie zdrowotnym? rozumiem Twoje obawy. Mam przyjaciółki z tą chorobą. Jedna ma nawet dodatkowo endometriozę. Sama przez tarczycę leczę się u endokrynologa, który pomaga też przy kłopotach z płodnością. Grunt to w takich sytuacjach znaleźć dobrego lekarza, mieć odpowiednie leczenie i prowadzić zdrowy tryb życia. Moje koleżanki leczą się i dzięki temu mają coraz lepsze wyniki, mniejsze objawy. Dodatkowo pcos to nie wyrok. Rozmawiałam na poczekalni do endokrynologa z dziewczyną, która długo bezskutecznie starała się o dziecko, badania wykazały, że to pcos. Wdrożyła leczenie i po 3 miesiącach była już w ciąży, teraz ma już 2 letnie dziecko i jest w ciąży z drugim więc to na serio nie wyrok. Za to moja koleżanka nie ma żadnych problemów zdrowotnych, 2 lata temu wyszła za mąż. Po 2 latach starań przebadali się. Okazało się, że to jej mąż jest bezpłodny, o czym wcześniej nie wiedział. I co teraz? A no nic. Nie zostawi go przez to, bo go kocha. Rozważają adopcję. Druga koleżanka z pcos właśnie za kilka miesięcy ma ślub, je partnerowi choroba nie przeszkadza. Dlatego zastanów się, czy serio ją kochasz. Co by było, gdyby na skutek wypadku któreś z Was wylądowało na wózku, stało się bezpłodne? Albo gdyby urodziło się chore dziecko? Życie nie zawsze jest kolorowe i trzeba być gotowym na różne ewentualności. 29 Odpowiedź przez rossanka 2020-04-24 17:46:30 Ostatnio edytowany przez rossanka (2020-04-24 17:49:59) rossanka Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-07-29 Posty: 13,723 Wiek: 59 Odp: Kocham ja, ale nie wiem, czy da mi dziecko marcinopi napisał/a:Jak w temacie, ja 30 lat, ona 27. Razem rok. Slub najwcześniej za 2 lata; wtedy ona będzie miała już 29. Moja dziewczyna jest kulturalna, oczytana, bardzo mądra i z klasa. Ma tylko jeden defekt: problemy hormonalne i ginekologiczne. Pcos(nie wiem czy dobrze pisze) i oporność na insulinę. Dba o siebie, jest na diecie, ćwiczy, wiem tez, ze kilka lat temu dużo schudła i teraz jest szczupła do tej pory. Ale w momencie slubu będzie miała 29 lat, załóżmy, ze zaczniemy się wtedy starac o dziecko. W internecie wyczytałem, ze z jej schorzeniami najlepiej zajść przed 25 rz, bo potem szanse maleją, a po 30 szans w ogóle nie ma. Chciałbym kobiety, z która będę miał dziecko bez kilkuletnich starań, zdrowej. Kocham ja, ona naprawdę dużo dla mnie robi, nasz związek jesr zdrowy, ale nie wiem czy nie postawić na rozsądek. Żony kolegów zachodzą w ciąże max po kilku miesiącach, ich małe szczęścia są zdrowe, nie maja zagrożenia np za wczesnym porodem jak byłoby to u nas. Nie wiem już co robić, naprawdę... nie możemy pozwolić sobie na dziecko teraz. Na męskim forum wprost doradzono mi by szukac wśród 22-23 latek bez „defektu”. Ale w grę wchodzą tez uczucia, kocham ja, ale co z rozsądkiem? Bierze mnóstwo leków, czasem mnie to przeraza ze kobieta przed 30 ma już takie problemy. Poza tym jest cudowna kobieta... o schorzeniach powiedziała mi po miesiącu znajomosci i to zaakceptowałem ale jakiś czas temu poczytałem o tym w necie i mam wątpliwościTo zależy, jak Ci zależy na Twojej narzeczonej i możesz się pogodzić z tym, że nigdy nie zostaniesz ojcem, to zostań z nią. Jak bardzo chcesz zostać ojcem szukaj zdrowej. Młodszej. Ale niekoniecznie, bo czasem i 22 latka ma już kłopoty z płodności, albo choroby, których wynikiem nie będzie miała dzieci nigdy ani za rok ani za 10. Także szukaj zdrowej, wtedy pewność na dziecko będzie bliska 100%. Ale pewności nigdy nie ma. Acha i sam też się przebadaj. 30 Odpowiedź przez ulle 2020-04-24 20:50:48 ulle Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2018-11-21 Posty: 2,637 Odp: Kocham ja, ale nie wiem, czy da mi dzieckoTak sobie jeszcze pomyślałam o problemie autora i doszłam do wniosku, że tak naprawdę ma chłopak rację szukając za i przeciw jego związkowi. My też wszyscy robimy takie analizy czy to na wejściu, czy na wyjściu ze związku. Największym priorytetem autora jest fakt posiadania dziecka kiedyś w przyszłości. Chciałby też na pewno mieć kobiete, która po prostu zajdzie i wszystko będzie przebiegało normalnie. Zdrowe dziecko jest dla rodzica największym skarbem. Javutorowi wcale się dziwię, że ma takie obawy. Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź Po czym poznać, czy jesteśmy zakochani, a po czym, że już kochamy? Zakochujemy się „ponieważ”, kochamy „pomimo”. Zakochanie to troska o siebie, miłość to troska o drugą osobę. To są dwie podstawowe różnice. Moment przejścia od zakochania do miłości jest moim zdaniem jednym z piękniejszych w życiu, wręcz metafizycznym.

Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2016-11-15 14:05:22 podobno_zuzanna Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-09-13 Posty: 125 Temat: Czy można kochać nie przywiązując się jednocześnie do ukochanej osoby?Ostatnio pomyślałam, że to chyba najzdrowsze podejście, postawa, jeśli nie chce się cierpieć po rozstaniu, które może zdarzyć się w każdej chwili. Ludzie to egoiści (nie w znaczeniu: istoty nieempatyczne, niewrażliwe, samolubne itd., mam tu na myśli naturalny egoizm - nikt miłosiernie nie będzie przecież z człowiekiem, z którym nie czuje się już szczęśliwy), każdy może nas opuścić w każdej chwili, odkochać się, znudzić nami, zakochać w kimś innym. Jak wypracować taki dystans, jak osiągnąć magiczny punkt stabilności między obojętnością, letniością a za dużym zaangażowaniem. Jak lęk przed rozstaniem przekuć w stoicką akceptację, że wszystko może się nagle skończyć? Myślicie, że to możliwe? A może komuś się to udało? Czy osoba z natury dość zaborcza i zazdrosna może nauczyć się kochać w wolny sposób? 2 Odpowiedź przez Amethis 2016-11-15 15:27:14 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-11-15 15:30:43) Amethis Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-12 Posty: 2,997 Wiek: ... tu i teraz ... Odp: Czy można kochać nie przywiązując się jednocześnie do ukochanej osoby? podobno_zuzanna napisał/a:Ostatnio pomyślałam, że to chyba najzdrowsze podejście, postawa, jeśli nie chce się cierpieć po rozstaniu, które może zdarzyć się w każdej chwili. Ludzie to egoiści (nie w znaczeniu: istoty nieempatyczne, niewrażliwe, samolubne itd., mam tu na myśli naturalny egoizm - nikt miłosiernie nie będzie przecież z człowiekiem, z którym nie czuje się już szczęśliwy), każdy może nas opuścić w każdej chwili, odkochać się, znudzić nami, zakochać w kimś innym. Jak wypracować taki dystans, jak osiągnąć magiczny punkt stabilności między obojętnością, letniością a za dużym zaangażowaniem. Jak lęk przed rozstaniem przekuć w stoicką akceptację, że wszystko może się nagle skończyć? Myślicie, że to możliwe? A może komuś się to udało? Czy osoba z natury dość zaborcza i zazdrosna może nauczyć się kochać w wolny sposób?jednym z prostszych :d rozwiązańjest "żyć i być" tak jakby to miał być ostatni "dzień"jaka byś nie była, nie unikniesz cierpienia, bólu, emocjinie ma co sobie kręcić nie potrzebnych, z nadmiaru jak i totalnego braku zawsze człowiek "głupieje"zawsze jakaś forma przywiązania musi być, bo inaczej jaki sens?? gorzej gdy to do ubezwłasnowolnienia prowadzimoże w tym kontekście "Wędrowcze, droga przepadła; trzeba ją idąc, odkrywać""Twoją rzeczywistą i ostateczną prawdą jest sposób, w jaki przeżywasz swoje życie, a nie idee, w które wierzysz" 3 Odpowiedź przez Makigigi 2016-11-15 15:41:50 Ostatnio edytowany przez Makigigi (2016-11-15 15:42:51) Makigigi Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-05-04 Posty: 1,199 Odp: Czy można kochać nie przywiązując się jednocześnie do ukochanej osoby?Moim zdaniem nie można kochać bez przywiązania. Wejście w związek zawsze wiąże się z ryzykiem zranienia. Warto chyba mieć na uwadze, że związki mają swoją dynamikę i często nie są na całe życie. Z taką świadomością można kochać, być przywiązanym, ale jednocześnie wiedzieć, że oboje jesteśmy wolni a miłość nie jest dana raz na zawsze. Jesteśmy ze sobą, bo jest nam razem dobrze i razem się staramy podtrzymać naszą miłość. Jeśli to się nie uda - takie jest też, że ktoś zaborczy i zazdrosny sam z siebie się nie zmieni. Z resztą zaborczość często wynika z lęku przed porzuceniem i potrzebą kontrolowania drugiej osoby. To w ogóle nie jest dobra podstawa związku. Lepsze jest pogodzenie się z faktem, że ktoś może mnie porzucić i jednocześnie zaufanie, że ten ktoś mnie kocha i nie zrani celowo. Bo pod zaborczością i nadmierną zazdrością kryje się przekonanie, że druga strona nie kocha, że nie może zasługuję na miłość, ale mogę ją wymusić. 4 Odpowiedź przez Excop 2016-11-15 15:48:56 Ostatnio edytowany przez Excop (2016-11-15 17:48:07) Excop Przyjaciel Netkobiet Nieaktywny Zawód: emeryt MSW Zarejestrowany: 2014-07-10 Posty: 10,619 Wiek: 55 Odp: Czy można kochać nie przywiązując się jednocześnie do ukochanej osoby? Strach przed przyszłością w "przygniecionych kapciach", której może ewentualny partner nie podzielać, to naturalna rzecz. Każdego to czeka. Nawet tego, który tego nie chce. Takiej właśnie przyszłości. Prędzej, czy danej osoby zależy, czy te kapcie polubi, czy zdecyduje się udawać, że na codzień wygodniej jej w dwudziestocentymetrowych szpilkach i obcisłej sukni wieczorowej, bądź jemu w lakierowanych pantoflach i smokingu. Myślę, że zdecydowana większość żywi takie obawy, bo przeszłość dała im podstawy, by tak patrzeć w przyszłość. facet po przejściach 5 Odpowiedź przez cslady 2016-11-15 16:07:33 cslady 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-01-02 Posty: 8,041 Wiek: 29 Odp: Czy można kochać nie przywiązując się jednocześnie do ukochanej osoby? podobno_zuzanna napisał/a: A może komuś się to udało? Czy osoba z natury dość zaborcza i zazdrosna może nauczyć się kochać w wolny sposób?Nie wiem czy to się liczy, ale byłam bardzo zaborczą osobą dopóki nie poszłam na studia i nie zaczęłam nad sobą pracować. Zaborczość nie jest czymś wrodzonym, tylko jest nawykiem. Nawyki można zmieniać i wypracowywać nowe, ale trzeba tego chcieć. Moim zdaniem nie da się kogoś kochać i jednocześnie nie być do niego przywiązanym. Choć to na pewno zależy jak rozumiesz słowo "przywiązanie", bo dla mnie ono nie oznacza wcale toksycznej zaborczości i uwieszenia się na ludzie to istoty egoistyczne, ale jednocześnie rozumne - mogą panować nad swoim egoizmem, jeśli tego chcą. Myślę, że rzeczywiście niewiele osób będzie chciało tkwić w związku, w którym źle się dzieje. I nie ma w tym nic dziwnego ani niewłaściwego. To zdrowe podejście. Tylko rozsądny i kochający człowiek zanim podejmie tę ostateczną decyzję, będzie chciał pracować nad związkiem. Niestety nie zawsze się to udaje, bo do tanga trzeba dwojga. Nie wierzę w coś takiego jak naturalne znudzenie się i wygaśnięcie miłości. Miłość wygasa wtedy, gdy się nie staramy, gdy nie ma wypracowanego prawdziwego zrozumienia i prawdziwej bliskości. Na to wszystko mamy wpływ. To mało? Jednak często lubimy myśleć, że niektóre rzeczy są poza naszą kontrolą, bo staramy się po swojemu, a nie tak, jak trzeba. Projektujemy na partnera własne chcenia, zamiast empatycznie i szczerze wczuć się w jego sytuację i zastanowić się nad tym, czego on chce. Osobiście nie boję się zdrowego zaangażowania i nie potrzebuję żadnej ochrony od rozczarowań. Nie wierzę w to, że mój mąż może z dnia na dzień zakochać się w innej, bo musiałby sobie na to pozwolić. To się nie dzieje jakimś magicznym sposobem, musi być gotowość i otwartość na zakochanie się. A co do stoickiej akceptacji, że wszystko może się skończyć, to odczuwam ją. Chociaż jesteśmy małżeństwem, to mój partner jest wolnym człowiekiem i ani mi się śni, by kiedykolwiek zatrzymywać go siłą. Oczekuję od niego jedynie tego, by był szczery co do swoich uczuć i by zawalczył zanim się podda. Jeśli kiedyś odejdzie, to na pewno mocno to przeżyję, ale to nie będzie dla mnie koniec świata. Jestem mu wdzięczna za wszystkie lata, kiedy jestem z nim szczęśliwa, więc jak mogłabym po tym wszystkim chcieć, by był ze mną, chociaż byłby nieszczęśliwy? Tak się nie da. "I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now." 6 Odpowiedź przez Olinka 2016-11-15 20:07:02 Olinka Redaktor Naczelna Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-10-12 Posty: 45,378 Wiek: Ani dużo, ani mało, czyli w sam raz ;) Odp: Czy można kochać nie przywiązując się jednocześnie do ukochanej osoby? W zasadzie mogłabym podpisać się pod całym postem Cslady, oczywiście z wyłączeniem fragmentów dotyczących osobistej sytuacji. Zaborczość i zazdrość nie wynika z natury, a raczej z braku wiary w siebie i niskiego poczucia własnej wartości, dlatego to nad nią warto popracować w pierwszej kolejności. Zazdrość uzasadniona jest wyłącznie w takim przypadku, kiedy partner daje nam podstawy do nieufności, w przeciwnym razie zamiast dążyć do wspomnianej 'letniości' uczuć, to w sobie powinniśmy zacząć szukać kolei zdrowa miłość nie jest samolubna ani egoistyczna, co jednak - przynajmniej w moim odczuciu - nie wyklucza wzajemnych oczekiwań i sukcesywnej realizacji własnych potrzeb. Człowiek, który do tego dojrzeje ani nie będzie obawiał się końca związku, ani nie będzie odczuwał potrzeby kontroli nad partnerem. Osobiście nie wyobrażam sobie takiego świadomego tonowania uczuć, jeszcze bardziej nie wyobrażam sobie, aby z góry zakładać rozstanie i profilaktycznie się do niego przygotowywać. Jeśli na początku dwoje ludzi połączy szczere uczucie, o które oboje będą chcieli dbać, a konflikty będą potrafili rozwiązywać w sposób konstruktywny, to nie należy obawiać się, że coś się nagle i bez wyraźnej przyczyny skończy. Natomiast zakładanie potencjalnego rozstania może zadziałać jak samospełniające się proroctwo, co niestety zdarza mi się widywać. Ktoś, kto w sposób nieracjonalny boi się rozstania, w obawie przed zranieniem nie angażuje się wystarczająco mocno, z kolei partner zwykle to wyczuwa, traktując jak sygnał ostrzegawczyn i również nie angażuje się tak, jak zrobiłby to w innej sytuacji - w ten sposób błędne koło się zamyka. cslady napisał/a:Oczekuję od niego jedynie tego, by był szczery co do swoich uczuć i by zawalczył zanim się podobnie. Szczerość ponad wszystko, a związek z przymusu, kiedy druga strona poddaje się bez walki, co dla mnie znaczy, że przestała widzieć w tym jakikolwiek sens - nie satysfakcjonuje mnie. W takiej sytuacji lepiej się rozstać niż być ze sobą wyłącznie z rozsądku (bo dzieci, kredyty, strach przed samotnością) i na siłę. "Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)[olinkowy status to już historia, z niezależnych ode mnie przyczyn technicznych właściwy zobaczysz dopiero w moim profilu ] 7 Odpowiedź przez ruda102 2016-11-15 20:35:53 ruda102 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-03-10 Posty: 1,238 Odp: Czy można kochać nie przywiązując się jednocześnie do ukochanej osoby? Dla mnie pytanie jest nieprecyzyjne? Czymże jest ten dystans między letniością a zbytnim zaangażowaniem? Jeśli zbytnie zaangażowanie to zaborczość - to uważam, że nabranie dystansu jest krokiem we właściwym jeśli ten dystans to ma być jakiś emocjonalny chłód, podejście do związku na zasadzie "w sumie to mi nie zależy" - to po co komu taki związek?Moje podejście do tematu jest bardzo bliskie temu, co napisały Olinka i Cslady. Jestem pewna dwóch kwestii - związek nie daje mi "prawa własności" do mojego faceta, a mój facet nie potrzebuje mnie do życia i ja jego też (jak skończyłby się nasz związek, nie skończyłoby się nasze życie, bo ono opiera się jeszcze na wielu innych filarach). Dlatego rozstanie jest możliwe. Zdaję sobie z tego sprawę i to mnie motywuje, by dbać o swój związek, wsłuchiwać się w swojego faceta i w siebie, dążyć do zrozumienia naszych potrzeb - bo, jak zostało już zauważone, na rozstanie w pewnym sensie "trzeba sobie pozwolić", dobre związki nie rozpadają się od tak, najpierw stają się złymi nie zamierzam się na wszelki wypadek emocjonalnie "tonować", żeby później mniej bolało - dla mnie ten ból to jest po prostu ryzyko wpisane w związek, sprzedarz wiązana, że tak powiem. Póki nie spotkałam człowieka, który był w mojej opinii wart tego ryzyka, to po prostu nie byłam w związku. A teraz po prostu uważam, że jeśli cierpienie po ewentualnym rozstaniu miałoby być "zapłatą" za to, co obecnie daje mi ten związek, to godzę się na taką cenę. Gdybym próbowała "nie angażować się za bardzo", to nie doświadczyłabym nawet ćwiartki tych wszystkich pięknych spraw, które są częścią dobrego związku - bo do tego jest potrzebna emocjonalna otwartość. Już wolę całe dobro i cały ewentualny ból niż blady cień tego co dobre, w zamian za blady cień tego, co może być złe. 8 Odpowiedź przez Wielokropek 2016-11-15 21:02:24 Wielokropek 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-03-01 Posty: 26,016 Odp: Czy można kochać nie przywiązując się jednocześnie do ukochanej osoby? Zacznę od tytułu."Czy można kochać nie przywiązując się jednocześnie do ukochanej osoby?" Hm... . W świecie o nazwie UTOPIA - być napisał/a:(...) nikt miłosiernie nie będzie przecież z człowiekiem, z którym nie czuje się już szczęśliwy (...)Dobrze byłoby, gdyby tak było. Jednak jest sporo związków, dowody są opisane przez liczne osoby na forum, które trwają mimo (a może dlatego) że przynajmniej jedna osoba jest w nim nieszczęśliwa.(...) każdy może nas opuścić w każdej chwili, odkochać się, znudzić nami, zakochać w kimś innym. (...)To prawda. I zupełnie nie zwracasz uwagi na to, że i 'my' możemy opuścić drugą osobę.(...) Jak wypracować taki dystans, jak osiągnąć magiczny punkt stabilności między obojętnością, letniością a za dużym zaangażowaniem. Jak lęk przed rozstaniem przekuć w stoicką akceptację, że wszystko może się nagle skończyć? Myślicie, że to możliwe? (...)Praca nad sobą, efektem której jest przytomność, czyni cuda.(...) Czy osoba z natury dość zaborcza i zazdrosna może nauczyć się kochać w wolny sposób?Może. Gdy uświadomi sobie i uwierzy (wreszcie!), że jest wartościową osobą, uzna, że nie musi mieć do życia żadnej podpórki, że nie musi trzymać drugiej osoby na smyczy/w klatce. Bo przecież zaborczość i zazdrość to objawy braku zaufania, u podłoża którego leży kiepskie (by nie napisać 'zerowe') poczucie wartości. Jeśli ktoś chce, znajdzie ktoś nie chce, znajdzie powód."Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski 9 Odpowiedź przez Monoceros 2016-11-15 21:19:57 Monoceros Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-03-13 Posty: 3,146 Wiek: XXX Odp: Czy można kochać nie przywiązując się jednocześnie do ukochanej osoby? Jestem z kimś dlatego, że tę osobę wybieram w wolny sposób, bez przymusu, bez nacisków. Nie dlatego, że jej potrzebuję do osiągnięcia jakichś celów. Mam wtedy szansę, że zostanę w podobny sposób wybrany przez mojego partnera. Wielu ludzi nie wierzy, że mają wystarczająco atrakcyjne cechy, aby tak być wybranymi. Stąd w związkach tyle lęku i napięcia, które powodują, że ludzie usiłują przedstawić się jako inni, niż są, próbują rozpaczliwie zaimponować otoczeniu. Stają się przez to sztuczni, pozbawieni indywidualności. Boją się zaistnieć w niepowtarzalny sposób. W przekazie społecznym i kulturowym wolność często stawia się w opozycji do idei związku. Uważa się, że jest dla niego zagrożeniem. Mówi się, że podstawową sprawą, która ma łączyć ludzi, jest budowanie poczucia bezpieczeństwa, wzajemna opieka, zapewnianie nadszarpniętego w dzieciństwie poczucia wartości. Celem związku nie jest jednak zwiększanie naszego poczucia wartości. Jeśli nie mamy go w momencie zawierania umowy na bycie ze sobą, można je odbudowywać w trakcie psychoterapii. Poczucie wartości to stan, który powstaje bardzo wcześnie w relacjach z ważnymi ludźmi, najczęściej z partner nie może być naszym psychoterapeutą ani rodzicem. Może być nam miło i sympatycznie, możemy być dumni z tego, że ta właśnie osoba nas wybrała, ale jeżeli ludzie dobierają się dlatego, że spodziewają się, iż ta druga strona dostarczy im tych wszystkich uczuć i zaspokoi potrzeby, których nigdy nie dostali w życiu, to taki związek przeważnie kończy się artykuły z gazety, tytuł "Gdy ludzie dobrze ze sobą żyją, naczynia same się zmywają" - mi się, że zaborczość bierze się ze strachu przed samotnością i z niskiego poczucia własnej wartości. Jeśli nie lubię siebie, uważam siebie za nieatrakcyjną, niefajną osobę, to jak inni mają mnie lubić czy kochać? Ja sam_a nie umiem ze sobą wytrzymać! A gdy w końcu znajdzie się ktoś, kto zechce przebić się przez tę mgłę autoniechęci, to osoba zaborcza zaczyna się bać - że odejdzie, że zostawi, że zdradzi, że kogoś będzie lubić bardziej niż mnie, że będzie się z kimś lepiej bawić ode mnie, w końcu się znudzi ITD. Dlatego zrobię wszystko, żeby temu zapobiec - będę osaczać, zabraniać kontaktów z innymi znajomymi, będę się poświęcać, urodzę dziecko, zbuduję dom, wszystko oddam - byle żeby mnie nie zostawił_a! If you can be anything, be kind. 10 Odpowiedź przez Amethis 2016-11-15 21:59:57 Amethis Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-12 Posty: 2,997 Wiek: ... tu i teraz ... Odp: Czy można kochać nie przywiązując się jednocześnie do ukochanej osoby? Toksyczna miłość w związku ma miejsce, zawsze tam gdzie jest relacja inna niż "dorosły-dorosly"Wszelkie kombinacje "dziecko-rodzic", "dziecko-dziecko", "rodzic-rodzic"Skazane są na "porażkę", kwestia też kto jakie "korzyści" z tych stanów zyskujeUżywam tych określeń w kontekście postaw, stanów emocjonalnych itd itpJeśli przywiązanie to np. wspólny kredyt, lęk przed samotnością ...To jest to sytuacja "jak pies na łańcuchu przywiązany do budy"Realia dowodzą ze i tak żyć można, nawet z "podkulonym ogonem, ochlapami w misce" w wierności, przywiązaniuSzczęśliwi rzekomo Ci którym "zerwał się łańcuch" "Wędrowcze, droga przepadła; trzeba ją idąc, odkrywać""Twoją rzeczywistą i ostateczną prawdą jest sposób, w jaki przeżywasz swoje życie, a nie idee, w które wierzysz" 11 Odpowiedź przez _v_ 2016-11-16 11:14:14 _v_ Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-06-05 Posty: 6,036 Odp: Czy można kochać nie przywiązując się jednocześnie do ukochanej osoby? dziewczyny (chłopaku) bardzo fajnie piszeciepodpisuję się pod tym wszystkimi kończynamiżałuję, że nie mam czasu, żeby wysmażyć dłuższego postawkleję tylko cytat ze stronki, którąś ktoś niedawno tutaj polecał, czyli: osób ma skłonność do przeciwstawiania relacji zbyt ciasnych i dusznych, zamkniętych i odizolowanych, o charakterze wzajemnego uzależnienia takim związkom, w których panuje dystans i chłód, podtrzymywany przez lęk przed zależnością i bliskością. Tymczasem przeciwieństwem nałogowej miłości jest zdrowa miłość, a nie inny rodzaj jej chorobliwej postaci. Na czym jednak ta zdrowa miłość miałaby polegać?Nie będzie to chyba zbyt odkrywcze, jeśli powiem, że na otwartości i autonomii. Oparty na niej związek charakteryzowałby się – odnajduję się tu w tradycji Ericha Fromma – integralnością i niezależnością każdego z partnerów, dążeniem do rozwoju i wzbogacania swego życia oraz pragnieniem tego samego dla drugiej osoby. To, co pomnaża jej doświadczenia, jest przyjmowane z radością i dlatego, że to dla jej dobra, i dlatego, że dzięki temu ona staję się bardziej atrakcyjną towarzyszką życia. Co więcej, ktoś, kto czuje się zintegrowany wewnętrznie, może zaakceptować też takie doświadczenia, które – przyczyniając się do rozwoju partnera – powodują jego oddalenie. W uzależnionych związkach już samo wyobrażenie o tym wywoływałoby partnerzy są gotowi przyglądać się swemu związkowi i poddawać go refleksji, to koncepcja uzależnienia może być narzędziem do uzyskania większej świadomości, aby móc powstrzymać rozwój zaczątków uzależnienia, obecnych w relacjach, i rozbudowywać elementy konstruktywne. Aby więc przede wszystkim – co jest dla zdrowej relacji kluczowe – w poszanowaniu swojej odrębności nie rezygnować z wcześniejszych zainteresowań i kontaktów z ludźmi, włączając je do związku jeśli to możliwe, a zarazem zachowując czas i uczucia na kontynuowanie tych zajęć i przyjaźni, w których nie będzie uczestniczyć druga nienałogowym, zdrowym związku partnerzy nie są wobec siebie zachłanni, ponieważ każde z nich – zanim zaczęli być razem – posiadało autonomię i równowagę wewnętrzną. Dlatego potrafią akceptować potrzebę prywatności, odmienne punkty widzenia i różne gusty, zdając sobie sprawę, że wymuszanie wzajemnych zobowiązań czy deklaracji do niczego nie prowadzi. Nie jest im duszno, bo nieustannie wpuszczają do swego związku świeże powietrze. Bycie razem jest dla nich szansą rozwoju. Chcą więcej rozumieć ze swojej więzi, z siebie i z partnera, dlatego dzielą się przeżyciami i stale chcą odkrywać nowe aspekty tego, co ich łączy. To pogłębia i wzmacnia ich relację. Bo – jak napisał Erich Fromm w książce „O sztuce miłości” – dzięki niej „człowiek przezwycięża uczucia izolacji i osamotnienia, pozostając przy tym sobą, zachowując swoją integralność. W miłości urzeczywistnia się paradoks, że dwie istoty stają się jedną, pozostając mimo to dwiema istotami.” 12 Odpowiedź przez Excop 2016-11-16 14:15:32 Excop Przyjaciel Netkobiet Nieaktywny Zawód: emeryt MSW Zarejestrowany: 2014-07-10 Posty: 10,619 Wiek: 55 Odp: Czy można kochać nie przywiązując się jednocześnie do ukochanej osoby? Opisywane sytuacje lub pewne założenia określające związek polegający na odwróceniu pierwotnych postaw prezentowanych wobec partnera (?), to rzeczywiście stany "zarezerwowane" dla osób nie tyle niedojrzałych, co mało zaś kosztuje, niestety. facet po przejściach 13 Odpowiedź przez podobno_zuzanna 2016-11-16 20:21:48 podobno_zuzanna Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-09-13 Posty: 125 Odp: Czy można kochać nie przywiązując się jednocześnie do ukochanej osoby? cslady napisał/a:Nie wierzę w coś takiego jak naturalne znudzenie się i wygaśnięcie miłościTutaj chyba powinno pojawić się pytanie, czym jest miłość, po jakim czasie się pojawia. Znam kilka historii, w których faceci (bo tak się złożyło, że zawsze to byli faceci) rozstawali się ze swoimi partnerkami po roku, 2 latach, trzech. Bo uświadamiali sobie, że to jednak nie to, że to była fascynacja, zaintrygowanie drugim człowiekiem, chemia, świetne spędzanie wspólnego czasu, wspaniały seks, ale jednak nie miłość. Rozumiem to, pewnie tak może się zdarzyć, ale rozumiem też ból i rozgoryczenie tych kobiet, które w jakimś sensie poczuły się oszukane... niech to będzie nawet roczny związek - po roku świetnego bycia razem, facet oświadcza nagle, że uwielbia Cię, świetne się z tobą dogaduje, ale nie jest w stanie cię pokochać. Dwa razy byłam w takiej sytuacji, znam też kilka takich historii. Jednak negatywne doświadczenia (zarówno własne jak i bliskich przyjaciół) ustawiają nam myślenie o świecie. Trudno wtedy nie tonować uczuć i nie przygotowywać się psychicznie na możliwość nagłego rozstania w każdej chwili. 14 Odpowiedź przez cslady 2016-11-16 20:46:47 cslady 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-01-02 Posty: 8,041 Wiek: 29 Odp: Czy można kochać nie przywiązując się jednocześnie do ukochanej osoby? podobno_zuzanna napisał/a:Tutaj chyba powinno pojawić się pytanie, czym jest miłość, po jakim czasie się pojawia. Znam kilka historii, w których faceci (bo tak się złożyło, że zawsze to byli faceci) rozstawali się ze swoimi partnerkami po roku, 2 latach, trzech. Bo uświadamiali sobie, że to jednak nie to, że to była fascynacja, zaintrygowanie drugim człowiekiem, chemia, świetne spędzanie wspólnego czasu, wspaniały seks, ale jednak nie miłość. Rozumiem to, pewnie tak może się zdarzyć, ale rozumiem też ból i rozgoryczenie tych kobiet, które w jakimś sensie poczuły się oszukane... niech to będzie nawet roczny związek - po roku świetnego bycia razem, facet oświadcza nagle, że uwielbia Cię, świetne się z tobą dogaduje, ale nie jest w stanie cię pokochać. Dwa razy byłam w takiej sytuacji, znam też kilka takich historii. Jednak negatywne doświadczenia (zarówno własne jak i bliskich przyjaciół) ustawiają nam myślenie o świecie. Trudno wtedy nie tonować uczuć i nie przygotowywać się psychicznie na możliwość nagłego rozstania w każdej okres 2-3 lat to według mnie bardziej faza zauroczenia i intensywnego poznawania się. Nie neguję tego, że ktoś może kochać i po miesiącu, ale chodzi mi o dojrzałość uczucia. Dojrzewania nie da się przyspieszyć, ono wymaga czasu. Też byłoby mi przykro po takim zerwaniu i musiałabym je odchorować, ale czy czułabym się oszukana? Przecież na tamtą chwilę, gdy facet wypowiadał dane słowa, naprawdę tak uważał. Tyle że później seksualna fascynacja minęła, hormony nieco opadły i okazało się, że niczego więcej nie ma. Zresztą ludzie (nie tylko faceci) mają tendencję do mylenia w pierwszym okresie znajomości słów "kocham Cię" ze słowami "kocham seks z Tobą". Mam świadomość działania tych mechanizmów i dlatego nie byłabym ani zaskoczona, ani oszukana. Ot, byłoby mi przykro, że nic więcej się nie rozwinęło, ale przecież to nie byłaby niczyja wina, że miłości jednak nie ma. Można wybrać "tonowanie" uczuć, czyli zamykanie się w sobie w obawie przez skrzywdzeniem, a można spojrzeć na to pozytywnie. Uważam tak jak Ruda102, że sto razy lepiej przeżyć coś intensywnego, nawet jeśli potem zapłaci się za to jakąś cenę, niż gdyby całe życie miało mieć wyblakłe kolory. Zachowawcze życie to nie jest życie szczęśliwe. Nie można po prostu cieszyć się, że w danej chwili jest nam fajnie z daną osobą i dać sobie czas na poznawanie się? Moje koleżanki same się nakręcały i po 6-10 miesiącach widziały się już w białej kiecce z tym konkretnym facetem. W myślach już poukładały sobie z nim życie i zapewne ignorowały wszelkie sygnały przemawiające za tym, że to tylko ognisty seks, a prawdziwej bliskości tam nie ma. Wolały snuć sobie wyobrażenia niż ocenić realnie, czy naprawdę dobrze im ze sobą poza łóżkiem. Jeśli po zerwaniu poczuły się oszukane, to pytanie: przez kogo oszukane? Chyba bardziej przez siebie same, bo zaprojektowały sobie całą przyszłość, chociaż nie było ku temu podstaw. Jestem ogromną fanką życia teraźniejszością. Nadmierne wybieganie w przyszłość i podsycanie własnych oczekiwań jest tak samo szkodliwe jak życie przeszłością i rozdrapywanie starych ran. A przecież drugi człowiek tak naprawdę nie jest nam nic winny, a już na pewno nie jest winny tego, by być odpowiedzialnym za nasze szczęście aż do grobowej deski. Samemu trzeba być odpowiedzialnym za własne szczęście, wtedy dużo łatwiej będzie pozbierać się po rozstaniu. "I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now." 15 Odpowiedź przez ruda102 2016-11-16 20:56:42 ruda102 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-03-10 Posty: 1,238 Odp: Czy można kochać nie przywiązując się jednocześnie do ukochanej osoby? Podpiszę się obiema rękoma pod postem siebie dodam tylko, że wyobrażenia i plany jako takie nie są złe. Uważam wręcz, że podstawą dobrego związku z przyszłością jest właśnie rozmawianie o swoich wyobrażeniach dotyczących wspólnego życia i robienie najpierw drobnych, później coraz poważniejszych wspólnych planów - bez tego nie wyobrażam sobie realnej oceny, czy dwójce ludzi naprawdę jest ze sobą po drodze, czy w żyją obok siebie a nie ze że kluczem jest po prostu trzeźwe spojrzenie na rzeczywistość, właśnie to, jak jest tu i teraz, a nie jak by się chciało, żeby było. Jeśli się drugiej strony słucha, a nie słyszy co się chce, to można zauważyć, w którą stronę związek zmierza. Plany i marzenia są moim zdaniem ok. tak długo, jak umie się własne chciejstwo odróżnić od tego, co druga strona realnie oferuje. Bo fakt, wiele osób (nie tylko kobiet) ma tendencję do tego, że jak dostają jeden palec, to we własnej głowie już są właścicielami całej ręki i przynajmniej połowy nogi, choć nie ma ku temu żadnych podstaw. 16 Odpowiedź przez cslady 2016-11-16 21:31:34 cslady 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-01-02 Posty: 8,041 Wiek: 29 Odp: Czy można kochać nie przywiązując się jednocześnie do ukochanej osoby? ruda102 napisał/a:Od siebie dodam tylko, że wyobrażenia i plany jako takie nie są złe. Uważam wręcz, że podstawą dobrego związku z przyszłością jest właśnie rozmawianie o swoich wyobrażeniach dotyczących wspólnego życia i robienie najpierw drobnych, później coraz poważniejszych wspólnych planów - bez tego nie wyobrażam sobie realnej oceny, czy dwójce ludzi naprawdę jest ze sobą po drodze, czy w żyją obok siebie a nie ze sobą..Z tym planowaniem to się zgadzam, bo planowanie to nie jest gdybanie i marzenie na jawie, ale konkrety. Mnie bardziej chodziło o takie typowe fantazjowanie i myślenie, jak cudowne będzie życie z danym facetem, gdy będzie już ślub i dzieci - to myślenie typowo życzeniowe. Planowanie natomiast powinno prowadzić do konkretów, bo inaczej jest sztuką dla tak jak wspomniałaś, to musi być wspólne planowanie oparte na rozmowach. Jednak na początku związku (1-2 lata stażu) nie brałabym też do końca poważnie jakichś wielkich deklaracji i nie rozliczałabym faceta z każdego danego mi słowa i ułożonego wspólnie planu. Np. w moim przypadku już na pierwszej randce usłyszałam od faceta, że będę jego żoną. Fakt, znaliśmy się wiele lat i to nie było wypowiedziane pod wpływem chwili, a mimo tego nie oczekiwałabym przecież, że teraz już koniecznie musi mi się oświadczyć, bo inaczej to kłamca i oszust. Trzeba podkreślić, że wszystkie nasze życiowe plany nieustannie ewoluują - czasami porzucamy jakieś przedsięwzięcie, bo zainteresuje nas coś nowego, innym razem musimy coś zmienić w planie, bo pojawia się jakaś przeszkoda itp. Chodzi o to, żeby do planowania przyszłości podchodzić elastycznie. Przecież rzadko kto np. wykonuje zawód, który wymyślił sobie w podstawówce. Są osoby, które go wykonują, ale większość jednak nie, bo plany się zmieniły i to nie była niczyja wina. Dlaczego ludzie nie podchodzą w taki sam sposób do związków, tylko oczekują, że najważniejsze ustalenia mają być sztywne, zrealizowane co do joty i nie może być żadnych przeszkód, ani zmian zdania? Jeśli już mówimy o tym tonowaniu uczuć jako metodzie zapobiegania rozczarowaniom, to nie lepiej, by metodą było wypracowywanie w sobie elastyczności, pokory i umiejętności modyfikowania planów? Wtedy żyjemy ze świadomością, że związek nie jest czymś, co jest nam dane raz na zawsze, tylko on sam ewoluuje, my również się zmieniamy, a także relacje między nami ulegają mniejszym lub większym zmianom. Chodzi mi cały czas o to, żeby cieszyć się tym, co jest, kiedy akurat jest. Roszczeniowa postawa raczej nie jest zdrowa i sami się nią unieszczęśliwiamy. Nie lubię myślenia, że coś mi się należy od męża, rodziców albo życia, bo kim takim niby jestem, żeby mi się należało? Przecież nie jestem w żaden sposób lepsza od innych ludzi, żeby im się związki rozpadały, a mój musiał trwać aż do śmierci. Ot, różnie bywa. I każdy ma prawo do tego, żeby zmienić zdanie i wycofać się. Przecież nie robi się tego celowo, z jakieś złośliwości albo chęci skrzywdzenia kogoś. Często sami oczekujemy empatii i zrozumienia, a nie potrafimy empatycznie wczuć się w osobę kończącą związek i postarać się zrozumieć, dlaczego to zrobiła. To chyba dobrze, że nie zdradziła, tylko szczerze mówi, że już niczego nie czuje? "I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now." 17 Odpowiedź przez ruda102 2016-11-16 21:44:09 ruda102 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-03-10 Posty: 1,238 Odp: Czy można kochać nie przywiązując się jednocześnie do ukochanej osoby? Pełna facet co prawda nigdy mi nie powiedział, że chce żebym była jego żoną (powiedział za to, że z instytucją małżeństwa jest mu nie po drodze, co uważam za cenną informację, bo właśnie ucina snucia marzeń i zmusza do podjęcia konkretnej decyzji - pasuje mi to, albo nie). Za to mówi mi czasem, co chciałby ze mną robić za 10 lat, rozmawiamy o przyszłości, planujemy, jak wygląda nasze wymarzone mieszkanie (i jesteśmy zgodni, że mieszkanie a nie żaden domek). Ale przecież nie podpisujemy żadnego cyrografu, plany mogą się zmienić, oczekiwania mogą ewoluować. Też nie uważam, że facet jest mi cokolwiek winny poza uczciwością. 18 Odpowiedź przez Monoceros 2016-11-16 23:42:17 Monoceros Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-03-13 Posty: 3,146 Wiek: XXX Odp: Czy można kochać nie przywiązując się jednocześnie do ukochanej osoby? cslady więcej osób powinno przeczytać te słowa. To jest dosłownie sedno sedna tych wszystkich wątków "myślałam, że będziemy razem już zawsze" "rzuciła mnie, i co teraz?" ITD. Zwłaszcza lubię fragmentPrzecież nie robi się tego celowo, z jakieś złośliwości albo chęci skrzywdzenia choć wiadomo, że rozstania bolą, to jakże byłoby pięknie, gdyby obok bólu pojawiła się myśl - "to co przeżyliśmy razem był piękne, dzięki za te wspomnienia, mam nadzieję, że znajdziesz szczęście". If you can be anything, be kind. 19 Odpowiedź przez Olinka 2016-11-16 23:53:38 Olinka Redaktor Naczelna Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-10-12 Posty: 45,378 Wiek: Ani dużo, ani mało, czyli w sam raz ;) Odp: Czy można kochać nie przywiązując się jednocześnie do ukochanej osoby? Monoceros napisał/a:I choć wiadomo, że rozstania bolą, to jakże byłoby pięknie, gdyby obok bólu pojawiła się myśl - "to co przeżyliśmy razem był piękne, dzięki za te wspomnienia, mam nadzieję, że znajdziesz szczęście".Mnie niezmiennie zadziwia, że ludzie potrafią przeżyć ze sobą kilka, a czasem więcej naprawdę cudownych lat, a jednak po rozstaniu zdają się o tym zupełnie nie pamiętać. Niestety nie biorą pod uwagę także tego, że wyrzucając z pamięci te dobre chwile sami sobie w pewien sposób robią krzywdę. "Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)[olinkowy status to już historia, z niezależnych ode mnie przyczyn technicznych właściwy zobaczysz dopiero w moim profilu ] 20 Odpowiedź przez _v_ 2016-11-17 05:32:31 _v_ Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-06-05 Posty: 6,036 Odp: Czy można kochać nie przywiązując się jednocześnie do ukochanej osoby? Olinka napisał/a:Monoceros napisał/a:I choć wiadomo, że rozstania bolą, to jakże byłoby pięknie, gdyby obok bólu pojawiła się myśl - "to co przeżyliśmy razem był piękne, dzięki za te wspomnienia, mam nadzieję, że znajdziesz szczęście".Mnie niezmiennie zadziwia, że ludzie potrafią przeżyć ze sobą kilka, a czasem więcej naprawdę cudownych lat, a jednak po rozstaniu zdają się o tym zupełnie nie pamiętać. Niestety nie biorą pod uwagę także tego, że wyrzucając z pamięci te dobre chwile sami sobie w pewien sposób robią to z jednego powodu: ludzie (tak, ja też kiedyś) nie potrafią się rozstać we wlasciwym momencie. walczą do upadłego tym samym zacierajac wszelkie dobre chwile - zarowno u jednej jak i drugiej strony powstaja uczucia zlosci, frustracji, agresja itp. szczerze mówiąc jak slysze wszystkie te: ale ja będe o nia/niego walczyć, chce walczyc o ten zwiazek, o milosc - to z jednej strony mi slabo, a z dtugiej mi sie noz w kieszeni otwiera. przeciez taka walka nie ma nic wspolnego z miloscis. wręcz przeciwnie - to objaw kompletnego braku szacunku dla drugiej osoby, braku szacunku dla jej decyzji i uczuc. ale do tego, żeby rozstac sie w odpowiednim momencie to obie strony musza byc dojrzale. 21 Odpowiedź przez Olinka 2016-11-17 12:42:24 Olinka Redaktor Naczelna Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-10-12 Posty: 45,378 Wiek: Ani dużo, ani mało, czyli w sam raz ;) Odp: Czy można kochać nie przywiązując się jednocześnie do ukochanej osoby? _v_ napisał/a:ale do tego, żeby rozstac sie w odpowiednim momencie to obie strony musza byc mąż wie, że związek bez miłości i chęci bycia ze sobą mnie nie interesuje, dlatego kiedy poczuję, że mnie nie kocha, nie dba o te relację i jest ze mną z poczucia obowiązku, to będę robić wszystko, aby się rozstać. On wie, że nie będę walczyć za wszelką cenę, tym bardziej, że dziecko mamy duże, w razie potrzeby oboje mamy gdzie mieszkać i za co żyć. Uważam - o czym zresztą napisałaś - że lepiej rozstać się we właściwym momencie robiąc to z szacunkiem i pozostając w przyjaźni niż ze sobą szarpać, męczyć i zacząć coraz bardziej nienawidzić. Dlatego rozstając się zrobiłabym to przede wszystkim dla siebie. Wydaje mi się, że jest to zdrowe podejście, zwłaszcza obserwując te pary, które zamiast dać sobie szansę na coś nowego, lepszego całymi latami tkwią w toksycznym układzie wzajemnie się można dopóki obu stronom zależy, ale ta walka to szukanie kompromisu, drogi do wzajemnego zrozumienia swoich potrzeb i oczekiwań, a nie żebranie o uwagę i uczucia. Trzeba wyczuć moment, kiedy to przestaje mieć sens, a wtedy pora zejść ze sceny. "Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)[olinkowy status to już historia, z niezależnych ode mnie przyczyn technicznych właściwy zobaczysz dopiero w moim profilu ] 22 Odpowiedź przez Peter_35 2016-11-17 12:49:12 Ostatnio edytowany przez Peter_35 (2016-11-17 12:49:58) Peter_35 Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-09-15 Posty: 131 Odp: Czy można kochać nie przywiązując się jednocześnie do ukochanej osoby?podobno_zuzanna nie, nie można kochać nie przywiązując się do ukochanej osoby. Uczucie z czasem samo przychodzi. Myślenie, mogę kochać ale nie będę się za bardzo angażowała brzmi sztucznie i takie zaplanowane. Miłości trzeba dać się pozwolić unieść a osobie, którą się poznaje dać kredyt zaufania. Miłość ma różne etapy w życiu. Nie można z góry zakładać, że się nie uda. Nie można tracić też wiary we własne marzenia, bo jak się wtedy mają spełnić? Trzeba się starać o to aby było dobrze. Trochę wiary w siebie i optymizmu. 23 Odpowiedź przez cslady 2016-11-17 12:59:16 cslady 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-01-02 Posty: 8,041 Wiek: 29 Odp: Czy można kochać nie przywiązując się jednocześnie do ukochanej osoby? _v_ napisał/a:przeciez taka walka nie ma nic wspolnego z miloscis. wręcz przeciwnie - to objaw kompletnego braku szacunku dla drugiej osoby, braku szacunku dla jej decyzji i chyba zależy jaką walkę masz na myśli. Na pewno nie tę zdrową, o której wyżej pisałyśmy. Nie nazwałabym walką wzajemnych przepychanek, udowadniania na siłę własnej racji, wylewania na drugą osobę swoich żali i pretensji oraz oczekiwania, że druga strona ma wziąć odpowiedzialność za nasze emocje. Wspominając o walce miałam na myśli tylko i wyłącznie próbę odbudowania dawnej bliskości (warunek jest taki, że ona musiała kiedyś istnieć). Do tego trzeba byłoby najpierw nauczyć się słuchać i wypracować w sobie choć trochę empatii. Dopóki ciągle powtarzamy "ja ja ja" i "moje moje moje", to rzeczywiście bez sensu, żeby się ze sobą męczyć. Znam pary, które o siebie zawalczyły i udało im się, ale znam też takie, które twierdzą, że walczyły, a moim zdaniem nigdy nie spróbowały zawalczyć, bo nie było w nich nawet minimalnej chęci zrozumienia. Była to raczej postawa: "to ty jesteś zły i niedobry, ja jestem biedna i nieszczęśliwa, więc łaskawie poczekam i dam ci szansę, żebyś się o mnie postarał i przyznał mi rację". Nie wiem, co musiałoby się stać, żeby zepsuł mi się związek, ale jeśli już się zepsuje, to będę walczyć tylko i wyłącznie wtedy, by będę umiała wybaczyć sobie i partnerowi nasze dawne przewinienia i zacząć od nowa. On musiałby umieć zrobić to samo. No bo to nie chodzi o to, żeby on np. odpokutowywał i wynagradzał mi swoją zdradę czy inny występek, ale o to, by "cofnąć się" do momentu, gdy w związku było dobrze i nie było jeszcze zepsutych relacji, których ta zdrada była wynikiem. Nie zastanawiałabym się: "dlaczego on mi to zrobił? Czy on już mnie nie kocha?", tylko: "w którym momencie się od siebie oddaliliśmy? Z jakiego powodu? Czy da się coś z tym zrobić?" "I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now." Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

To nic złego. O ile tylko jesteś w stanie zapanować nad tymi myślami lub znaleźć rozwiązanie – choćby było bolesne – i żyć dalej. Jeśli jednak zadręczasz siebie i drugą osobę podejrzeniami, niepewnością i strachem, popadasz w obsesje – poszukaj wsparcia terapeuty.
Wielu osobom, nawet spośród tych przebywających w stałych, zaangażowanych związkach, zdarzyła się zapewne sytuacja, w której odczuwali silną więź emocjonalną z kimś innym. Według powszechnej opinii należy wówczas rozstać się z aktualnym partnerem, bo w rzeczywistości nie darzymy go tak silnym uczuciem, jak nam się wydawało – gdyby tak było, nie zakochalibyśmy się przecież w nowo poznanej osobie. Czy takie podejście jest słuszne? A może jednak da się kochać dwie osoby jednocześnie? spis treści 1. Natura miłości 2. Miłość do dwóch osób? 1. Natura miłości To trudne pytanie – natura miłości jest dosyć skomplikowana. Nie jest to stały zestaw emocji doświadczanych w taki sam sposób przez wszystkich zakochanych. Istnieje wiele rodzajów tego uczucia. Możemy zatem wyróżnić: Zobacz film: "Zdrada według Polaków" storge – miłość przyjacielska, w której podstawą jest czułość i silna więź intymna. Partnerzy zakładają, że niezależnie od tego, co się wydarzy, nie przestaną być dla siebie wsparciem. Kontakt fizyczny pojawia się rzadko, gdyż chodzi przede wszystkim o relację duchową; eros (miłość romantyczna) – czynnikiem dominującym jest fascynacja drugą osobą, która pojawia się zazwyczaj już od pierwszego wejrzenia, a także przekonanie, że jest to uczucie idealne i wieczne. Partnerzy pragną spędzać ze sobą każdą chwilę i dość szybko dochodzi do zbliżenia. Cielesność odgrywa tu istotną rolę; ludus – związek traktowany jest bardziej w kategoriach zabawy niż poważnej relacji, dlatego jest bardzo nietrwały. Chodzi przede wszystkim o uzyskanie przewagi nad partnerem i fizyczne zaspokojenie; mania – to kombinacja eros i ludus. Jest niezwykle intensywna, wręcz obsesyjna. Towarzyszy jej ciągły strach o utratę partnera i ciągła potrzeba utwierdzania w przekonaniu o trwałości uczucia; pragma – miłość praktyczna. To swojego rodzaju inwestycja, oparta na chłodnym wyliczeniu zysków i strat; agape – podstawą jest w tym przypadku troska i umiejętność poświęcenia się dla drugiej osoby. Na pierwszym miejscu sytuuje się szczęście partnera i jego pełna akceptacja. Ważne jest to, aby od początku wiedzieć, na jakiego rodzaju relacji oparty jest nasz związek. Problem pojawia się wtedy, gdy w przypadku którejś ze stron dochodzi do przeistoczenia się jednego typu w inny. Pojawić się może wówczas poczucie krzywdy i odrzucenia. 2. Miłość do dwóch osób? Poza znajomością typów miłości warto poznać jeszcze trzy aspekty tego uczucia. Pierwszym z nich jest pasja, na którą składa się zauroczenie, podniecenie seksualne i euforia. Drugim – intymność, bliskość duchowa, trzecim, najtrudniejszym, jest natomiast zobowiązanie – lojalność i szczere zainteresowanie drugą osobą. Możliwe jest pokochanie innej osoby w tym samym bądź innym stylu, jednak osiągnięcie fazy zobowiązania może się udać tylko w przypadku jednej z nich. Uczucie wobec kogoś innego, siłą rzeczy, nie będzie kompletne. Podstawową zasadą miłości zaangażowanej jest wiara w to, że jesteśmy dla drugiej osoby „wybrańcem” i możemy jej ufać. Jeżeli wydaje nam się, że zauroczył nas ktoś inny, zastanówmy się, w jaki sposób wpłynie to na naszego stałego partnera i czy warto zaangażować się w inną relację,skoro w dotychczasowym związku udało nam się osiągnąć już tak wiele. Udany związek warunkuje kierowanie się szczęściem własnym, ale i szczęściem drugiej osoby. Nie wolno nam zapomnieć o odpowiedzialności, jaka zaczyna na nas ciążyć w momencie, w którym decydujemy się wejść z kimś w bliższą relację. Jeżeli wydaje nam się, że kochamy dwie osoby, zastanówmy się, które z tych uczuć jest dla nas cenniejsze. Skorzystaj z usług medycznych bez kolejek. Umów wizytę u specjalisty z e-receptą i e-zwolnieniem lub badanie na abcZdrowie Znajdź lekarza. polecamy Artykuł zweryfikowany przez eksperta: Mgr Katarzyna Sadowska Psycholog i psychoterapeuta.
Spójrz na mnie. że przez siedem lat byłaś w piekle, a ja nie mogłem ci pomóc. Jagoda musiała podjąć najtrudniejszą decyzję w życiu: zrezygnować z miłości. Bez słowa wyjechała z ukochanego Krakowa, zostawiając w nim swojego chłopaka – Adama. Wiedziała, że go rani, ale nie mogła zdradzić mu powodu swojej ucieczki.
Kłótnie nie zawsze są złe. Często oznaczają, że nam zależy, że próbujemy załatwić coś istotnego. Ale kłócić się trzeba umieć – w przeciwnym razie stają się destruktywne. Sprawdź, co o anatomii kłótni mówi psycholog Marta Wróbel-Rakowska z Centrum Terapii Dialog. Rys. Krzysztof "Rosa" Rosiecki Kochamy, się jesteśmy razem, a jednak się kłócimy. Dlaczego? Najczęściej kłócenie się jest sposobem na wyrażenie emocji takich jak gniew i złość. Czasami powodem kłótni są emocje i stres w ogóle niezwiązane z sytuacją, o którą się kłócimy, czy z naszym związkiem. Tak się dzieje, gdy w ciągu dnia zbieramy i przeżywamy różne emocje, napięcia i z całym tym bagażem docieramy do domu. On tam nie znika. Radzimy sobie z nim na różne sposoby. Zdarza się, że w sposób konstruktywny i zdrowy – na przykład bierzemy kąpiel, uprawiamy sport, ale czasem robimy też mniej pożyteczne rzeczy i jedną z nich jest kłótnia, która bywa najszybszym i dość łatwym sposobem wyładowania napięcia. Zwykle jednak, kiedy się kłócimy, to znaczy, że coś jest dla nas ważne, na czymś, na kimś nam zależy. W relacji często kłócimy się dlatego, że chcemy, aby nasz związek był „jakiś”, np. czuły, romantyczny albo pełen przygód. Ponadto zwykle chcemy, aby był idealny i na początku nawet taki nam się wydaje. Ale z biegiem czasu okazuje się, że wcale nie jest idealnie i nasze marzenia się nie spełniają. Pojawia się więc złość, zaczynamy walczyć o nasze niezaspokojone potrzeby. Nie zawsze jednak jasno zdajemy sobie sprawę, czego nam tak naprawdę brak, czego potrzebujemy lub czego byśmy nie chcieli. Czy kłótnie są lepsze niż ich brak? Najczęściej tak. Jeżeli się kłócimy, to znaczy że nam zależy. Próbujemy coś z tym zrobić, więc jest to element działania. Oczywiście zdarza się, że kłótnie są destrukcyjne - jeśli jest ich za dużo, jeśli w trakcie dzieją się rzeczy, które niszczą relację, np. krytyka, poniżanie drugiej strony. To nie prowadzi do niczego dobrego. Warto zdawać sobie sprawę z tego, że kłótnia może być energią dającą szansę na to, żeby otworzyć się przed partnerem i zakomunikować coś ważnego, pokazać - nie tylko za pomocą słów, ale też emocji i zaangażowania. Ale kłótnie nie zawsze są dobre... Oczywiście, nie każda kłótnia przynosi coś dobrego. Te niedobre często są wynikiem tego, że nie umiemy mówić o swoich potrzebach i pragnieniach. Pokazują, że mamy kłopoty w komunikacji. Kiedy czujemy, że tak jest, warto przyjrzeć się, o co tak naprawdę nam chodzi. Bo czasami nie bardzo zdajemy sobie sprawę z tego, co jest dla nas ważne. Często kłótnie dotyczą rzeczy, wydawałoby się, błahych, na przykład nieposprzątania po kolacji. Czasem warto się zastanawiać, z czego ta kłótnia wynika, dlaczego te wydawałoby się - proste do rozmowy tematy - wcale w tej najbliższej relacji takie nie są. Jak możemy się tego dowiedzieć? Kiedy nie możemy dojść do porozumienia, czy idziemy dzisiaj do knajpy z włoskim czy z hinduskim jedzeniem, albo czy pójdziemy na rower, czy popływać i zaczynamy się o to kłócić, a ta kłótnia eskaluje, to warto zatrzymać się i zastanowić się dlaczego tak jest. Świetne efekty daje metoda porozumienia bez przemocy. To sposób komunikowania się, którego twórcą jest Marshall Rosenberg. Polega na skupieniu uwagi na uczuciach i potrzebach własnych oraz rozmówcy, a posługuje się także specyficznymi formami języka, co pozwala na ograniczenie możliwości wystąpienia przemocy w dialogu. Taki empatyczny wobec siebie i partnera sposób komunikacji ma doprowadzić do pojednania, do rozwiązania konfliktu, przy jednoczesnym pozostaniu uważnym na własne potrzeby oraz emocje. Jak to się odbywa? Pierwszym szalenie ważnym etapem jest skupienie się na sobie, przyjrzenie się sytuacji, temu, co ja w danym momencie/sytuacji czuję, czego ja potrzebuję. Więc gdy kłócimy się na przykład o urlop - w górach czy nad morzem i mamy poczucie, że nigdy nie możemy dojść w tej kwestii do porozumienia, że utknęliśmy we wzajemnej złości i żalu, że druga osoba nie chce nam dać tego, na czym nam zależy, że coś na nas wymusza, to przyjrzyjmy się najpierw temu, jakie potrzeby stoją za tym, że tego chcemy. Jeśli moją propozycją był wyjazd nad morze i o to walczę i nie chcę odpuścić, to jaka potrzeba za tym stoi? Co się ze mną dzieje, kiedy myślę o wyjeździe nad morze, jakie mam skojarzenie z tym miejscem, wspomnienia, wyobrażenia o tym wyjeździe? Niewykluczone, że w rezultacie zobaczę wtedy, że oprócz złości na partnera czuję na przykład jakąś tęsknotę, może potrzebuję odpoczynku, spokoju, ciszy zwolnienia tempa i czuję, że właśnie tam to osiągnę. Kiedy to sobie nazwę, łatwiej będzie mi wyjść z takim komunikatem do partnera i pokazać mu, o co mi tak naprawdę chodzi. Wtedy jest czas na kolejny krok – przyjrzenie się temu, czego potrzebuje partner. Może jemu zależy na aktywności, ruchu, na jakimś rodzaju zabawy, działaniu. Jeżeli zdamy sobie sprawę z tego, jakie potrzeby związane są z tym, o co walczymy, to okazuje się, że łatwiej jest się dogadać i porozumieć. Chodzi o to, żeby się nawzajem słuchać. Warunkiem jest wrażliwość na to, co druga osoba mówi i zrozumienie. Znacznie łatwiej jest się porozumieć, kiedy rozmawia się o swoich potrzebach. Trudno zaś wtedy, gdy koncentrujemy się na obwinianiu i oskarżaniu drugiej osoby o to, że nie daje nam tego, czego chcemy. Jednymi z najczęstszych są kłótnie o podział obowiązków domowych. Czy za nimi też kryją się jakieś potrzeby? W każdej parze taka kłótnia może dotyczyć czegoś innego i ważnego. Warto pamiętać, że znaczenie ma też to, z jakimi doświadczeniami wchodzimy w związek, zarówno z domu rodzinnego, jak i poprzednich relacji. Wyobrażenie podziału obowiązków często wiąże się z przekonaniem co do najlepszego modelu, często tego z domu rodzinnego. Ale doświadczenia partnerów mogą się znacznie różnić: czyli na przykład u mnie w rodzinie było tak, że mama nie pracowała i zajmowała się domem, a tata pracował i w związku z tym nie brał na siebie obowiązków domowych, zaś partner pochodzi z domu, w którym to właśnie ojciec przejął na siebie obowiązki domowe, a matka zajmowała się pracą zawodową, albo dzielili się tymi obowiązkami po równo. Jeśli więc mamy różne doświadczenia i wspomnienia z domu rodzinnego, a także różne oczekiwania, to robi się kłopot. W takiej sytuacji pomóc może uświadomienie sobie, z czego wynika moje przekonanie, którego się tak sztywno trzymam, a potem odpowiedź na pytanie, czy naprawdę tak musi być w mojej relacji. Uświadomienie sobie odpowiedzi na nie sprawi, że będę skłonna bardziej otworzyć się na to, czego chce partner. Trzeba się nawzajem posłuchać i usłyszeć, jak kto sobie wyobraża podział obowiązków, a potem uzgodnić, jak ma wyglądać to u nas. Najlepiej oczywiście zrobić to na początku wspólnego zamieszkania, choć częściej nie uzgadniamy takich rzeczy, bo jesteśmy przekonani, że jakoś to będzie albo pewni, że partner ma dokładnie taką samą wizję relacji i podziału obowiązków jak ja. Potem okazać się może, że wcale tak nie jest. Mamy więc wizję związku idealnego, w którym wiele rzeczy układa się samo, życie jednak weryfikuje takie wyobrażenia i często jednak trzeba wiele spraw dogadać. To może pomóc uniknąć wielu trudnych sytuacji później. Taką rozmowę można odbyć na każdym etapie związku, nie ma tak, że potem już nie wypada wracać do tego tematu. Kiedy zauważamy, że coś jest nie tak potraktujmy to jako impuls do rozmowy i uzgodnienia jak to ma wyglądać. Może taki podział obowiązków rozwiąże część naszych problemów. To, jak się poczujemy po takiej rozmowie, będzie dla nas sygnałem, czy naprawdę o to chodziło. Co jeszcze może kryć się pod złością na przykład o rozrzucone na podłodze skarpetki? Czasami jest to tylko złość, że znowu skarpetki leżą na ziemi, a nie w koszu na brudną bieliznę. Ale czasami ta bardzo prozaiczna sytuacja może wiązać się z dużo ważniejszymi tematami. Kiedy na przykład widzę, że mój partner nie zmywa po sobie naczyń albo ogląda wieczorem telewizję zamiast położyć się ze mną do łóżka, może to przywoływać skojarzenia z jakimiś doświadczeniami z przeszłości. I zamiast zwykłej złości na to, że tak postępuje poświęcamy tej sytuacji o wiele więcej uwagi niż to warte, np. wyobrażamy sobie, że nasz partner nie dba o nas, nie szanuje nas, nie kocha. Jeśli miałam w przeszłości takie doświadczenie z rodziną, że czułam się tam nieważna, pomijana, to wtedy łatwo mi pomyśleć, że taki niepozmywany talerz znowu oznacza, że nikt się ze mną nie liczy, jestem nieważna dla swojego partnera. Jeżeli byłam traktowana w sposób agresywny, to mogę to odbierać wręcz jako wrogość albo złośliwość. Jednak jeśli miałam dobre relacje z bliskimi, dom, w którym byłam słuchana, gdzie moje potrzeby były spełnione, wtedy najczęściej widzę tylko brudny talerz, a nie wyraz braku zaangażowania, pogardy czy złego traktowania. Jak zacząć rozmowę i nie wywołać kłótni, kiedy mamy w sobie dużo złości w związku z jakąś sytuacją, gdy jesteśmy zawiedzeni zachowaniem partnera? Kłótnie są potrzebne, ale takie, w których wyrażamy naszą złość i gniew, a nie takie, w których stajemy się agresywni, przymuszamy i dominujemy drugą osobę. Jeśli oprócz gniewu towarzyszy nam w kłótni rozczarowanie, zawód, to najczęściej okazuje się, że partner albo ten związek czegoś istotnego nam nie daje. Zawód to uczucie większego kalibru niż sama złość czy gniew, dlatego ważne jest, żeby próbować o tym rozmawiać i wyjaśnić. Tylko to zwiększy szanse na to, że coś się zmieni. Pierwszym punktem jest sprawdzenie, co wywołało zawód, co to za sytuacja lub zachowanie wywołuje u nas takie uczucie. Np. chcemy umówić się popołudniu na randkę, a partner mówi, że musi zostać dłużej w pracy. Jeśli oprócz zwykłego rozczarowania odczuwam wtedy złość, smutek i zawód, to dobrze jest sprawdzić, jak interpretuję to zachowanie mojego partnera i jakie moje zawiedzione potrzeby stoją za tymi emocjami. Może to potrzeba bliskości, pobycia tylko razem, a może poczucie odrzucenia? Jeśli już mam te informacje, to mogę skierować do swojego partnera prośbę w tej sprawie. I to leży po mojej stronie, a nie partnera, żeby swoje uczucia i potrzeby zakomunikować, a na dodatek poprosić o coś. Bywa to oczywiście bardzo trudne. A co, jeśli on na to nie odpowie? Robi się kłopot. Bo to, co jest ważne w tym momencie, to żeby bliska osoba odpowiedziała tym samym – wyrażeniem swoich uczuć i potrzeb. Powody odwołania randki mogą być różne – może partner jest bardzo zestresowany pracą, może musi czegoś dopilnować i dlatego odmawia lub ciągle przekłada randki. Ale może powód dotyczy związku, w którym coś nie gra i partner unika konfrontacji. Warto w tym momencie zaznaczyć, że jeśli pojawia się problem, to możemy się kłócić i walczyć, ale możemy też się wycofywać. To jest inny sposób radzenia sobie z czymś, czego nie chcemy. Często nawet sobie tego nie uświadamiamy. On nie mówi, że coś mu przeszkadza, a my tego „nie zauważamy”? Dokładnie. To bywa trudne, bo w związku z kimś, kto jest nam bardzo bliski, chcielibyśmy najwięcej dostać, ale też jednocześnie najbardziej boimy się odrzucenia, boimy się odsłonić. Nikt nie może nas tak bardzo zranić, jak ta najbliższa nam osoba. Powiedzenie: „To zachowanie mnie zabolało, przeszkadza mi, boję się ciebie stracić albo brakuje mi czegoś, czuję się niepewny” - bywa tak trudne, że czasami potrzebna jest pomoc terapeuty. Wtedy warto się po nią udać. Kiedy czujemy, że nie wszystko jest tak, jak sobie wymarzyliśmy, powinniśmy dążyć do idealnego związku? Do idealnego nigdy. Warto nie tracić nadziei na bliskość, nawet kiedy czasami nie uda nam się dogadać. Dobrze jeśli zdajemy sobie sprawę z tego, co jest nie tak, bo wtedy mamy szansę coś z tym zrobić. Jeśli te „niedogadania” nie są nadmiarowe, jeśli raz traci jedna osoba, raz druga, to można zaakceptować, że nasz związek nie zawsze da nam to, czego oczekujemy i że nie jest idealny. To nic złego. Związek z założenia nie jest idealny i jeśli pogodzimy się z tym i pożegnamy z tą iluzją, będzie nam łatwiej. Można mimo to mieć poczucie szczęścia i spełnienia. Inaczej jest, kiedy zawsze tylko jedna osoba musi z czegoś rezygnować, coś poświęcić - taka nierówność bardzo szkodzi związkowi. Co zrobić, gdy w czasie kłótni zaczynamy obwiniać się o błędy i sytuacje, które popełniliśmy w przeszłości? Najlepiej, aby kłótnia dotyczyła konkretnie tej jednej rzeczy, jednej sytuacji, jednego wydarzenia, jednej sprawy, a nie była kłótnią o wszystko, co się wydarzyło wcześniej. Tylko wtedy ma szansę doprowadzić do rozwiązania, a nie pozostawić nas w poczuciu złości. Dobrze się trzymać tej zasady, choć to może być trudne. Bo kiedy się kłócimy, często nagle przypominają nam się wszystkie złe momenty z przeszłości naszej relacji. Tak działa nasz mózg, to jest takie nasze ewolucyjne przystosowanie, że trudne, bolesne momenty zapamiętujemy lepiej – ma nas to motywować do ucieczki w sytuacji zagrożenia. I wtedy łatwo o niesprawiedliwe słowa „ty nigdy...”, „ty zawsze...”. Z pomocą może przyjść tu nasza głowa, żeby próbować namawiać siebie samego, aby tego nie robić. Ale warto też wyciągnąć wnioski, że jeżeli jakiś temat wraca do nas tak często, a z nim złe emocje, to zwykle jest to coś ważnego, co nie zostało odpowiednio rozwiązane, zadbane. Nasze rozczarowanie, żal, który mieliśmy o tę sytuację, nie zostały do końca przepracowane, przeżyte, nazwane. Być może nie dostaliśmy od naszego partnera tego, na co liczyliśmy w tej sytuacji. Może zrozumienia, przeproszenia, albo po prostu wysłuchania. Może jednak warto wrócić do tej sytuacji, bo dotyczy czegoś głębszego w naszej relacji. Czasem po prostu nie umiemy odpuścić, wybaczyć... Tak, i nosimy w sobie te krzywdy, które ciągle do nas wracają. To może być problem w relacji, ale może to być też jakiś nasz problem osobisty, którym warto się zająć bardziej indywidualnie. Bo może partner nie dał nam tego, co w tej sytuacji było nam potrzebne: nie przeprosił nas za to, źle zareagował. Ale może mam złe doświadczenia z przeszłości, jakieś silne zranienia, które teraz sprawiają, że każda nowa krzywda zostaje we mnie bardzo mocno i choć dostanę to, co powinnam w takiej sytuacji, nadal nie mogę wybaczyć. W każdym razie jeśli coś do nas często wraca, to jest to sygnał, że chodzi o coś ważnego. Powinniśmy wtedy usiąść z partnerem i porozmawiać, dlaczego to tak często wraca, o co w tym chodzi. Powinniśmy zajrzeć w swoje uczucia, we wspomnienia, przyjrzeć się skojarzeniom i powiedzieć partnerowi wprost: ja potrzebowałam wtedy od ciebie tego czy czegoś innego i tego nie dostałam, porozmawiać o tym, dlaczego tak się stało i dlaczego to w sobie noszę. Co zrobić w sytuacji, gdy jeden z partnerów podczas kłótni zamyka się w sobie i nie chce rozmawiać? To jest bardzo trudne i dość częste. Terapeutka Sue Johnson, która zajmuje się terapią skoncentrowaną na emocjach nazywa taki wzorzec relacji „polką protestacyjną”. Według niej jest kilka wzorców bycia w relacji. Najczęstsza jest taka, kiedy szukamy winnego i nawzajem obwiniamy się i walczymy ze sobą. Kolejny, gdy oboje się wycofujemy, nie komunikujemy się ze sobą, nie mówimy o tym co nas boli, dotyka, złości i odsuwamy się od siebie. I następny to właśnie polka protestacyjna, która polega na tym, że jedna osoba walczy, domaga się czegoś, chce ustaleń, a druga się wycofuje, co najczęściej wywołuje jeszcze większą złość u tej pierwszej osoby i jeszcze większe wycofywanie się jej partnera. Takie wycofanie jest bardzo często reakcją obronną na atak. Nie umiemy sobie radzić ze złością, która nas dotyka, często ma to korzenie w przeszłości i teraz powielamy taki wzorzec. Paradoks polega na tym, że im bardziej jeden partner naciska, tym bardziej drugi się wycofuje. A im bardziej ten drugi się wycofuje, tym bardziej pierwszy naciska. I mamy błędne koło. Co więc zrobić żeby z tego wyjść? Często osoba atakowana myśli: „Skoro ona/on mnie rani, atakuje, ciągle jest ze mnie niezadowolona/y, jedyne co mogę zrobić to odsunąć się”. A ta druga ma przekonanie: „Muszę naciskać, wymuszać jakąś reakcję, bo on/ona ciągle nie reaguje”. Trzeba wtedy zajrzeć głębiej. Często osoba, która walczy, robi to dlatego, że kocha, że jej zależy i taki ma sposób domagania się tego czego potrzebuje, np. poczucia bezpieczeństwa czy uwagi. I równie często ta druga osoba także chce tego samego, ale tak bardzo boi się to pokazać i tego że może zostać zraniona, że woli się odsunąć, aby nie odczuwać bólu. Jeżeli udrożnimy komunikację między sobą najczęściej udaje się dogadać. W rozmowie najlepiej skupiać się jednak na sobie, a nie na partnerze. Jak to? Bo to, co nas pozytywnie wzmacnia, napędza, nakręca, gdy mamy dużo złości w sobie, to mechanizm szukania winnego. Dlatego, gdy złoszczę się, kiedy partner milczy, gdy znowu nie wrócił do sypialni na noc, najczęściej krzyczę na niego z tego powodu. A on właśnie wtedy się wycofuje i ucieka. Zamknięte koło. Trzeba się zastanowić się, co ja takiego czuję, czego się boję, że unikam. A kiedy czuję złość, próbować dotrzeć do tego co jest pod tą złością. Najczęściej są to obawy o to, że ktoś nas zrani, że coś stracimy, że nie będziemy blisko, że nie będziemy ważni dla drugiej osoby. Jeśli dotrzemy do tej obawy, to mamy już drogę do tego, żeby zacząć o tym mówić. Jeśli powiemy o swojej obawie, to mamy szansę na to, że ta druga osoba nas zrozumie. Można wyjść z narastającej kłótni? Dobrze jest się zatrzymać. Oczywiście zależy to od naszych temperamentów i naszego wyposażenia neurologicznego. Bo możemy być „gorącymi” osobami, u których to napięcie szybko narasta i szybko je wyładowujemy. Wtedy rzeczywiście może dochodzić do eskalacji kłótni, która doprowadza do wzajemnego ranienia się i dewastacji związku. Osoba z gorącym temperamentem może szukać metod zatrzymania się. Liczymy do 10, wychodzimy z pokoju na pięć minut albo czasami na dłużej. Ale zawsze zapowiadamy to drugiej osobie, żeby nie uznała, że uciekamy. Zresztą, jeśli zauważamy taki problem, warto ustalić zasady kłótni wcześniej. Możemy przecież powiedzieć drugiej osobie: „Jak poczuję, że już się we mnie gotuje i zaraz zrobię coś takiego, co zepsuje naszą relację, albo powiem coś, co zrobi spustoszenie, to muszę się zatrzymać, nie odbierz tego źle”. Można ustalić sobie jakieś hasło, które będzie oznaczało przerwę, ale nie dlatego, że ja się odwracam i nie chcę więcej rozmawiać, ale tylko dlatego, że nie chcę popsuć bardziej. Szukamy sposobów na wyciszenie się, skonfrontowanie z tym, co mnie aż tak wzburzyło. Kiedy to odkryję, idę krok dalej – szukam, jak to nazwać i jak zakomunikować to partnerowi, jakich słów użyć, by powiedzieć o swoich uczuciach i potrzebach. A więc studzę emocje i wracam do rozmowy, gdy poczuję, że jestem już spokojna. Jeśli mamy dwoje takich złośników, to podczas kłótni pojawiają się burze z piorunami, które bardzo trudno jest okiełznać i zatrzymać, przy czym niektórzy to lubią. Bywa, że wyładowanie przynosi ulgę. Jeśli podstawą jest głęboka więź, takie gorące kłótnie nie muszą psuć relacji. Ale myślę, że takie wyładowania nie zastąpią prawdziwej, szczerej rozmowy, która potrzebuje lepszych warunków pogodowych. Oczywiście jest jeszcze trudniej, bo oni nawzajem mogą się nie rozumieć, choć są podobnie skonstruowani. Znając siebie nawzajem można wiele dogadać, o ile jest szacunek dla partnera, także w czasie kłótni. Jeśli szanujemy się, chcemy poznać siebie nawzajem, jeśli chcemy się rozumieć i współpracować ze sobą, jest duża szansa, że zbudujemy dobry związek na lata. Monika Wysocka, Marta Wróbel-Rakowska, psycholog i psychoterapeutka, Zajmuje się psychoterapią par, psychoterapią zaburzeń osobowości i nastroju, pracą z osobami, które wychowywały się w dysfunkcyjnych rodzinach (DDA i DDD), obecnie w Centrum Terapii Dialog. Ma ponad 12 lat doświadczenia pracy z pacjentami, które zdobywała w Warszawskim Domu pod Fontanną – ośrodku wsparcia dla osób doświadczających problemów zdrowia psychicznego, w Akademickim Ośrodku Psychoterapii Uniwersytetu Warszawskiego oraz Ośrodku Psychoterapii "Ogród" Instytutu Psychologii Zdrowia PTP. Ukończyła czteroletnie podyplomowe szkolenie psychoterapeutyczne w Szkole Psychoterapii Instytutu Psychologii Zdrowia akredytowanej przez Polskie Towarzystwo Psychologiczne.

Król Jigme przyrzekł, że Jetsun będzie jego jedyną żoną i nie weźmie żadnej innej. Król Bhutanu Jigme Khesar Namgyel Wangchuck wraz z królową Jetsun Pema, Tokio, Japonia, 15 listopada 2011 r. To również było rewolucyjne. Po królewskim ślubie, który odbył się w 2011 r., oświadczył, że poślubił właściwą kobietę.

Kłótnie nie zawsze są złe. Często oznaczają, że nam zależy, że próbujemy załatwić coś istotnego. Ale kłócić się trzeba umieć – w przeciwnym razie stają się destruktywne. Sprawdź, co o anatomii kłótni mówi psycholog Marta Wróbel-Rakowska z Centrum Terapii się jesteśmy razem, a jednak się kłócimy. Dlaczego?Najczęściej kłócenie się jest sposobem na wyrażenie emocji takich jak gniew i złość. Czasami powodem kłótni są emocje i stres w ogóle niezwiązane z sytuacją, o którą się kłócimy, czy z naszym związkiem. Tak się dzieje, gdy w ciągu dnia zbieramy i przeżywamy różne emocje, napięcia i z całym tym bagażem docieramy do domu. On tam nie znika. Radzimy sobie z nim na różne sposoby. Zdarza się, że w sposób konstruktywny i zdrowy – na przykład bierzemy kąpiel, uprawiamy sport, ale czasem robimy też mniej pożyteczne rzeczy i jedną z nich jest kłótnia, która bywa najszybszym i dość łatwym sposobem wyładowania napięcia. Zwykle jednak, kiedy się kłócimy, to znaczy, że coś jest dla nas ważne, na czymś, na kimś nam zależy. W relacji często kłócimy się dlatego, że chcemy, aby nasz związek był „jakiś”, np. czuły, romantyczny albo pełen przygód. Ponadto zwykle chcemy, aby był idealny i na początku nawet taki nam się wydaje. Ale z biegiem czasu okazuje się, że wcale nie jest idealnie i nasze marzenia się nie spełniają. Pojawia się więc złość, zaczynamy walczyć o nasze niezaspokojone potrzeby. Nie zawsze jednak jasno zdajemy sobie sprawę, czego nam tak naprawdę brak, czego potrzebujemy lub czego byśmy nie kłótnie są lepsze niż ich brak?Najczęściej tak. Jeżeli się kłócimy, to znaczy że nam zależy. Próbujemy coś z tym zrobić, więc jest to element działania. Oczywiście zdarza się, że kłótnie są destrukcyjne - jeśli jest ich za dużo, jeśli w trakcie dzieją się rzeczy, które niszczą relację, np. krytyka, poniżanie drugiej strony. To nie prowadzi do niczego dobrego. Warto zdawać sobie sprawę z tego, że kłótnia może być energią dającą szansę na to, żeby otworzyć się przed partnerem i zakomunikować coś ważnego, pokazać - nie tylko za pomocą słów, ale też emocji i kłótnie nie zawsze są dobre...Oczywiście, nie każda kłótnia przynosi coś dobrego. Te niedobre często są wynikiem tego, że nie umiemy mówić o swoich potrzebach i pragnieniach. Pokazują, że mamy kłopoty w komunikacji. Kiedy czujemy, że tak jest, warto przyjrzeć się, o co tak naprawdę nam czasami nie bardzo zdajemy sobie sprawę z tego, co jest dla nas ważne. Często kłótnie dotyczą rzeczy, wydawałoby się, błahych, na przykład nieposprzątania po kolacji. Czasem warto się zastanawiać, z czego ta kłótnia wynika, dlaczego te wydawałoby się - proste do rozmowy tematy - wcale w tej najbliższej relacji takie nie możemy się tego dowiedzieć? Kiedy nie możemy dojść do porozumienia, czy idziemy dzisiaj do knajpy z włoskim czy z hinduskim jedzeniem, albo czy pójdziemy na rower, czy popływać i zaczynamy się o to kłócić, a ta kłótnia eskaluje, to warto zatrzymać się i zastanowić się dlaczego tak efekty daje metoda porozumienia bez przemocy. To sposób komunikowania się, którego twórcą jest Marshall Rosenberg. Polega na skupieniu uwagi na uczuciach i potrzebach własnych oraz rozmówcy, a posługuje się także specyficznymi formami języka, co pozwala na ograniczenie możliwości wystąpienia przemocy w empatyczny wobec siebie i partnera sposób komunikacji ma doprowadzić do pojednania, do rozwiązania konfliktu, przy jednoczesnym pozostaniu uważnym na własne potrzeby oraz emocje. Jak to się odbywa?Pierwszym szalenie ważnym etapem jest skupienie się na sobie, przyjrzenie się sytuacji, temu, co ja w danym momencie/sytuacji czuję, czego ja potrzebuję. Więc gdy kłócimy się na przykład o urlop - w górach czy nad morzem i mamy poczucie, że nigdy nie możemy dojść w tej kwestii do porozumienia, że utknęliśmy we wzajemnej złości i żalu, że druga osoba nie chce nam dać tego, na czym nam zależy, że coś na nas wymusza, to przyjrzyjmy się najpierw temu, jakie potrzeby stoją za tym, że tego chcemy. Jeśli moją propozycją był wyjazd nad morze i o to walczę i nie chcę odpuścić, to jaka potrzeba za tym stoi? Co się ze mną dzieje, kiedy myślę o wyjeździe nad morze, jakie mam skojarzenie z tym miejscem, wspomnienia, wyobrażenia o tym wyjeździe? Niewykluczone, że w rezultacie zobaczę wtedy, że oprócz złości na partnera czuję na przykład jakąś tęsknotę, może potrzebuję odpoczynku, spokoju, ciszy zwolnienia tempa i czuję, że właśnie tam to osiągnę. Kiedy to sobie nazwę, łatwiej będzie mi wyjść z takim komunikatem do partnera i pokazać mu, o co mi tak naprawdę chodzi. Wtedy jest czas na kolejny krok – przyjrzenie się temu, czego potrzebuje partner. Może jemu zależy na aktywności, ruchu, na jakimś rodzaju zabawy, działaniu. Jeżeli zdamy sobie sprawę z tego, jakie potrzeby związane są z tym, o co walczymy, to okazuje się, że łatwiej jest się dogadać i porozumieć. Chodzi o to, żeby się nawzajem słuchać. Warunkiem jest wrażliwość na to, co druga osoba mówi i zrozumienie. Znacznie łatwiej jest się porozumieć, kiedy rozmawia się o swoich potrzebach. Trudno zaś wtedy, gdy koncentrujemy się na obwinianiu i oskarżaniu drugiej osoby o to, że nie daje nam tego, czego z najczęstszych są kłótnie o podział obowiązków domowych. Czy za nimi też kryją się jakieś potrzeby?W każdej parze taka kłótnia może dotyczyć czegoś innego i ważnego. Warto pamiętać, że znaczenie ma też to, z jakimi doświadczeniami wchodzimy w związek, zarówno z domu rodzinnego, jak i poprzednich relacji. Wyobrażenie podziału obowiązków często wiąże się z przekonaniem co do najlepszego modelu, często tego z domu rodzinnego. Ale doświadczenia partnerów mogą się znacznie różnić: czyli na przykład u mnie w rodzinie było tak, że mama nie pracowała i zajmowała się domem, a tata pracował i w związku z tym nie brał na siebie obowiązków domowych, zaś partner pochodzi z domu, w którym to właśnie ojciec przejął na siebie obowiązki domowe, a matka zajmowała się pracą zawodową, albo dzielili się tymi obowiązkami po równo. Jeśli więc mamy różne doświadczenia i wspomnienia z domu rodzinnego, a także różne oczekiwania, to robi się takiej sytuacji pomóc może uświadomienie sobie, z czego wynika moje przekonanie, którego się tak sztywno trzymam, a potem odpowiedź na pytanie, czy naprawdę tak musi być w mojej relacji. Uświadomienie sobie odpowiedzi na nie sprawi, że będę skłonna bardziej otworzyć się na to, czego chce partner. Trzeba się nawzajem posłuchać i usłyszeć, jak kto sobie wyobraża podział obowiązków, a potem uzgodnić, jak ma wyglądać to u oczywiście zrobić to na początku wspólnego zamieszkania, choć częściej nie uzgadniamy takich rzeczy, bo jesteśmy przekonani, że jakoś to będzie albo pewni, że partner ma dokładnie taką samą wizję relacji i podziału obowiązków jak ja. Potem okazać się może, że wcale tak nie jest. Mamy więc wizję związku idealnego, w którym wiele rzeczy układa się samo, życie jednak weryfikuje takie wyobrażenia i często jednak trzeba wiele spraw dogadać. To może pomóc uniknąć wielu trudnych sytuacji rozmowę można odbyć na każdym etapie związku, nie ma tak, że potem już nie wypada wracać do tego tematu. Kiedy zauważamy, że coś jest nie tak potraktujmy to jako impuls do rozmowy i uzgodnienia jak to ma wyglądać. Może taki podział obowiązków rozwiąże część naszych problemów. To, jak się poczujemy po takiej rozmowie, będzie dla nas sygnałem, czy naprawdę o to jeszcze może kryć się pod złością na przykład o rozrzucone na podłodze skarpetki?Czasami jest to tylko złość, że znowu skarpetki leżą na ziemi, a nie w koszu na brudną bieliznę. Ale czasami ta bardzo prozaiczna sytuacja może wiązać się z dużo ważniejszymi tematami. Kiedy na przykład widzę, że mój partner nie zmywa po sobie naczyń albo ogląda wieczorem telewizję zamiast położyć się ze mną do łóżka, może to przywoływać skojarzenia z jakimiś doświadczeniami z przeszłości. I zamiast zwykłej złości na to, że tak postępuje poświęcamy tej sytuacji o wiele więcej uwagi niż to warte, np. wyobrażamy sobie, że nasz partner nie dba o nas, nie szanuje nas, nie miałam w przeszłości takie doświadczenie z rodziną, że czułam się tam nieważna, pomijana, to wtedy łatwo mi pomyśleć, że taki niepozmywany talerz znowu oznacza, że nikt się ze mną nie liczy, jestem nieważna dla swojego partnera. Jeżeli byłam traktowana w sposób agresywny, to mogę to odbierać wręcz jako wrogość albo jeśli miałam dobre relacje z bliskimi, dom, w którym byłam słuchana, gdzie moje potrzeby były spełnione, wtedy najczęściej widzę tylko brudny talerz, a nie wyraz braku zaangażowania, pogardy czy złego zacząć rozmowę i nie wywołać kłótni, kiedy mamy w sobie dużo złości w związku z jakąś sytuacją, gdy jesteśmy zawiedzeni zachowaniem partnera?Kłótnie są potrzebne, ale takie, w których wyrażamy naszą złość i gniew, a nie takie, w których stajemy się agresywni, przymuszamy i dominujemy drugą osobę. Jeśli oprócz gniewu towarzyszy nam w kłótni rozczarowanie, zawód, to najczęściej okazuje się, że partner albo ten związek czegoś istotnego nam nie to uczucie większego kalibru niż sama złość czy gniew, dlatego ważne jest, żeby próbować o tym rozmawiać i wyjaśnić. Tylko to zwiększy szanse na to, że coś się punktem jest sprawdzenie, co wywołało zawód, co to za sytuacja lub zachowanie wywołuje u nas takie uczucie. Np. chcemy umówić się popołudniu na randkę, a partner mówi, że musi zostać dłużej w pracy. Jeśli oprócz zwykłego rozczarowania odczuwam wtedy złość, smutek i zawód, to dobrze jest sprawdzić, jak interpretuję to zachowanie mojego partnera i jakie moje zawiedzione potrzeby stoją za tymi emocjami. Może to potrzeba bliskości, pobycia tylko razem, a może poczucie odrzucenia? Jeśli już mam te informacje, to mogę skierować do swojego partnera prośbę w tej sprawie. I to leży po mojej stronie, a nie partnera, żeby swoje uczucia i potrzeby zakomunikować, a na dodatek poprosić o coś. Bywa to oczywiście bardzo co, jeśli on na to nie odpowie?Robi się kłopot. Bo to, co jest ważne w tym momencie, to żeby bliska osoba odpowiedziała tym samym – wyrażeniem swoich uczuć i odwołania randki mogą być różne – może partner jest bardzo zestresowany pracą, może musi czegoś dopilnować i dlatego odmawia lub ciągle przekłada randki. Ale może powód dotyczy związku, w którym coś nie gra i partner unika konfrontacji. Warto w tym momencie zaznaczyć, że jeśli pojawia się problem, to możemy się kłócić i walczyć, ale możemy też się wycofywać. To jest inny sposób radzenia sobie z czymś, czego nie chcemy. Często nawet sobie tego nie To bywa trudne, bo w związku z kimś, kto jest nam bardzo bliski, chcielibyśmy najwięcej dostać, ale też jednocześnie najbardziej boimy się odrzucenia, boimy się odsłonić. Nikt nie może nas tak bardzo zranić, jak ta najbliższa nam osoba. Powiedzenie: „To zachowanie mnie zabolało, przeszkadza mi, boję się ciebie stracić albo brakuje mi czegoś, czuję się niepewny” - bywa tak trudne, że czasami potrzebna jest pomoc terapeuty. Wtedy warto się po nią czujemy, że nie wszystko jest tak, jak sobie wymarzyliśmy, powinniśmy dążyć do idealnego związku?Do idealnego nigdy. Warto nie tracić nadziei na bliskość, nawet kiedy czasami nie uda nam się dogadać. Dobrze jeśli zdajemy sobie sprawę z tego, co jest nie tak, bo wtedy mamy szansę coś z tym zrobić. Jeśli te „niedogadania” nie są nadmiarowe, jeśli raz traci jedna osoba, raz druga, to można zaakceptować, że nasz związek nie zawsze da nam to, czego oczekujemy i że nie jest idealny. To nic złego. Związek z założenia nie jest idealny i jeśli pogodzimy się z tym i pożegnamy z tą iluzją, będzie nam łatwiej. Można mimo to mieć poczucie szczęścia i jest, kiedy zawsze tylko jedna osoba musi z czegoś rezygnować, coś poświęcić - taka nierówność bardzo szkodzi zrobić, gdy w czasie kłótni zaczynamy obwiniać się o błędy i sytuacje, które popełniliśmy w przeszłości?Najlepiej, aby kłótnia dotyczyła konkretnie tej jednej rzeczy, jednej sytuacji, jednego wydarzenia, jednej sprawy, a nie była kłótnią o wszystko, co się wydarzyło wcześniej. Tylko wtedy ma szansę doprowadzić do rozwiązania, a nie pozostawić nas w poczuciu się trzymać tej zasady, choć to może być trudne. Bo kiedy się kłócimy, często nagle przypominają nam się wszystkie złe momenty z przeszłości naszej relacji. Tak działa nasz mózg, to jest takie nasze ewolucyjne przystosowanie, że trudne, bolesne momenty zapamiętujemy lepiej – ma nas to motywować do ucieczki w sytuacji zagrożenia. I wtedy łatwo o niesprawiedliwe słowa „ty nigdy...”, „ty zawsze...”.Z pomocą może przyjść tu nasza głowa, żeby próbować namawiać siebie samego, aby tego nie robić. Ale warto też wyciągnąć wnioski, że jeżeli jakiś temat wraca do nas tak często, a z nim złe emocje, to zwykle jest to coś ważnego, co nie zostało odpowiednio rozwiązane, zadbane. Nasze rozczarowanie, żal, który mieliśmy o tę sytuację, nie zostały do końca przepracowane, przeżyte, nazwane. Być może nie dostaliśmy od naszego partnera tego, na co liczyliśmy w tej sytuacji. Może zrozumienia, przeproszenia, albo po prostu wysłuchania. Może jednak warto wrócić do tej sytuacji, bo dotyczy czegoś głębszego w naszej relacji. Czasem po prostu nie umiemy odpuścić, wybaczyć...Tak, i nosimy w sobie te krzywdy, które ciągle do nas wracają. To może być problem w relacji, ale może to być też jakiś nasz problem osobisty, którym warto się zająć bardziej może partner nie dał nam tego, co w tej sytuacji było nam potrzebne: nie przeprosił nas za to, źle zareagował. Ale może mam złe doświadczenia z przeszłości, jakieś silne zranienia, które teraz sprawiają, że każda nowa krzywda zostaje we mnie bardzo mocno i choć dostanę to, co powinnam w takiej sytuacji, nadal nie mogę każdym razie jeśli coś do nas często wraca, to jest to sygnał, że chodzi o coś ważnego. Powinniśmy wtedy usiąść z partnerem i porozmawiać, dlaczego to tak często wraca, o co w tym chodzi. Powinniśmy zajrzeć w swoje uczucia, we wspomnienia, przyjrzeć się skojarzeniom i powiedzieć partnerowi wprost: ja potrzebowałam wtedy od ciebie tego czy czegoś innego i tego nie dostałam, porozmawiać o tym, dlaczego tak się stało i dlaczego to w sobie zrobić w sytuacji, gdy jeden z partnerów podczas kłótni zamyka się w sobie i nie chce rozmawiać?To jest bardzo trudne i dość częste. Terapeutka Sue Johnson, która zajmuje się terapią skoncentrowaną na emocjach nazywa taki wzorzec relacji „polką protestacyjną”. Według niej jest kilka wzorców bycia w relacji. Najczęstsza jest taka, kiedy szukamy winnego i nawzajem obwiniamy się i walczymy ze gdy oboje się wycofujemy, nie komunikujemy się ze sobą, nie mówimy o tym co nas boli, dotyka, złości i odsuwamy się od następny to właśnie polka protestacyjna, która polega na tym, że jedna osoba walczy, domaga się czegoś, chce ustaleń, a druga się wycofuje, co najczęściej wywołuje jeszcze większą złość u tej pierwszej osoby i jeszcze większe wycofywanie się jej partnera. Takie wycofanie jest bardzo często reakcją obronną na atak. Nie umiemy sobie radzić ze złością, która nas dotyka, często ma to korzenie w przeszłości i teraz powielamy taki polega na tym, że im bardziej jeden partner naciska, tym bardziej drugi się wycofuje. A im bardziej ten drugi się wycofuje, tym bardziej pierwszy naciska. I mamy błędne więc zrobić żeby z tego wyjść?Często osoba atakowana myśli: „Skoro ona/on mnie rani, atakuje, ciągle jest ze mnie niezadowolona/y, jedyne co mogę zrobić to odsunąć się”. A ta druga ma przekonanie: „Muszę naciskać, wymuszać jakąś reakcję, bo on/ona ciągle nie reaguje”. Trzeba wtedy zajrzeć głębiej. Często osoba, która walczy, robi to dlatego, że kocha, że jej zależy i taki ma sposób domagania się tego czego potrzebuje, np. poczucia bezpieczeństwa czy uwagi. I równie często ta druga osoba także chce tego samego, ale tak bardzo boi się to pokazać i tego że może zostać zraniona, że woli się odsunąć, aby nie odczuwać bólu. Jeżeli udrożnimy komunikację między sobą najczęściej udaje się dogadać. W rozmowie najlepiej skupiać się jednak na sobie, a nie na to?Bo to, co nas pozytywnie wzmacnia, napędza, nakręca, gdy mamy dużo złości w sobie, to mechanizm szukania winnego. Dlatego, gdy złoszczę się, kiedy partner milczy, gdy znowu nie wrócił do sypialni na noc, najczęściej krzyczę na niego z tego powodu. A on właśnie wtedy się wycofuje i ucieka. Zamknięte się zastanowić się, co ja takiego czuję, czego się boję, że unikam. A kiedy czuję złość, próbować dotrzeć do tego co jest pod tą złością. Najczęściej są to obawy o to, że ktoś nas zrani, że coś stracimy, że nie będziemy blisko, że nie będziemy ważni dla drugiej osoby. Jeśli dotrzemy do tej obawy, to mamy już drogę do tego, żeby zacząć o tym mówić. Jeśli powiemy o swojej obawie, to mamy szansę na to, że ta druga osoba nas wyjść z narastającej kłótni?Dobrze jest się zatrzymać. Oczywiście zależy to od naszych temperamentów i naszego wyposażenia neurologicznego. Bo możemy być „gorącymi” osobami, u których to napięcie szybko narasta i szybko je wyładowujemy. Wtedy rzeczywiście może dochodzić do eskalacji kłótni, która doprowadza do wzajemnego ranienia się i dewastacji związku. Osoba z gorącym temperamentem może szukać metod zatrzymania się. Liczymy do 10, wychodzimy z pokoju na pięć minut albo czasami na dłużej. Ale zawsze zapowiadamy to drugiej osobie, żeby nie uznała, że uciekamy. Zresztą, jeśli zauważamy taki problem, warto ustalić zasady kłótni wcześniej. Możemy przecież powiedzieć drugiej osobie: „Jak poczuję, że już się we mnie gotuje i zaraz zrobię coś takiego, co zepsuje naszą relację, albo powiem coś, co zrobi spustoszenie, to muszę się zatrzymać, nie odbierz tego źle”. Można ustalić sobie jakieś hasło, które będzie oznaczało przerwę, ale nie dlatego, że ja się odwracam i nie chcę więcej rozmawiać, ale tylko dlatego, że nie chcę popsuć bardziej. Szukamy sposobów na wyciszenie się, skonfrontowanie z tym, co mnie aż tak wzburzyło. Kiedy to odkryję, idę krok dalej – szukam, jak to nazwać i jak zakomunikować to partnerowi, jakich słów użyć, by powiedzieć o swoich uczuciach i potrzebach. A więc studzę emocje i wracam do rozmowy, gdy poczuję, że jestem już mamy dwoje takich złośników, to podczas kłótni pojawiają się burze z piorunami, które bardzo trudno jest okiełznać i zatrzymać, przy czym niektórzy to lubią. Bywa, że wyładowanie przynosi ulgę. Jeśli podstawą jest głęboka więź, takie gorące kłótnie nie muszą psuć relacji. Ale myślę, że takie wyładowania nie zastąpią prawdziwej, szczerej rozmowy, która potrzebuje lepszych warunków pogodowych. Oczywiście jest jeszcze trudniej, bo oni nawzajem mogą się nie rozumieć, choć są podobnie siebie nawzajem można wiele dogadać, o ile jest szacunek dla partnera, także w czasie kłótni. Jeśli szanujemy się, chcemy poznać siebie nawzajem, jeśli chcemy się rozumieć i współpracować ze sobą, jest duża szansa, że zbudujemy dobry związek na za: Monika Wysocka, PAP/archiwum dr Wróbel-RakowskiejMarta Wróbel-Rakowska, psycholog i psychoterapeutka

Jeśli naprawdę kochamy drugą osobę, powinniśmy być gotowi na to, że czasami musimy ją puścić. To nie oznacza, że przestajemy jej kochać, ale że dajemy jej możliwość wyboru i wolności. Jeśli naprawdę kochamy drugą osobę, powinniśmy chcieć dla niej tylko tego, co najlepsze, nawet jeśli oznacza to naszą własną stratę. Miłość to tylko słowo, do momentu, kiedy nie nada się mu znaczenia, zanim je zrozumiemy, musimy doświadczyć kilku życiowych lekcji. Uważa się, że prawdziwą miłością kochamy tylko trzy osoby w naszym życiu. Jednak potrzebujemy każdej z tych miłości z zupełnie innego powodu. Pierwsza miłość Często spotyka nas w młodym wieku. Jest to miłość wyidealizowana, wydaje się być jak z bajki. Wchodzimy w to uczucie z przekonaniem, że będzie to nasza jedyna miłość, nie zwracając uwagi na to, że nie zawsze czujemy się w niej do końca dobrze. Wtedy wydaje się, że musimy przełknąć nasze osobiste przekonania, w imię uczucia które nam się przydarzyło, ponieważ głęboko wierzymy, że taka właśnie jest miłość. Na tym etapie, to jak inni nas postrzegają, jest ważniejsze niż to, co naprawdę czujemy. Druga miłość, czyli trudna miłość Uczy nas, kim jesteśmy i jak często chcemy lub potrzebujemy jej doświadczać. Jest to rodzaj miłości, która boli, czy to przez kłamstwa, czy manipulacje, ale jednak boli. Myślimy, że dokonujemy innych wyborów i że ta pierwsza czegoś nas nauczyła, ale w rzeczywistości jest inaczej. Nasza druga miłość może stać się często powtarzanym cyklem, ponieważ myślimy, że jej zakończenie będzie inne niż zwykle. Jednak za każdym razem, kiedy próbujemy, kończy się gorzej niż przedtem. Czasem jest niezdrowa, niezrównoważona lub narcystyczna. Przynosi wysokie stężenie dramatu w związku. Właśnie to sprawia, że ​​jesteśmy uzależnieni od jej fabuły. To emocjonalny rollercoaster, pełen skrajnych wyzwań i upadków, w którym trzymamy się dna, oczekując bycia na powierzchni. Przy tym rodzaju miłości, starania, by mogła ona funkcjonować, stają się ważniejsze od tego, czy rzeczywiście powinna istnieć. Trzecia miłość, czyli ta, której się nie spodziewaliśmy Nigdy nie wiemy kiedy i skąd i nadejdzie. Nie wiemy nawet czy ogóle się przydarzy. To ta, która zazwyczaj wygląda na nieodpowiednią i niszczy wszelkie wypracowane ideały, których trzymaliśmy się do tej pory. To miłość, która przychodzi tak łatwo, że nie wydaje się możliwa. Jest to rodzaj więzi, której nie można wyjaśnić, ponieważ nigdy jej nie planowaliśmy. To miłość, w której spotykamy się z kimś i wszystko zaczyna pasować – nie ma wyidealizowanych oczekiwań co do tego, jak ta osoba powinna postępować, ani też nie ma presji, aby stać się kimś innym. Akceptujemy to, kim jesteśmy i kim jest ta druga osoba. To miłość, która ciągle puka do naszych drzwi, niezależnie od tego, ile czasu potrzebujemy, żeby ją wpuścić. Oczywiście każdy z nas jest inny, być może nie wszyscy doświadczamy tych rodzajów miłości w swoim życiu, może dzieje się tak tylko dlatego, że nie są na nią gotowi. W rzeczywistości musimy naprawdę nauczyć się czym nie jest miłość, zanim będziemy mogli zrozumieć, co tak naprawdę znaczy. Niektórzy potrzebują całego życia, aby nauczyć się każdej z tych lekcji, czasem, jeśli mamy szczęście, może to zająć tylko kilka lat. Są też tacy, którzy raz się zakochają i będzie to ich jedyna miłość aż do ostatniego oddechu. źródło:
Niektórzy nieśmiało, po cichu pragną miłości dla siebie. Jak się okazuje, spełnienie tego pragnienia jest całkiem realne, choć nie dla wszystkich łatwe. Kochamy, bo wiemy, jak się dawać. Możemy to zaoferować nie tylko innym ludziom, ale być może przede wszystkim sobie. Istnieje wiele koncepcji miłości…

Co nas do siebie przyciąga? Dlaczego czujemy tzw. "chemię" do konkretnych ludzi i to właśnie w nich się zakochujemy? Justyna Adamczyk: Czy są jakieś prawidłowości, które decydują o tym, dlaczego ktoś się nam podoba, dlaczego się w kimś zakochujemy? Izabela Cąpała: Psychologowie prześcigają się w teoriach dotyczących takich prawidłowości, na ich temat powstało już mnóstwo książek, artykułów i opracowań. Mnie się jednak wydaje, że nie można udzielić jednej, uniwersalnej odpowiedzi mającej zastosowanie w każdej sytuacji, dla każdej osoby. Trochę generalizując, można powiedzieć, że większość z nas ma pewne ukryte wyobrażenia o potencjalnym, idealnym partnerze, które wynosimy z przeszłości, z obserwacji relacji rodziców, z filmów, czy z własnych doświadczeń. Później one w nieuświadomiony dla nas sposób rzutują na to, w kim się zakochujemy. Na początku znajomości z osobą drugiej płci zwracamy uwagę najczęściej na dwa elementy - pewne podobieństwa występujące między nami oraz atrakcyjność fizyczną. Podoba się nam czyjś uśmiech, długie włosy, piękna figura lub mamy wspólne zainteresowania, studiujemy na jednej uczelni, łatwo odnajdujemy wspólny język i to powoduje, że zaczynamy się sobą interesować... Z jednej strony jest to piękne, gdyż z tego mogą rozwinąć się wspaniałe związki, z drugiej jednak wiąże się to też z pewnymi zagrożeniami dla nas. Warto uświadomić sobie, że my na początku nigdy nie zakochujemy się w drugiej osobie, ale w swoich myślach, którym przypisujemy określone imię i twarz. Gdy spotykamy osobę, która przynajmniej z wyglądu odpowiada naszym ukrytym wyobrażeniom, to potem na ich podstawie zaczynamy przypisywać jej także określone cechy charakteru, które ma nasz wymarzony "ideał". Załóżmy, że podoba mi się jakiś umięśniony mężczyzna, który z wyglądu przypomina bohatera mojego ulubionego filmu. Ja na tej podstawie mogę przypisać mu także cechy tego bohatera, czyli na przykład nabrać przekonania, że on będzie opiekuńczy i przedsiębiorczy. Albo widzę fajną dziewczynę, która uprawia sport, i wyobrażam sobie, że ona w przyszłości będzie troskliwa, będzie wprowadzać dużo pozytywnej energii i radości do naszego wspólnego domu, ponieważ z tym kojarzy mi się aktywność fizyczna. Bywa też tak, że tym, co stoi za tworzeniem własnego obrazu drugiej osoby, jest wielkie pragnienie bycia z kimś. Ta potrzeba może być tak silna, że gdy spotykamy kogoś, kto wykaże nami zainteresowanie, lub kogoś, kto choć trochę się nam spodoba i znajomość będzie rokować nadzieję na to, że będzie mogła się rozwinąć, to wyidealizujemy tę osobę i będziemy projektować na nią nasze marzenia o doskonałym związku. Niestety, nasze wyobrażenia przeważnie okazują się później niezgodne z tym, kim w rzeczywistości jest osoba, z którą weszliśmy w związek. Oczywiście nie jest to reguła, zdarza się, że czasami dobrze "trafiamy", że z czasem przekonujemy się, że ta druga osoba być może nie ma wszystkich cech, jakie jej przypisaliśmy, ale za to ma inne zalety, które nas pozytywnie zaskakują. Niemniej jeszcze raz podkreślę, że to jest coś, na co musimy bardzo uważać - my nie widzimy na początku siebie realnie, takimi jakimi w rzeczywistości jesteśmy. I z tego mogą wyniknąć problemy. Przychodzą do mnie czasem zwaśnione pary, które proszą, bym pomogła im ratować ich związki. Prawie zawsze powtarza się ten sam schemat: oni już dawno zapomnieli o tym, co im się w sobie podobało, mówią do mnie: "Jak mam dalej ją kochać? Przecież to jest zupełnie inna osoba niż ta, która mi się kiedyś podobała". Tyle że to nie jest inna osoba, ona jest cały czas ta sama. Tylko to jej małżonek dopiero po pewnym czasie bycia z sobą, gdy emocje zakochania trochę opadły, zaczął dostrzegać ją taką, jaka ona jest w rzeczywistości. Wspomniała Pani o tym, że tym, co nas do siebie przyciąga, są pewne podobieństwa. Bardzo popularna jest jednak też odwrotna teoria mówiąca, że przyciągają nas do siebie przeciwieństwa. Na przykład grzecznej, spokojnej, cichej dziewczynie może podobać się chłopak, który będzie typem wielkiego imprezowicza. W której teorii jest więcej prawdy? Myślę, że na samym początku, jak poznajemy drugą osobę, tym, co przyciąga naszą uwagę, są podobieństwa. Potrzebujemy mieć jakiś element zaczepienia, na bazie którego możemy zacząć rozwijać naszą znajomość. Gdy tylko będziemy mieli jakieś wspólne zainteresowania, wspólną pasję, na przykład oboje będziemy lubić uprawiać sport, czy tańczyć, to będzie stwarzało nam to możliwość spędzania czasu razem i dawało nam tematy do rozmowy. Natomiast rzeczywiście może być tak, że równocześnie obok podobnych zainteresowań, będziemy poszukiwać u drugiej osoby także pewnych cech charakteru, które będą przeciwstawne do naszych. Przeważnie za tym znowu będą stać nasze wyobrażenia, tyle że już nie tylko na temat wymarzonego "ideału", ale też nas samych. Jeśli myślę o sobie, że jestem wycofana, nieśmiała, introwertyczna, czuję, że brakuje mi otwartości, łatwości w nawiązywaniu kontaktów z innymi ludźmi, to bardzo możliwe, że będę chciała wybrać sobie partnera, który będzie - przepraszam za słowo - nosicielem cech, które będą wobec moich komplementarne. Nieświadomie mogę poszukiwać "wybawiciela", który sprawi, że w przyszłości poczuję się lepiej i pewniej. Tyle że znów te wyobrażenia na temat drugiej osoby oraz na nasz własny temat nie muszą być zgodne z rzeczywistością. Mężczyzna, który na wszystkich imprezach uchodzi za tak zwaną duszę towarzystwa, zabawiając wszystkich i opowiadając dowcipy, może wydawać się nam silny, zaradny, przedsiębiorczy, możemy być przekonane, że on w przyszłości zapewni nam byt, zaopiekuje się nami. Tylko że potem, gdy jesteśmy parą już od roku czy od dwóch, zaczynamy dostrzegać, że on sam w życiu także ma różne problemy, wcale nie jest taki przedsiębiorczy, zaradny i troskliwy, jak się nam wydawało, i bynajmniej nie podaje nam herbaty do łóżka, kiedy jesteśmy chore. Można powiedzieć, że im "dalej w las", tym bardziej stykamy się z prawdziwą osobą. I jesteśmy rozczarowani, czujemy się oszukani, bo ta druga osoba nie jest taka, jaka była kiedyś. Tylko czy ona rzeczywiście taka była, czy my tylko sobie ją w określony sposób wyobrażaliśmy? Myślę, że zawsze powinniśmy sobie postawić pytanie: z kim właściwie jestem? Czy ze swoimi wyobrażeniami na temat drugiej osoby, czy z realną osobą, która ma też różne wady, która nie zawsze sobie ze wszystkim radzi? Chciałam też zwrócić uwagę na to, że - tak jak powiedziałam przed chwilą - nie tylko wyobrażenia o drugiej osobie, ale także i te wyobrażenia o nas samych mogą być fałszywe. Możemy na przykład, tak jak w przytoczonym wcześniej przykładzie, być nieśmiali, czuć się niepewnie w obcym towarzystwie i wyobrażać sobie, że potrzebujemy "ratownika". Tymczasem to wcale nie musi być prawdą, możemy sobie nie uświadamiać, że mamy w sobie inne cechy, które będą sprawiać, że w przyszłości będziemy fantastycznymi mężami, żonami, ojcami, matkami i że mamy naprawdę bardzo dużo do zaoferowania drugiej osobie. Już trochę o tym powiedzieliśmy, ale sądzę, że warto to rozwinąć: skąd się biorą te nasze wyobrażenia? Czy możemy coś zrobić, aby one nami nie rządziły? W każdy nowy związek wchodzimy ze schematami, jakie wynieśliśmy z domu rodzinnego, z poprzednich związków i innych swoich doświadczeń. Gdy pracuję z osobami, które mają problemy "związkowe", staram się im pomóc uświadomić, jaki schemat ich uwiera, co takiego doświadczyły we wcześniejszych związkach oraz przede wszystkim w relacjach z rodzicami, co ma przełożenie na ich obecną postawę. Dopóki w jakiś sposób nie zobaczymy siebie, swoich wyobrażeń, swoich oczekiwań i ich nie odstawimy, będziemy mieli trudność z tym, aby nawiązać kontakt z prawdziwą osobą, będziemy ciągle kręcić się w wymyślonym schemacie. Potrzeba więc indywidualnej pracy nad sobą, aby zrozumieć, kim jestem, z czym wchodzę w życie, co mnie ukształtowało. Czyli podsumowując, można powiedzieć, że zanim wejdziemy w relację z drugą osobą, powinniśmy najpierw popracować nad poznaniem siebie? Oczywiście, idealnie byłoby poznać i zrozumieć siebie, myślę jednak, że nie zawsze jest to w pełni możliwe. Nie chodzi też o to, byście obowiązkowo przed rozpoczęciem związku wybierali się na terapię do psychologa (śmiech). Chciałam Was jedynie zachęcić do tego, byście wchodząc w nowe relacje, byli ostrożni, mieli świadomość, że nasze wyobrażenia co do drugiej osoby nie muszą być prawdą, że ta druga osoba zawsze jest żywym człowiekiem ze swoimi wadami, problemami, ranami, a nie naszą wyidealizowaną projekcją. I co za tym idzie, byście się starali poznawać takimi, jakimi jesteście naprawdę, by decyzje o wchodzeniu na poważniejsze etapy związku (wyznanie miłości, narzeczeństwo, małżeństwo) były poprzedzane długimi, szczerymi rozmowami o swoim życiu, wyznawanych wartościach, wizjach małżeństwa i rodziny oraz wspólnym przejściem choć przez kilka trudnych sytuacji, które są momentem weryfikacji cech drugiej osoby. A jak już się dobrze poznacie, byście zadali sobie pytanie: czy jestem gotowy kochać tę realną osobę z wszystkimi jej zaletami i wadami?

Co nas kręci, co nas podnieca, czyli wyznaczniki atrakcyjności interpersonalnej. Najważniejsze wyznaczniki atrakcyjności dotyczą takich obszarów, jak częstość kontaktów, zalety danej osoby, jej atrakcyjność fizyczna, stopnień podobieństwa do nas oraz zachowania, jakie ta osoba na nas kieruje. Sprawa niby prosta, ale jeśli
Liczba osób żyjących samotnie, popularnie zwanych singlami rośnie w każdej grupie wiekowej. W latach 70-tych liczba osób, które moglibyśmy określić tym mianem wynosiła mniej niż 10 % , dziś GUS szacuje, że co czwarty Polak żyje samotnie, a za 10 lat liczba osób żyjących w pojedynkę przekroczy 10 milionów. Te trendy są widoczne na całym świecie. Szansa na to, że na jakimś etapie swojego życia będziemy bez pary jest właściwie równa 100 %. Singiel to już dziś nie tylko 25- latek który skacze z kwiatka na kwiatek, ale także 40-latka po rozwodzie, czy 50 -letnia wdowa. Czy można w ogóle być szczęśliwym singlem, a jeśli tak to jak? Czemu warto uczyć się bycia samemu i nie wiązać całego swojego jestestwa z partnerem? O singlach można powiedzieć wiele, ale tak naprawdę większość to stereotyp. Nie można jednym zdaniem określić całej kilkumilionowej grupy, każdy jest sam z trochę innych powodów i próba analizy całego zjawiska z góry skazana jest na klęskę. To co się zmieniło na przestrzeni lat to z pewnością większa tolerancja dla różnych modeli życia, chociaż ciągle bycie w parze jest w ścisłym top i jeśli myślimy o tym jak biologicznie zaprogramowała nas matka natura, to z pewnością stwierdzimy, że nie jesteśmy specjalnie predestynowani do życia w pojedynkę. Skąd się wzięli single? Dziś osób żyjących bez partnera jest dużo więcej niż jeszcze 20 czy 50 lat temu. Socjologowie mówią o różnych przyczynach tego zjawiska – rosnącej polaryzacji, większych wymaganiach, bogaceniu się społeczeństwa, które pozwala nam utrzymać się nawet w pojedynkę, wreszcie znacznie większej tolerancji dla takiego wyboru czy życiowej konieczności, bo bycie singlem nie zawsze jest wyborem. Dziś ludzie patrzą na życie trochę inaczej i dla mnie jest to pozytywne zjawisko. Nie ma jednego, idealnego sposobu na życie i to że do tej pory prawie wszyscy robili tak samo, żyli na jedną modłę, wcale nie oznacza, że to było dobre, czy że nam służyło. Samotność w pojedynkę bywa dojmująca, ale wcale nie oznacza, że musi się pojawić, bo bycie bez pary, nie oznacza, a przynajmniej nie powinno oznaczać izolacji od ludzi, z którymi wchodzimy w różne, nie zawsze romantyczne relacje. Samotność pojawia się przecież także w związkach. Wyobcowania i i poczucia samotności doświadczają także miliony ludzi, żyjących w parach, nie tylko Ci, którzy rano przewracają się na bok w pustym łóżku. Czy bycie singlem oznacza samotność? I czy bycie szczęśliwym bez pary jest w ogóle możliwe? “Samotność to nie jest taki potwór, jak się nam wmawia” pisze terapeutka Kasia Miller, w felietonie o singlach w “Zwierciadle”. Samotność jest okropna wtedy, kiedy podchodzimy do tworzenia związków z innymi ludźmi jako do sprawdzianu swojej wartości, jak do egzaminu z bycia “kimś”. Jeśli mamy w sobie dziurę, ziejący krater, to nikt i nic poza nami samymi go nie zapełni. Związkiem się tego nie robi i nawet jeśli w niego wejdziemy to szanse na powodzenia, na to, że po okresie pierwszej euforii i szaleństwa to szczęście utrzymamy, są marne. No ale czy single w ogóle mogą być szczęśliwi, a jeśli tak to jak? Po pierwsze, jeśli warunkujemy szczęście tym co na zewnątrz – a bycie w parze, otrzymywanie od kogoś atencji, czasu, miłości jest czymś na co nie do końca mamy wpływ- to zawsze znajdziemy powód do tego, aby być nieszczęśliwym. Jakiś procent populacji nie zbuduje w okresie całego życia długiego, wieloletniego romantycznego związku i to wcale nie dlatego że są brzydsi, głupsi, wybrakowani czy mają deficyty natury emocjonalnej. Społeczeństwo oparte na konserwatywnych wzorcach wmawia nam, że szczęście daje tylko jeden model życia ( rodzina, dzieci), ale rzeczywistość pokazuje, że jest inaczej. Osoby trwale lub tymczasowo bez pary nie muszą być samotne, smutne i depresyjne, wręcz przeciwnie. Informacje pochodzą z mojej nowej książki o związkach i miłości. Znajdziesz ją TUTAJ. Jest olbrzymia różnica jakościowa pomiędzy kimś kto przynajmniej akceptuje stan bycia bez pary i nie traktuje go niczym trądu, a osobą, która tkwi w samotności niczym w klatce. Ta pierwsza ma wiele opcji, tej drugiej one raczej nie zadowolą, bo jej jedynym celem jest poznanie partnera i zmiana statusu z “singiel” na “zajęty”. Jeśli jesteś w tej drugiej grupie, rozważ czy desperacja, usilne poszukiwanie kogoś, przy kim nie będziesz się czuć samotna / samotny ma sens. Jeśli jednak akceptujesz, że singlem się jest/bywa – to możesz wieść naprawdę fajne i spełnione życie, pełne szczęścia, radości i satysfakcji. Co robić aby być szczęśliwym singlem? Nie pogrążaj się w samotności. To najgorsza opcja. Życie nie składa się tylko z romantycznych i intymnych relacji – poza tym jest jeszcze całe ogromne spektrum możliwości. Wychodź, spotykaj się, bywaj, miej pasje, otaczaj się ludźmi, z którymi masz coś wspólnego, nawet jeśli to nie jest typowe randkowanie. Rozwijaj się! “Okres 2 lat kiedy byłam sama, bez pary, mimo że po 30 -tce to z perspektywy czasu jeden z najlepszych i najbardziej twórczych w moim życiu – napisała mi znajoma Ania. To wtedy, będąc kompletnie bez nikogo i nie angażując się w żadne miłosne relacje, odkryłam kim jestem, czego chcę, odnalazłam pasję, zmieniłam swoją drogę zawodową i uporządkowałam emocje. Wcześniej wchodziłam w związki z rozpędu. Tydzień po rozstaniu z wcześniejszym partnerem myślałam o znalezieniu kolejnego. Tym razem zrobiłam zupełnie inaczej i dziś z perspektywy 3 lat w bardzo dobrym, dojrzałym związku, mogę powiedzieć, że tamte dwa lata to była najlepsza inwestycja w siebie i przyszły związek jaką mogłam poczynić.“ Nie traktuj tego tak poważnie! Nie myśl o znalezieniu kolejnego partnera w kategoriach być albo nie być – nie każda znajomość musi skończyć się na ślubnym kobiercu – nie traktuj każdego napotkanego faceta/kobiety jako kandydata na męża/żonę – nie odbieraj też niepowodzeń w tej kwestii jako wyznacznika tego czy warto/nie warto szukać. Bądź otwarty/otwarta. Bardzo często niepowodzenia w znalezieniu partnera wynikają z tego, że mamy w sobie określony, wyimaginowany obraz idealnego związku i tej osoby, z którą chcemy go stworzyć. Przeczytaj historię o panu Cześku i Grażynce , sprawdź własne projekcje. Ciekawe wnioski zawiera choćby raport o singlach przeprowadzony przez portal Sympatia. Wynika z niego między innymi, że blisko 35 % osób w wieku 25-39 lat wyklucza związanie się z kimś kto ma dzieci z poprzedniego związku, 20 % nie związałoby się z osobą po rozwodzie. Wiele osób, w innych badaniach deklaruje ciągle przywiązanie do terminu swoistego mezaliansu i wyklucza związek pomiędzy osobami o różnym statusie zawodowym/materialnym czy pochodzeniu. Jeśli będziemy do związków podchodzić jak do kupna auta, które ma być idealne, to z całych poszukiwań mogą wyjść nici, a sam proces nasz głęboko unieszczęśliwi. Czerp radość z codzienności i bądź wdzięczna/wdzięczny. Życie, w którym umiemy się cieszyć tym co mamy jest zawsze lepsze. Czy w parze, czy w pojedynkę. O tym więcej tutaj. 6 prawd o miłości, które musisz znać, żeby kochać naprawdę Ucz się bycia samemu także w związku Może stwierdzisz, że to skrajny pesymizm, ale dla mnie to raczej realizm. Żyjemy coraz dłużej, mamy zupełnie inne priorytety niż kiedyś, a bycie samemu czy po rozwodzie, przestało być stygmatem. Czy nam się to podoba czy nie, blisko połowa małżeństw się rozpada. Danych na temat rozpadania się długoletnich związków partnerskich nie znalazłam, ale z pewnością nie są bardziej optymistyczne. Ze wspomnianego już raportu o singlach wynika, że większość z nas ma za sobą około 3-5 zakończonych związków. Niektóre trwały kilka miesięcy, inne kilka lat, ale szanse na to, że nawet w idealnym z dzisiejszej perspektywy małżeństwie dożyjemy wspólnie starości nie są nigdy równe nawet 50 %. Czy nam się to podoba, czy nie, w życiu bywa różnie. Z tego właśnie powodu, warto nie traktować bycia w parze jak tlenu i nie inwestować WYŁĄCZNIE, w taką relację. Nie, nie oznacza to szukania alternatyw czy stania na jednej nodze. Nie, nie jest to nic złego. Warto, aby ludzie w związku mieli oprócz siebie COŚ JESZCZE. Nie tylko wspólny dom, dzieci i psa. Także coś swojego, własną pasję, znajomych, pracę, odskocznię od bycia we dwoje. Jeśli związek absorbuje nas w 95 % to niech znajdzie się chociaż miejsce na to 5 %, w którym wyrazimy siebie poza związkiem, w inny sposób. To ważne i czasem po prostu ratuje przed wpadnięciem w czarną dziurę kiedy związek się kończy albo dzieje się w nim coś złego.
Ostatecznie to nie słowa, a gesty udowadniają, jak bardzo kochamy drugą osobę. Szymon Majewski takich gestów zrobił zdecydowanie powyżej średniej. Najbardziej imponującą rzeczą wydaje się tatuaż, który prezentuje się na ramieniu dziennikarza już dziesięć lat. „Zrobiłem na 18. rocznicę tatuaż.

Nie wiem, czy jest takie drugie miejsce, gdzie można spotkać ludzi z prawie każdego miejsca na świecie, jak lotnisko. We wtorek ruszyłem w kolejną podróż misyjną z naszymi Programami i już to wystarczyło, żeby się znaleźć na 4 lotniskach. Od zdominowanego przez Polaków (lotnisko Chopina w Warszawie), po zdominowane przez Kolumbijczyków – w Cartagenie. Największe jednak było po drodze, w Amsterdamie. Ilość twarzy z całego świata po prostu drugie na świecie lotnisko (podobno po Singapurze), gdzie rzeczywiście zatroszczono się o pasażerów. Jest tyle różnych zakątków, gdzie można wygodnie się położyć (wielkie materace-poduszki), wygodnie odpocząć (rozłożone fotele) czy coś zjeść (od McDonald’s po restauracje z wielu kręgów świata), czego nigdzie indziej nie spotkałem. Wszędzie informacje, ile minut do którego terminala, wszystko czytelnie opisane i zrobione z myślą o pasażerach. Teoretycznie wszędzie powinno być podobnie, bo przecież lotnisko to lotnisko, ale okazuje się, że także w tej dziedzinie można myśleć inaczej. Także z perspektywy potrzeb pasażera, który czasem spędza całe godziny oczekując na samolot (ja miałem prawie 5 godzin oczekiwania).Szacunek okazywany drugiej osobie wyprowadza nas samych z zamieszkiwania w sobie i pozwala widzieć świat oczami drugiej osoby. Pozwala nam dostrzec nasze różnice i umieć się nimi zachwycić, zamiast na nie się wkurzać. Szacunek jest dla nas samych szansą na przekroczenie siebie i na pamięcią o Wasks. Jarosław SzymczakFormuła, do której tak się przyzwyczailiśmy. Brać, to według słownika: „obejmować w posiadanie”, ale zestawione z kimś drugim – “biorę Ciebie” – przestaje być tak oczywiste. A jednak ciągle trzymamy się tej formuły, nawet nie za bardzo ją tłumaczymy, bo uważamy, że to zrozumiałe same przez się, że przecież nie bierzemy na siłę, że nie chodzi o ubezwłasnowolnienie ani o uprzedmiotowienie i że od razu połączone ze ślubowaniem miłości, wierności i uczciwości małżeńskiej oraz “że cię nie opuszczę aż do śmierci”.A jednak towarzysząc przez tyle lat małżeństwom w kryzysie (czy wręcz opuszczonym małżonkom), zauważam, że ten element nie jest taki oczywisty, że właśnie ta prosta formuła: „wziąć kogoś” oznacza ogromną odpowiedzialność, z której ludzie zbyt szybko rezygnują. Ona bądź on nie jest taki jaki miał być, moje „delikatne” sugestie zmiany nie są brane pod uwagę i zaczynamy się zwalniać z pozostałych elementów: miłość już nie jest wysiłkiem kochania całej drugiej osoby, tylko staje się uczuciem, które może zaniknąć; wierność jest narażana przez swobodne rozmowy i zachowania wobec osób płci przeciwnej, a uczciwość małżeńska sprowadza się do przynoszenia pieniędzy do domu lub wykonywania w nim wszystkich z najpiękniejszych owoców naszych Programów jest moment, kiedy małżonkowie podejmują świadomie swoje małżeństwo jako swoje osobiste powołanie, jako miejsce wzrostu i walki, jako zadanie dla siebie, by kochać całym sercem, bez warunków, bez „ale” i bez zastrzeżeń. Biorę i ślubuję, bo sam siebie oddałem aż do Jarosław SzymczakCoraz bardziej popularne, przynajmniej medialnie, sprawiają, że dziś wszyscy myślą o miłości, swoich ukochanych i bliskich. Oprócz komercyjnej przesady i tyranii powinności, która czasem może śmieszyć (jak ten gościu, który długo wybierał jakąś stosowną kartkę na Walentynki i wreszcie zdecydował się na jedną z nich: „Dla jedynej” – i poprosił o 10 sztuk), jest też drugi wymiar tego święta, kiedy uświadamiamy sobie, jak ważną jest rzeczą komunikowanie drugiej osobie, że jest dla mnie najważniejszą osobą na pierwszy w Programie ma mi pomóc zobaczyć prawdziwą osobę, która jest przy mnie, a nie jej czy jego idealistyczne, moje własne, wyobrażenie. Jesteśmy zaproszeni, żeby każdego dnia na nowo odczytywać jej/jego piękno, wartości, zalety i mieć pretensję, że mężczyźni kupują kwiatki kobietom tylko raz w roku – 8 marca, można mieć pretensję, że trzeba wielkich kampanii reklamowych, żeby mężczyźni coś dobrego powiedzieli (i/lub podarowali) ukochanej w Walentynki, ale też zamiast zmieniać jego, żeby robił to częściej, mogę zmienić siebie i przyjąć ten dar najpiękniej jak życzeniami najpiękniejszych spotkańKs. JarosławTak deklarujemy w czasie Programu. I przypominamy sobie o tym, kiedy konfrontujemy się z jakąś naszą idealistyczną wizją wobec swojego męża czy żony. Powstrzymujemy się wtedy, żeby nie zwrócić krytycznej uwagi, żeby nie marudzić i nie komentować. Mobilizujemy się wtedy, żeby pozwolić drugiej osobie na bycie sobą, nie zaś wierną kopią mojego wymyślonego jednak włożyć jeszcze większy wysiłek nie tylko w to, żeby pozwolić drugiej osobie na jej własne życie, ale też zastanowić się, co konkretnie mogę dziś zrobić, żeby zmienić siebie. Więcej uśmiechu, więcej wsłuchania się w to, co inni do mnie albo przy mnie mówią, serdeczne zainteresowanie się, co słychać u kogoś; długo odkładany telefon do kogoś, kto czeka…Co dziś konkretnie mogę zrobić, żeby ludzie dookoła mnie poczuli się lepiej, żeby zobaczyli świat od piękniejszej strony, żeby usłyszeli, że są ważni, dobrzy i interesujący?Zmienić siebie wcale nie musi oznaczać wielkiej i intensywnej pracy nad sobą. Może oznaczać po prostu zapomnienie o sobie – “jaki to jestem ważny”. Zmienić siebie oznacza zauważyć obok siebie kogoś innego, kogoś, o kogo mogę się zatroszczyć, komu mogę przynieść odrobinę radości, nadziei czy zainteresowania. Czasem ta zmiana siebie oznacza postawienie naprzeciwko siebie zamiast lustra – kogoś drugiego, którego już dawno przestałem modlitwą za wszystkich AbsolwentówKs. Jarosław Szymczak…towarzyszyła odnowieniu przyrzeczeń małżeńskich na ostatniej edycji Programu 1, który zakończył się wczoraj we Wrocławiu. Biała róża jako symbol ostatniego kroku— rozumianej bardzo szeroko: od czystości intencji po przejrzystość zawartości mojego komputera, od czystości małżeńskiej po czysty i jasny przekaz tego, kim dla mnie szósty zawiera bowiem w sobie streszczenie wszystkich poprzednich. Od łagodności przez szacunek i dar z siebie, od troski o codzienny rytuał po spokojny czas na komunikowanie sobie tego, co dla nas oczyszcza nasze oczy z widzenia w drugim tylko wad, szacunek jest bardzo klarownym przykładem respektu dla godności drugiej osoby, dar z siebie jest najczystszym wyrazem miłości, rytuały w sposób oczywisty pokazują, że nie wyobrażam sobie żadnego dnia bez spędzenia choćby odrobiny czasu razem a dialog jest zaglądaniem do swoich wnętrz, rozświetlonych pragnieniem zrozumienia drugiej w czasie Mszy św. na zakończenie Programu byliśmy świadkami nowego początku, „nowej drogi życia”, które choć może trwać i lat 34 czy lat 25, czy choćby 7 czy 8 albo nawet tylko 2, to i tak jest zawsze zaproszeniem do nieustannego odnawiania się w Jego łasce, żeby bardziej być mężem i wdzięcznością za Waszą modlitwę za ProgramKs. Jarosław Szymczak…każde z małżonków myśli trochę o czym niej – to nawet nie wynik końcowy czegoś, co musi się wydarzyć na długo przed, i co jest dowodem, że są blisko, że są razem, że się rozumieją i są dla siebie ważni, ale i zachowuje świadomość, że to, co ich połączy, może też mieć cudownie i niezwykłe konsekwencje, które choć takie są, to może jednak nie teraz, nie w tym czasie powinny nastąpić lub odwrotnie, są szczególnie upragnione – niekiedy nawet tak bardzo, że ta pierwsza część trochę ginie z niego – to potrzeba chwili, stale gotowe do zrealizowania pragnienie bycia tak wyłącznie i tak wyjątkowo nawet samo pisanie o tym, pokazuje jak daleko widoczne są te różnice. 🙂Kiedy czytam komentarza pod moimi różnymi wypowiedziami w mediach o czystości małżeńskiej czy o konieczności świadomego troszczenia się o relację, czy o antykoncepcji, większość komentatorów męskich nie szczędzi mi uwag krytycznych i przysłowiowego „hejtu”. Bo jakim prawem ksiądz im będzie zabraniał „wypróbować się”, „czerpać pełnymi garściami z przyjemności”, tym bardziej, że partnerka też tego chce i dlaczego jak pies ogrodnika zabrania im czegoś, o czym nie ma zielonego pojęcia… Same jednak wypowiedzi często pokazują, że komentujący myślą tylko o przyjemności, o własnych korzyściach, o użyciu (nie tylko drugiej osoby, ale przecież i siebie samego, zredukowanego do kategorii przedmiotu). Z pola widzenia dawno zniknęła troska o drugą osobę, gdzie znakiem miłości może być zarówno sam akt małżeński, jak i równorzędnie powstrzymanie się od o seksie – myśleć nam trzeba o tym, jak powiem, jak pokażę i jak dam odczuć drugiej osobie, że kocham ją najbardziej na świecie i że jestem szczęściarzem mogąc z nią być i iść razem z nią przez całe pozdrowieniami z P1 we WocławiuKs. Jarosław SzymczakTo kolejny dzień, gdy Absolwenci ostatniej edycji Programu JA+TY=MY z Łomianek podejmują zadanie domowe na dziś. Przypominają sobie kroki z Programu i uczą się wdrażać je w codzienność. Dla wielu ludzi są to po prostu kolejne dni roku, a dla uczestników „Jedynki” – okazja do zatroszczenia się o relację. Wszystko dookoła może być takie same, ale kiedy kochamy drugą osobę, to rzeczywistość jest rozświetlona tą czy kolacja przyrządzona, żeby sprawić mężowi przyjemność, przyniesiony kwiatek czy drobny upominek, żeby zrobić żonie miłą niespodziankę, powodują, że stajemy się sobie bliżsi, że jest dookoła nas cieplej, serdeczniej i radośniej. Rośnie w nas poczucie bezpieczeństwa, świadomość, kim dla siebie jesteśmy i jak nasz świat byłby inny, gdyby mojego najdroższego/mojej najdroższej też rodzi się w nas pragnienie, żeby podarować nie tylko coś z siebie czy od siebie, ale coś największego i najważniejszego – całego i całą siebie. W akcie tak niezwykłym, doniosłym i tak pełnym w znaczenia, że może stać się pieczęcią daru. Jak uroczyste pieczęcie na najważniejszych aktach prawnych. Jego piękno polega także na tym, że za każdym razem możemy wnieść w niego to wszystko, co jest przez nas wypracowywane dzień po dniu w wysiłku przekraczania siebie dla dobra drugiej pamięcią o wszystkich Absolwentach „Jedynek”ks. JarosławTak też może być, że jeden dialog szkodzi drugiemu. Zwłaszcza jeśli ten pierwszy nie został dobrze wychowany. Chodzi oczywiście o nasz dialog wewnętrzny. Pewnie czeka nas w tej dziedzinie długi wysiłek, ale nie ma nic przyjemniejszego, niż słuchać siebie, jak opowiadam sobie w myślach o dobrych stronach życia, o wspaniałych wyborach, których mogę dokonać i jakim jestem szczęściarzem, będąc otoczony tak dobrymi ludźmi powtarzamy sobie w czasie Programu, że nie zmieniamy innych, ale jesteśmy w stanie zmienić siebie. A pierwszym elementem tej zmiany może być transformacja dialogu wewnętrznego. To tak jak z rachunkiem sumienia: czy będziemy go robić komuś innemu, czy też sobie samemu. Rachunek sumienia dalej będzie rachunkiem sumienia, ale jak istotna zmiana nastąpi, gdy zamiast rozliczać innych, u siebie poszukamy obszarów do więcej dobrego dialogu wewnętrznego, tym piękniejszy staje się nasz dialog z ognia walki o lepsze jutro dla małżeństw i z prośbą o modlitwę wsparcia dla kończących dziś Program 1 w Łomiankachks. JarosławI znowu w tonie dopowiedzi, tym razem do wpisu Gosi, która pokazała nam ogromne konsekwencje naszych komunikatów, które coś jednak nam robią. I to często coś możemy zrobić, jeżeli nasi najbliżsi po prostu nie potrafią zmienić swoich komunikatów i ciągle nas na nowo ranią? Pamiętając o zasadzie z Programu JA+TY=MY i kolejnych – że nie zmienimy innych, za to siebie jak najbardziej możemy – jesteśmy w stanie zadbać o jeszcze inny rodzaj dialogu wewnętrznego. Podobnie jak mamy zatroszczyć się o komunikowanie dobrych słów do naszych najbliższych (i szerzej), tak samo musimy dbać o dobre słowa dla siebie. Bo kiedy nieustannie krytykujemy siebie samych w myślach, obarczając się ciągle winą, to niełatwo nam przyjdzie zmienić strategię wobec innych; kiedy u siebie ciągle dostrzegamy rzeczy wymagające naprawy, to samo będziemy dostrzegać u miłowania innych „jak siebie samego” ma także i takie konsekwencje, że kiedy siebie nie miłujemy, to nie otrzymają tego także nasi bliscy. Troska o dobre słowa względem siebie to konieczność, a nie luksus. To obowiązek wobec naszych najbliższych. I wcale nie jest to jakimś przejawem samouwielbienia czy całkowitym odjazdem od własnych ograniczeń i słabości, ale jest umiejętnym komunikowaniem dobra. „Lubię siebie w tym kolorze”, „lubię eksperymentować w kuchni”, „nie jest to dziedzina w której coś bym umiała, ale lubię się ciągle czegoś nowego uczyć”. Itd. Z naszym „magicznym” ( 😉 ) „ale to dobrze, bo”, które pozwala skierować spojrzenie na to, co dobre, bardziej kolorowe czy ciągnące w powiedziałaś/eś już dziś sobie coś dobrego? Dla dobra swoich najbliższych, oczywiście. 🙂Zawsze z pamięcią i dobrym słowem dla każdej i każdego z Wasks. JarosławW kluczu wpisu sprzed kilku dni chciałbym dziś poruszyć stary temat: dialog wewnętrzny kierowcy, bo wszyscy kierowcy go mają. Generalnie jest cichy, ale bywa też dialogiem prowadzonym głośno i to niezależnie od uczestników, więc czasem, gdy jadę z kimś jego/jej samochodem, jestem zaproszony do uczestniczenia w nim. Czy chcę, czy nie. 🙂Słucham też swojego dialogu wewnętrznego, który na przestrzeni tylu już lat prowadzenia Programów jakoś niezauważalnie się zmienił. To znaczy teraz zauważalnie, ale jak się to stało i kiedy – nie umiem miejsce różnych określeń stanów umysłowych innych kierowców (bo to zawsze dotyczy innych kierowców), nagle pojawiły się usprawiedliwienia: „pewnie się spieszy do domu”, „miał ciężki dzień, co przekłada się na jego styl jazdy”, „pewnie już kilka minut temu powinna być pod szkołą, żeby odebrać dzieci; znowu czeka ją nieprzyjemna rozmowa i dlatego nie patrzy jak jedzie.”Żeby nauczyć się tego języka wystarczy posłuchać swoich własnych usprawiedliwień na „światłowe” czy „klaksonowe” komentarze do naszej jazdy. Skoro mamy usprawiedliwienie dla siebie na prawie wszystkie sytuacje, więc pewnie nie będzie problemu, żeby nauczyć się tego dla spokojniejszej jazdy przecież tak naprawdę beneficjentami będą nie tylko obcy kierowcy, ale nade wszystko nasze pamięcią o Wasks. Jarosław

Koperty, otwórz kiedy…. 25,00 zł. Koperty „Otwórz, gdy…” to idealny prezent dla kogoś bliskiego. Zamów i przygotuj koperty dla ukochanej osoby na rocznicę waszej znajomości, urodziny lub inną wyjątkową okazję. Przygotowane koperty będą także doskonałym prezentem dla osoby, z którą łączy nas więź ale dzieli odległość. Naucz się słuchać zamiast nieustannie mówić o swoich potrzebach Nie ma się co oszukiwać, większość osób woli mówić o sobie niż słuchać tego, co chce im przekazać druga osoba. Czasem warto jednak zagryźć zęby i wsłuchać się w słowa swojej partnerki, zamiast uznawać jej monolog za „bezsensowny bełkot”. Dlaczego? Ponieważ otwierając się na drugą stronę, można usłyszeć szereg istotnych informacji, które przedstawią ją w zupełnie nowym świetle. Mężczyzna, który jest w stanie wysłuchać i wspomóc swoją ukochaną, na pewno zyska w jej oczach, a ona odpłaci się tym samym. Dzięki szczerym i głębokim rozmowom związek może być dla obu osób oparciem. Tylko spokój, a nie szarpanina, może was uratować Foto: Shutterstock Nie ma na tym świecie osoby, z którą zgadzalibyśmy się co do joty. Nie jest to równoznaczne z przekrzykiwaniem się i darciem kotów. Nawet jeśli całkowicie nie zgadzacie się z tym, co mówi partnerka, to warto przyjąć jej racje na spokojnie. Nie oznacza to oczywiście, że należy ulegać. Wręcz przeciwnie. Najlepiej przedstawić swój punkt widzenia i poprosić o zrozumienie. Nawet jeśli na początku nie zadziała, to z czasem powinno zacząć się sprawdzać. Krzyk nigdy nie prowadzi do niczego dobrego. Doceniaj to, co robi dla ciebie kobieta Foto: Shutterstock Kobiety kochają komplementy, ale jeszcze bardziej cenią sobie codzienne pochwały albo słowa uznania względem ich osoby. Mężczyzna, który zachwyca się błyskotliwością swojej partnerki albo po prostu chwali jej obiad, na pewno sprawi jej przyjemność. Dzięki takiemu zachowaniu kobieta będzie czuła się też po prostu dowartościowana. Pozytywny wpływ na jej samopoczucie z pewnością przełoży się na związek. Nie wypominaj, skup się na teraźniejszości Foto: Shutterstock Zwykło się mówić, że to kobiety są mistrzyniami wypominania. O ile niektóre panie naprawdę potrafią wracać do jednej kwestii w nieskończoność, o tyle panowie często nie pozostają im dłużni. „Ty trzy lata temu wróciłaś do domu nad ranem, więc się nie czepiaj” – to tylko jeden z wielu tekstów, jakimi faceci częstują swoje kobiety. Warto się od tego powstrzymać i kierować się sprawdzoną zasadą: nie rób drugiemu, co tobie niemiłe. Wzajemne wypominanie, dotyczy to oczywiście obydwojga partnerów, prowadzi do kłótni. Ta z kolei może zakończyć się naprawdę nieciekawie. I na pewno nie wniesie nic dobrego do związku. Pamiętaj o ważnych wydarzeniach dla waszego związku Foto: Shutterstock Rocznica, urodziny albo walentynki to tylko niektóre z okazji, które warto celebrować. Pokazując drugiej osobie, że o niej pamiętasz, dajesz wyrazem temu, że zarówno ona, jak i wasz związek, mają dla ciebie dużą wartość. Nie oznacza to jednocześnie, że za każdym razem należy wydawać fortunę na prezent dla kobiety. Czasem nawet lepiej zrobić dla niej coś samodzielnie. Warto przygotować kolację, gorącą i romantyczną kąpiel albo zorganizować pieszą wycieczkę w malownicze miejsce. Dzięki takiemu postępowaniu na pewno wywołacie uśmiech na twarzy ukochanej osoby, a dodatkowo będziecie mogli cieszyć się przyjemną atmosferą w związku. Bądź dla niej oparciem, a będziesz mógł na nią liczyć w każdej sytuacji Foto: Shutterstock Każda kobieta chce czuć się bezpiecznie przy swoim facecie. Ważne, by mężczyzna dawał swojej partnerce takie poczucie. O ile słowa i zapewnienia są niezwykle istotne, o tyle najważniejsze jest działanie. Przykładowo, kobieta, która boryka się z problemami w pracy, powinna zostać zapewniona przez swojego mężczyznę, że nic się nie stanie, jeśli powinie jej się noga. Takie zachowanie jest niezwykle pokrzepiające. Jeśli kobieta wie, że może liczyć na ukochanego, to na pewno także zrobi wszystko, co w jej mocy, by go wspierać. Należy pamiętać, że (najczęściej) wszystko działa w dwie strony. I najlepiej, jeśli są to po prostu dobre rzeczy. Ja jako terapeuta mam za zadanie doprowadzić obie osoby z pary do miejsca, w którym zobaczą, że każda z nich osobiście wnosi coś, co buduje związek i coś, co go niszczy. Osoby trafiające do gabinetu jako para bardzo lubią opowiadać o tej drugiej osobie, a mnie zależy na tym, by mówiły o sobie, o swoich emocjach, o swoim cierpieniu.

Najlepsza odpowiedź Miłość - przywiązanie do kogoś lub czegoś, które przejawia się w relacji do drugiej osoby połączone z wolą i nieraz silnym pragnieniem stałego obcowania z nią, czemu może towarzyszyć pociąg fizyczny do osoby będącej obiektem prawdziwej miłości jesteś w stanie zrezygnować z wielu rzeczy . Ta osoba jest dla ciebie po prostu jedyna, najważniejsza... Gdy poznajemy kogoś i zaczynamy tą osobę darzyć uczuciem, wówczas świat dostaje kolorów. Randki, pocałunki, telefony to wszystko umila nam szarą egzystencje. Każde spotkanie jest wyjątkowe. Gdy wpadniemy już w sidła miłości, żyjemy ta drugą osobą. Lecz z czasem spotkania stają się codziennością. Pocałunki nie mają tej samej mocy co kiedyś. Przywykamy do bliskości tej drugiej osoby. Dawne kolory życia sobie troche czasu i sie przekonasz czy tą osobe naprawde kochasz .. czy moze jednak nie :)Pozdrawiam ;) Odpowiedzi blocked odpowiedział(a) o 22:07 Jeżeli kogoś kochasz, to świata poza tą osobą nie widzisz. Jeżeli chodzicie ze sb to nie miesiąc, ale jeżeli na prawdę kochasz to bardzo długo jesteście razem. Jeżeli jesteś doroślejsza gotowa na s e x to jeżeli będziesz przed nim stała nago to on i tak będzie ci patrzył w to jest zauroczenie, to ono ci szybko minie. Zapomnisz o danej osobie. Będziesz oglądała się za innymi ;DNaj? ewuna13 odpowiedział(a) o 22:08 miłość jest to takie specyficzne uczucie, ciągle myślisz o tej osobie i nie widzisz w niej żadnych wad, jest takie specyficzne uczucie w brzuchu, jak to niektórzy nazywają "motyle". A zauroczenie to coś co przypomina stopień pomiędzy przyjażnią a miłością lub znajomością i miłości. Zauroczyć można się w kilku osobach na raz a zakochać tylko w tej jedynej... morrina odpowiedział(a) o 22:06 wydaje mi się że zauroczenie to fascynacja kimś i chęć posiadania tego kogoś, a miłość to stan w którym czujesz że zrobiłbyś wszystko dla drugiej osoby... Kochasz- Jak ci serce szybciej bije , czujesz ze ja kochasz nie patrzysz na wyglad tylko cechy charakteru ... , pocą ci sie ręce niewiesz co robic przy danej osobie , boisz sie ze cos powiesz złego a Zauroczenie- ze ci sie podoba ladna i wogule blocked odpowiedział(a) o 22:09 oddałbyś za tę osobę życie?pozwoliłbyś jej odejść do innego wiedząc, że wtedy będzie szczęśliwa?jesteś w stanie dla niej zsunąć na dalszy plan swoje plany i marzenia?jesli ją kochasz, to tak. jeśli nie, to zauroczenie. [LINK] Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub

.